XVI-wieczną synagogę Maharszala, główną świątynię lubelskiej gminy żydowskiej, po likwidacji tamtejszego getta hitlerowcy wysadzili w powietrze. W latach 50. rozebrano jej ruiny. Przez lata wszyscy byli przekonani, że nie zachował się żaden element wyposażenia synagogi. Pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności. Jacek Proszyk, historyk zajmujący się losami Żydów w Bielsku-Białej i okolicy, przygotowuje właśnie swoją pracę doktorską. Na jej potrzeby zaczął inwentaryzować przedmioty liturgiczne znajdujące się w siedzibie bielskiej gminy wyznaniowej żydowskiej. Jeden z parochetów (bogato zdobiona kotara symbolicznie oddzielająca w synagodze strefę sacrum od profanum), do dzisiaj używany, ma hebrajską inskrypcję, którą Proszyk przetłumaczył: "To dar kobiet synagodze Maharszal w roku 1926"

Jak kotara z lubelskiej synagogi trafiła do Bielska-Białej? Nie wiadomo. W inwentarzu figuruje od 1945 roku. - Losy Żydów w czasie wojny były niezwykłe i często, ratując życie, przebywali ogromne odległości. Przedmioty liturgiczne wędrowały razem z nimi - mówi Proszyk.

Źr. Gazeta Wyborcza