- Skrzynka leciała z drugiego piętra i roztrzaskała się nieopodal chodnika, pięć metrów ode mnie - relacjonuje mieszkanka jednego z bielskich osiedli. - Całe szczęście, że w były w niej tylko resztki zeszłorocznych kwiatów. Aż strach pomyśleć, jakie mogłyby być skutki, gdyby spadła wprost na przechodnia. Skrzynka wypełniona kwiatami i mokrą ziemią w pełni sezonu ogrodniczego waży nawet kilkanaście kilogramów!
 
Gdyby kwietnik spadł i wyrządził jakąkolwiek krzywdę lub szkodę, całkowitą winę za incydent poniósłby właściciel wiszącego ogródka. - Osoba taka może zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej za spowodowanie zagrożenia życia - potwierdza Elwira Jurasz, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.
 
Źle umocowane doniczki i skrzynki na kwiaty mogą stanowić zagrożenie dla przechodniów, szczególnie w trakcie silnych wiatrów. To zielone bomby z opóźnionym zapłonem. Jak dowiadujemy się w Spółdzielni Mieszkaniowej „Złote Łany”, po każdym halnym administracja dokonuje oględzin osiedla i prawie zawsze wokół bloków natrafia na roztrzaskane pojemniki na kwiaty. Dlatego też administratorzy budynków apelują do mieszkańców, aby mocowali skrzynki po wewnętrznej stronie balkonów. Na osiedlu Śródmiejskim kategorycznie zabronione jest wieszanie skrzynek balkonowych nad wejściami do klatek schodowych oraz nad ciągami komunikacyjnymi dla pieszych.
 
W jednym z bielskich centrów ogrodniczych zapytaliśmy, czy uchwyty do mocowania skrzynek są na tyle wytrzymałe, aby mogły bezpiecznie utrzymać skrzynkę zawieszoną na zewnętrznej balustradzie balkonu. Na przykład na dziesiątym piętrze. - Wydaje mi się, że są na tyle bezpieczne, ale ja takiej gwarancji nie dam i obawiam się, że producent też - kwituje sprzedawca.
 
W regulaminie porządku domowego Spółdzielni Mieszkaniowej „Strzecha” można przeczytać: „Użytkownik lokalu zobowiązany jest do zabezpieczenia skrzynek na kwiaty na balkonach i loggiach w sposób uniemożliwiający spadnięcie. Pielęgnacja kwiatów nie może powodować uszkodzeń i zalewania elewacji oraz niżej położonych mieszkań”. Argumenty administracji są trudne do podważenia - jeżeli skrzynki na kwiaty są mocowane na zewnątrz balkonów, to w trakcie podlewania nadmiar wody spływa po elewacji. Stąd zabrudzenia i zawilgocenia ścian. Mało tego, ściekająca z doniczek woda może dodatkowo popsuć relacje sąsiedzkie.
 
 - Brudna woda z kwiatków sąsiadki ciągle spływa na mój balkon. Nie mogę na nim suszyć prania i wietrzyć pościeli - skarży się pani Aniela z osiedla Karpackiego. Lokatorka kilkakrotnie prosiła sąsiadkę, aby przewiesiła swój doniczkowy ogródek na wewnętrzną stronę balkonu. Niestety, w ubiegłym sezonie kobieta pozostawała głucha na sąsiedzkie prośby. Jeżeli w tym roku to się nie zmieni, pani Aniela poskarży się w administracji.
 
Sezon ogrodniczy rozpoczyna się nie tylko na balkonach. Wkrótce zakwitną także osiedlowe skwery. Wiele z nich zagospodarowują sami lokatorzy, którzy pod swoimi balkonami zakładają kwiatowe rabaty Zadbane tereny miedzy blokami cieszą oko i zdecydowanie podwyższają atrakcyjność osiedli. Zazwyczaj spółdzielnie mieszkaniowe nie blokują ogrodniczych pasji lokatorów. Ale czasem zdarza się, że kilkuletnia rabata dziczeje, bo ich opiekunowie - ze względu na podeszły wiek lub zły stan zdrowia - nie mogą już jej uprawiać. Młodsi natomiast nie lubią grzebać w ziemi, więc administracja musi zlikwidować zaniedbany osiedlowy ogródek. Przejęcia opieki nad taką rabatą wymagałoby dużego zaangażowania i byłoby czasochłonne.
 
Mieszkańcy osiedli dość często sadzą drzewka bez uzgodnień z zarządcami terenów zielonych. Póki są one małe nie stanowią problemu i piękny widok z okna cieszy mieszkańców. Po kilku latach okazuje się jednak, że radość przemienia się w koszmar, bo gałęzie rozrośniętych drzew stukają w szyby okien i zasłaniają piękny ongiś widok z balkonu. Drzewa blokują dostęp słońca do mieszkań, a korzenie naruszają system odwodnień wokół budynków. W rezultacie, w piwnicach jest wilgoć, pleśń i grzyb na ścianach.
 
Obniżenie komfortu mieszkania jest niewystarczającym argumentem do uzyskania zgody na wycinkę drzew. Przepisy są bardzo rygorystyczne. Samowolne ścięcie drzewa zagrożone jest konsekwencjami karnymi. Grzywna może sięgać nawet do kilkuset tysięcy złotych, w zależności od gatunku drzewa i średnicy jego pnia.
 
                                                                                                                                                  Katarzyna Budkiewicz