 Z końcem tego roku bielski magistrat przestanie dopłacać właścicielom budynków jednorodzinnych do wymiany pieców na ekologiczne. Trudno powiedzieć, czy gmina znajdzie środki na kontynuowanie tego programu. W roku wyborczym politycy obiecują elektoratowi realizację szybkich i spektakularnych celów. Tymczasem ochrona powietrza atmosferycznego jest procesem żmudnym. Na odczuwalną poprawę potrzeba czasu.
Program realizowany jest w Bielsku-Białej od 2007 roku. Uchwałą Rady Miejskiej postanowiono wówczas do roku 2008 wymienić na ekologiczne 300 pieców węglowych, którymi ogrzewane były budynki jednorodzinne. Chętnych właścicieli domów nigdy nie brakowało. Ludzi przekonywały nie tylko argumenty ekologiczne. Program zakładał bowiem znaczącą pomoc miasta w remoncie kotłowni. Dotacja do wymiany wynosi aż 65 proc. całkowitych kosztów modernizacji.
Pieniądze na ten cel pochodzą z budżetu gminy. Dopłatę w wysokości 5 proc. kosztów kwalifikowanych pokrywa miejski fundusz ochrony środowiska. Pozostałe 60 proc. pochodzi ze środków wojewódzkiego funduszu. Pieniądze te zostały pożyczone naszemu miastu na preferencyjnych zasadach. Jeśli środki WFOŚiGW zostaną zainwestowane na cele proekologiczne, to może być umorzona spłata nawet połowy tej pożyczki.
W bieżącym roku wymienionych zostanie kolejnych 150 kotłów. Jak będzie w przyszłym – nie wiadomo. Urzędnicy biura zarządzania energią UM obserwują bowiem stopniowy spadek zainteresowania remontami kotłowni ze strony właścicieli domów. Jednym z ubocznych efektów realizacji programu ograniczenia niskiej emisji zanieczyszczeń jest bowiem systematyczny wzrost cen groszku i ekogroszku. Dostawcy węgla wykorzystują koniunkturę w handlu kotłami, narzucając podwyżki nieuzasadnione wzrostem kosztów wydobycia surowca. W rezultacie tego rynkowego egoizmu modernizacje kotłowni są coraz mniej opłacalne.
Ale dalsza realizacja programu stoi pod znakiem zapytania także ze względu na nieciekawą sytuację finansową miasta. Przyszłoroczny budżet może być jeszcze trudniejszy niż obecny. Trudno więc przesądzać, czy w kasie magistratu znajdą się środki na pomoc dla właścicieli prywatnych domów. Sprawa wymaga specjalnej uchwały Rady Miejskiej. Radni są świadomi potrzeb finansowych związanych z ochroną powietrza atmosferycznego w Bielsku-Białej, lecz w roku wyborczym ich optyka może ulec zasadniczym zmianom.
- W kampanii wyborczej politycy z zasady obiecują realizację krótkofalowych celów - ostrzega pełnomocnik prezydenta miasta ds. zarządzania energią Piotr Sołtysek. - Tymczasem inwestycje proekologiczne przynoszą zauważalne efekty dopiero w dłuższej perspektywie. Na mało spektakularnych hasłach nie można zarobić wielu punktów wyborczych.
Jeśli w przyszłym roku znajdą się pieniądze na program oraz polityczna determinacja do jego realizacji, to być może magistrat zacznie dopłacać do wymiany pieców na kolektory słoneczne. Dotychczas nie było to możliwe ze względów finansowych. W Ratuszu wygrał jednak pogląd, że warto dopłacać do tego rodzaju modernizacji mimo naszych warunków klimatycznych. Osoby chcące ubiegać się o dofinansowanie do zakupu kolektorów słonecznych powinny jednak najpierw zamontować piec węglowy z atestem ekologicznym lub gazowy. Ogrzewane promieniami słonecznymi może funkcjonować tylko jako alternatywne.
Według szacunków sprzed sześciu lat - bo tylko takimi danymi dysponuje Urząd Miejski w Bielsku-Białej - zainteresowanych wymianą było ok. 1,4 tys. właścicieli domów jednorodzinnych. Dzięki kilkuletniemu wysiłkowi finansowemu, do końca br. zmodernizowanych będzie łącznie 450 indywidualnych kotłowni węglowych. Zdaniem Pawła Boska z biura zarządzania energią UM, jest to wciąż mało, abyśmy mogli odczuwać skutki programu na co dzień. Żeby bielskie powietrze zaczęło przypominać klimat górskiego kurortu, potrzeba wymiany jeszcze 450 kotłów.
Robert Kowal |