 Co zrobić jeśli nasze ulubione buty stracą obcasy na dziurawych chodnikach lub jeśli skóra pęknie pod wpływem nadmiaru soli w okresie zimowym? Czy w Bielsku-Białej można jeszcze znaleźć szewca i jak do niego trafić? Okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe. Jak wynika z danych GUS, coraz mniej rzemieślników podejmuje się tego rodzaju usług. Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy zawód szewca jeszcze funkcjonuje w naszym mieście.
W przeszłości do zadań szewca należała wymiana obcasów, fleków, zelówek, suwaków oraz podbijanie obcasów, wszywanie zamków, korygowanie podeszw, ścinanie obcasów, farbowanie butów, zwężanie lub rozszerzanie cholewek kozaków, trwałe polerowanie obuwia, rozciąganie półbutów i kozaków, sklejanie wszelkich pęknięć czy zaklejanie dziur w podeszwach. Kiedyś buty wykonywano na specjalne zamówienie. Dlatego były tyleż eleganckie, co trwałe.
Dzisiaj jesteśmy w zasadzie skazani na obuwie ze sklepu. Tymczasem jego jakość jest mocno problematyczna i jeśli nawet produkt został zakupiony w renomowanej firmie, to buty mogą nie dotrwać końca sezonu, szczególnie zimowego. Dlatego szewc wciąż bywa nam potrzebny i choć jest jednym z najstarszych zawodów, to właściwie już go nie ma.
Przemierzając miasto, nie widzimy już prawie tablic z napisem: Szewc, usługi szewskie. W Bielsku-Białej jest obecnie zaledwie kilka punktów zajmujących się tego rodzaju działalnością. Pozostałe upadły, gdyż naprawa obuwia lub tym bardziej ich wyrób - nie opłaca się. Na rynku przetrwali tylko najwięksi entuzjaści tego zawodu. Najczęściej są to rzemieślnicy, którzy odziedziczyli swoją profesję po przodkach. Parę butów można kupić w hipermarkecie nawet za kilkadziesiąt złotych. Ile więc można żądać za ich naprawę?
Sławomir Wojtyła, szewc z 30-letnim doświadczeniem zawodowym (od 12 lat w Bielsku-Białej) powiedział nam, że jego klientami są najczęściej osoby starsze i schorowane, które mają szczególne wymagania. Niekiedy przychodzą ludzie z nowym obuwiem i proszą, aby je rozbić i dopasować do stopy. Tak, żeby nic nie obcierało i by stopa czuła się w nich wygodnie.
Najwięcej klientów pojawia się w październiku, listopadzie i grudniu. Wiele osób odwiedza szewca również wczesną wiosną. Do standardowych usług należy wymiana obcasów, podbicie zdartej podeszwy oraz łatanie dziur w bucie. Pod wpływem soli, którą służby drogowe posypują chodniki, na skórze pojawiają się białe nacieki i pęknięcia. Wymiana obcasów kosztuje w granicach 20-25 zł, a szpilek 25-30 zł. W innym punkcie za wymianę podeszwy i płaskich obcasów trzeba zapłacić 38 zł.
Niektórzy klienci raz do roku przynoszą do Wojtyły aż osiem par butów. Najczęściej są to stali bywalcy. Ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że szewca odwiedzają też osoby, które kilka lat temu wyjechały za granicę i gdy wracają w rodzinne strony, to do naprawy przynoszą buty wyeksploatowane na obcych brukach. Za granicą nikt tego przecież nie naprawi, bo podobno na Zachodzie szewcy wyginęli niczym mamuty. Ci, którzy pozostali w zawodzie, pracują dla elity, naprawiając kosztowne buty za duże pieniądze.
Zdarza się też tak, że hurtownie i sklepy przysyłają do szewca kilka pudeł butów produkcji chińskiej, które jeszcze przed sprzedażą wymagają reperacji. Kiedyś buty były solidne, szyte i ze skóry. Teraz używa się w zasadzie wyłącznie kleju. Producenci korzystają z tekturowych wkładek zamiast - jak dawniej - ze skórzanych. Bywa, że podeszwy z napisami znanych firm są wykonywane z wątpliwej jakości surowców. A wszystko po to, by zmylić klienta i wyłudzić od niego wygórowaną zapłatę za kiepski towar.
- Szewcy schodzą na psy, a rynek obuwniczy został zasypany przez chińskie produkty - żali się mistrz Sławomir. - Najtańsze buty kupują głównie osoby starsze, które uważają, że usługi szewskie są zbyt drogie. Wolą wydać 30 zł i więcej na nową parę niż kupić drogie, lecz solidne obuwie, a później płacić za ich ewentualną naprawę.
W Bielsku-Białej nie ma tradycji prowadzenia zakładów szewskich z pokolenia na pokolenie. Trzeba się więc liczyć z tym, że w dość krótkim czasie po szewcach pozostaną nam tylko szewskie poniedziałki. Szkoły zawodowe zostały w większości zlikwidowane, a te które ocalały już od kilku lat nie szkolą młodzieży w tym zawodzie. Dyrektor Bielskiej Szkoły Rzemiosł, Marek Koźmiński poinformował nasz portal, że zawód szewca już właściwie umarł.
- Na przełomie 2006/2007 roku wypuściliśmy ostatniego ucznia, który wybrał właśnie ten zawód. Obecnie ani jeden słuchacz z klas wielozawodowych nie zgłasza nawet chęci rozpoczęcia specjalizacji. Według naszych danych, powoli wymiera też zawód krawcowej.
Małgorzata Skórska |