 W środę wieczorem na korytarzach Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej rozłożono materace, na których leżą pielęgniarki i położne. Podobnie jest w bielskim Szpitalu Ogólnym oraz w szpitalach w Żywcu, Międzybrodziu i Bystrej. Dyrektorzy tych placówek złożyli do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Uważają, że strajk jest nielegalny. Protest wspierają związkowcy z „Sierpnia 80”. Znając ich reputację nietrudno o wniosek, że może być tutaj jeszcze gorąco.
O strajku informowaliśmy już kilka dni temu, lecz z każdym dniem pojawiają się nowe fakty. Sytuacja się coraz bardziej komplikuje. Dyrektor Szpitala Wojewódzkiego Ryszard Batycki poinformował nas, że według niego i jego prawników, strajk jest przeprowadzany niezgodnie z przepisami ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.
Legalny – nielegalny?
- Gazety piszą, że komuś grożę, a tak nie jest. Złożenie pisma o podejrzeniu nielegalności strajku było moim obowiązkiem. Po pierwsze, niewłaściwa jest forma strajku oraz sposób powiadomienia mnie o nim. Po drugie, obecne postulaty pielęgniarek nie różnią się od tych, których broniły w czerwcu 2007 roku w Białym Miasteczku. A przecież od tamtego czasu wiele się zmieniło. Są więc już one nieaktualne. Dyrektor tłumaczy, że w 2007 roku doszło do podpisania porozumienia, co zdaniem prawników było równoznaczne z zakończeniem strajku. Pielęgniarki mogłyby się ponownie powołać na tamte postulaty, gdyby wtedy spisano protokół rozbieżności. Tego zaś strajkujące nie zrobiły.
Pomijając kwestie formalno-prawne dyrektor zaznacza, że ma żal do swoich podwładnych, iż postawiły ich wspólny zakład pracy w trudnej sytuacji, która nawet bez strajku nie była łatwa (pisaliśmy o tym w artykule „Służba zdrowia w agonii”). Zaznacza, że zawsze umiał dogadywać się z personelem i doceniał wszystkich pracowników. Zdaniem Batyckiego, każdy problem można i trzeba rozwiązywać poprzez rozmowy.
Diagnoza - brak dialogu
Tymczasem pielęgniarki z komitetu strajkowego uważają, że nikt z nimi nie rozmawia. Podkreślają, że o decyzjach dyrekcji dowiadują się z mediów. - Nigdy nie będzie dobrego czasu na podwyżki dla nas, bo ciągle w służbie zdrowia brakuje na to pieniędzy. Ale na kolejne podwyżki dla lekarzy są środki - żali sięEwa Baran-Ligus. Wtórują jej Katarzyna Ruśniak i Małgorzata Paluch. - Pytałyśmy prawników i według nich, strajk jest legalny.
Obecnie w Szpitalu Wojewódzkim protestuje ok. 200 pielęgniarek i położnych. W środę wieczorem 16 z nich rozpoczęło strajk głodowy. Zgodnie z zapowiedziami, każdego dnia do głodujących mają dołączać kolejne panie. - Niektóre mają po 50 lat, a więc nie są już w pełni sił i idealnego zdrowia - podkreśla Baran-Ligus. - Dwa razy dziennie są badane przez lekarza. Cała szesnastka leży na rozłożonych na korytarzu materacach i pije tylko wodę. Jako pielęgniarki wiedzą najlepiej, że taka forma protestu nie pozostanie obojętna dla ich zdrowia. Względnie bezpieczny czas, w którym mogą być „o wodzie” wynosi 72 godziny. Po tym okresie będą musiały przejść na L4.
Szpital na L4
- Chcą do nas dołączyć kolejne dziewczyny - zapowiadają uczestniczki głodówki. - Wkrótce nie będzie miał kto pracować. Wtedy dyrektor musi coś zrobić.
Dyrektor wie, że taka wizja jest realna i dlatego rozpoczął już poszukiwania personelu zewnętrznego. - Na szczęście, jest rynek usług niepublicznych. Dzwoniłem więc do prywatnych placówek, aby zabezpieczyć funkcjonowanie szpitala na wypadek, gdyby zapowiadamy scenariusz kolejnych głodówek się potwierdził. W wielu miejscach usłyszałem, że ich pielęgniarki właśnie strajkują u mnie…
Ryszard Batycki powtarza, że na razie nie ma realnego zagrożenia koniecznością ewakuacji pacjentów. Najpierw - w razie konieczności - łączone będą oddziały. Obecnie szpital przyjmuje tylko w przypadkach zagrażających zdrowiu i życiu. Niektóre pielęgniarki pracują bez zmian, gdyż na ich stanowiskach przepisy nie pozwalają na podjęcie strajku. Normalnie działa więc blok operacyjny, oddział anestezjologiczny, intensywna terapia i Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Wbrew informacjom niektórych mediów, wczoraj do głodówki nie przyłączyło się siedem pielęgniarek z izby przyjęć. Strajkujące dementują także informacje części dziennikarzy jakoby w proteście brała udział jedynie połowa średniego personelu medycznego. - W Szpitalu Wojewódzkim rzeczywiście pracuje ponad 400 pielęgniarek, ale na wielu oddziałach nie można czynnie strajkować. Nie znaczy to, że te koleżanki nas nie popierają i że połowa personelu nie przyłączyła się do strajku.
Magiczne trzy tysiące
Sytuacja jest patowa, bo pielęgniarki są nieugięte, a dyrektor Batycki tłumaczy, że nie ma pieniędzy na podwyżki. - Środków potrzebnych na funkcjonowanie szpitala nie możemy przeznaczyć na realizację żądań płacowych personelu. Gdybym rozdał im te pieniądze, nie miałbym z czego zapłacić miastu miliona złotych podatków.
Batycki przypomina, że w tym roku z NFZ dostał 2 mln zł mniej niż w ub.r. Realizacja postulatów pielęgniarek kosztowałaby szpital łącznie 5 mln zł. Tymczasem każdy kolejny dzień strajku oznacza straty. Dyrektor oblicza, że po dziesięciu dniach wyniosą one 2 mln zł. - Dziwie się pielęgniarkom z mojego szpitala, bo one zarabiają najlepiej w porównaniu z koleżankami z pozostałych strajkujących szpitali. U nas średnie wynagrodzenie pielęgniarki wynosi 3200 zł brutto.
Głodujące śmieją się, gdy słyszą o przeciętnej płacy. - W telewizji mówią, że średnie wynagrodzenie w Polsce, to trzy tysiące, a niech pani popyta znajomych, kto tyle zarabia. W to wlicza się zarobki dyrektorów i kierowników. A my pracujemy nocami, w niedzielę i święta, z narażeniem swojego zdrowia i życia, bo przyjeżdżają do nas pacjenci z różnymi chorobami.
Siostry przyznają, że mają duże wyrzuty sumienia wobec pacjentów. Nie widzą jednak innego wyjścia niż strajk. Domagają się podwyżki podstawy wynagrodzenia do 3 tys. zł i dopóki tego nie osiągną, nie odpuszczą. - Nikt nie będzie głodował za 100 zł - mówi Ruśniak. - Nie spławią nas byle czym. Najbardziej żal nam pacjentów. Na szczęście, spotykamy się z wyrozumiałością i słowami otuchy z ich strony.
Z tym ostatnim stwierdzeniem trudno zgodzić się rzeczniczce szpitala Jolancie Trojanowskiej. - Pacjenci „chodzący” podają basen tym, którzy nie mogą się poruszać, bo np. leżą na wyciągu. Wczoraj był u nas mąż jednej z pacjentek z awanturą, że może ktoś by się nią w końcu zaopiekował.
Do pielęgniarek przyjechała delegacja WZZ „Sierpień 80”. Działacz związkowy Szczepan Kasiński zapowiedział, że na razie służą dobrym słowem, ale jeżeli strajkujące będą chciały bardziej radykalnych działań, to mogą też wywieźć dyrektora na taczkach.
Magdalena Dydo |