 Coraz częściej, spacerując wzdłuż brzegów przepływającej przez centrum stolicy Podbeskidzia Białej, można zobaczyć wędkarzy moczących kije w jej do niedawna bezrybnych wodach.
Teraz nie dość, że spotkać ich można i latem, i zimą - próbują nawet łowić spod lodu - to jeszcze pojawili się wśród nich wędkarze dzierżący w dłoniach tzw. wędki muchowe, służące do łowienia szlachetniejszych gatunków ryb. Świadczy to o tym, że w Białej pływają nie tylko leszcze i płotki, lecz także pstrągi. A są to ryby wymagające - potrzebują do życia wyjątkowo czystej, wręcz źródlanej wody.
- Od kilku lat w Białej, i to nawet na wysokości centrum Bielska, można złowić pstrąga, a nawet lipienia - mówi Zbigniew Pszczeliński, dyrektor bielskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego, dodając, że skoro są ryby, to są i wędkarze. W tym także ci zasadzający się na pstrągi. Mają się już nawet czym pochwalić. Otóż w Białej - jak mówi Zbigniew Pszczeliński - łowione są okazy pstrągów o długości nawet 35 centymetrów, co - zważywszy na charakter tej rzeki - czyni je okazałymi wędkarskimi trofeami.
Amatorzy moczenia kija twierdzą, że najlepsze pstrągowe łowisko w Bielsku-Białej położone jest na Białej na wysokości ulicy generała Maczka. Szlachetne gatunki ryb pojawiły się tutaj po latach posuchy nieprzypadkowo, i to nie tylko za sprawą matki natury. Co roku bowiem wędkarze zrzeszeni w PZW, opiekujący się tą rzeką, zarybiają ją pstrągami. Dawniej wpuszczali do niej nawet wymagające jeszcze lepszych warunków lipienie.
Problemem bielskich wędkarzy nie jest więc brak ryb w rzece przepływającej dosłownie pod ich domami, lecz coś całkiem innego, co daje się im we znaki już od kilku lat. Chodzi o to, że mieszkając nad jej brzegiem nie mogą tak po prostu łowić w niej ryb. Aby to czynić, muszą ponieść dodatkowe koszty. Wszystko za sprawą bardzo dziwnej sytuacji. Otóż Białą, choć przepływa ona na całej swej długości przez Podbeskidzie, opiekują się nie wędkarze zrzeszeni w bielskim okręgu PZW, lecz... ich katowiccy koledzy.
Tymczasem ktoś, kto płaci składkę członkowską w okręgu, w którym jest zrzeszony, może łowić ryby bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat tylko w wodach należących do tego okręgu wędkarskiego. Jeśli chce to czynić w wodach podległych innym okręgom, musi również i tam zapłacić składkę. Tak więc bielscy wędkarze chcący łowić w Białej muszą wpłacić 50 złotych rocznie również do katowickiego okręgu PZW.
- Podobnie jest na przepływającej przez Cieszyn Olzie, także należącej do katowickiego okręgu PZW - mówi Zbigniew Pszczeliński. Wyjaśnia jednocześnie, że sytuacja taka jest wynikiem polityki prowadzonej przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Udostępniając wędkarzom wody, którymi zarządza w imieniu Skarbu Państwa, RZGW przyjął kiedyś zasadę, iż operat wodnoprawny, czyli dokument pozwalający na korzystanie z wód, obejmuje swym zasięgiem rzekę główną wraz z jej dopływami.
W przypadku Białej rzeką taką jest Wisła, oddana na podstawie operatu we władanie śląskich wędkarzy. Dlatego Biała, będąca jej dopływem, znalazła się w sferze wpływów Katowic. W przypadku Olzy jest podobnie, lecz tam rzeką „główną” jest Odra.
Zbigniew Pszczeliński zapowiada, że bielski okręg zamierza odzyskać Białą dla swoich wędkarzy. Okazją do tego może być ponowne rozdysponowanie rzek przez RZGW. Operaty wodnoprawne obowiązują bowiem tylko przez kilka lub kilkanaście lat.
Tekst i foto: Marcin Płużek
.jpg)
|