
Przygarniając żydowskie dzieci pod swój dach, narażali życie własne i swoich rodzin. Na szczęście znajdywali się ludzie, którzy byli gotowi na takie poświęcenie. To od nich powinniśmy uczyć się człowieczeństwa i być dumni, że niektórzy z nich mieszkali na bielskich ziemiach. W niedzielę Teresa Łysoń z Bielska-Białej oraz Halina Macher z Buczkowic odebrały przyznane ich krewnym pośmiertnie odznaczenia „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.
W minioną niedzielę w siedzibie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej odbyła się wzruszająca uroczystość. Ocalone od zagłady Żydówki spotkały się z potomkami ludzi, którzy siedemdziesiąt lat temu uratowali im życie.
- Podczas takich uroczystości mówi się „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat” - rozpoczął swoje przemówienie wiceambasador Izraela, Yahel Vilan. - Dziś widzimy, jak bardzo ta sentencja jest prawdziwa. Są z nami potomkowie dwóch uratowanych dziewczynek. To pokazuje, że uratowanie jednej osoby, to tak naprawdę uratowanie całego pokolenia.
Wiceambasador podkreślił, że dla władz Izraela to bardzo ważne, żeby tych wielkich ludzi honorować. Zaznaczył, że 1/3 spośród 23 tys. wszystkich Sprawiedliwych stanowią Polacy. - To pokazuje, że obok złych Polaków byli także dobrzy. Cieszę się, że Sprawiedliwi przestali się bać przyznawać do tego, że są bohaterami.
Podczas uroczystości głos zabrał także prezydent Bielska-Białej, Jacek Krywult. - Trudno nie odnieść się do historii Bielska i Białej. Te miasta przed wojną i po wojnie charakteryzowały się wielką dynamiką przemysłową i gospodarczą. Znaczący udział w tym mieli właśnie Żydzi. To oni żyli w dwóch miastach nad Białą i razem z Polakami tworzyli tą gospodarkę. – Na zakończenie prezydent dodał - Chciałem pogratulować córce i wnuczce tych ludzi, którzy w warunkach ekstremalnych okazali się po prostu ludźmi, których my teraz nazywamy bohaterami.
Bohaterowie każdego dnia
Po oficjalnych przemówieniach przyszła pora na najważniejszy punkt uroczystości. Swoje tragiczne - a jednocześnie jakże piękne, gdyż przepełnione ludzką miłością i ponadludzką odwagą - historie opowiedziały Ocalone, Rozalii Ronen i Ruth Rosenfeld. To kobiety zupełnie różne z wyglądu, odmienne z charakteru, mieszkające na dwóch końcach świata, w USA i Izraelu, ale łączy je jedno – obie przeżyły, bo ktoś nie zawahał się narazić dla nich własnego życia i życia całej swojej rodziny.
- Urodziłam się w Gdynii, skąd przetransportowali nas do Przemyśla. To tutaj przeszliśmy całą gehennę – rozpoczyna swoją historię Ocalona, pani Rozalia Ronen. Podczas jednej z akcji likwidacyjnych rodzina Rozalii została wysłana transportem do obozu zagłady w Bełżcu. Nikt nie przeżył. Ocalała jedynie mała Rozalia, której matka na Umschlagplatzu kazała uciekać i dotrzeć do Lwowa. Po wielu perypetiach dziewczynka trafiła do rodziny Nawłoków. - Oni byli bohaterami każdego dnia. Wzięli mnie do siebie, a przecież gdyby złapali mnie Niemcy, to by ich zabili i Teresa (córka Michaliny i Stanisława Nawłoków – przyp. red.) nie siedziałaby tu dziś. To była wielka decyzja z ich strony.
Wywołując wzruszenie u zebranych na sali, pani Rozalia, która obecnie mieszka w Izraelu, opowiadała, jak „ciotka” Michalina każdą kromkę chleba dzieliła na trzy równe części. - Zawsze dostałam tyle samo, co jej rodzone dzieci. Nie wiem, czy sama bym tak potrafiła. Czy swojemu dziecku nie dałabym więcej...
Medal i dyplom honorowy „Sprawiedliwi wsród Narodów Świata” przyznany śp. Michalinie i Stanisławowi Nawłokom, Rozalia Ronen złożyła na ręce ich córki, pani Teresy Łysoń.
Mamy obowiązek wobec świata
Ruth Rosenfeld mieszka teraz w USA. Jej rodzice, Sara i Aaron Kriszer-Weinlez mieszkali przed wojna w Bielsku. Po wkroczeniu do Polski niemieckich wojsk, przenieśli się do swoich rodziców w Wadowicach. W listopadzie 1940 r. rodzina została przesiedlona do tamtejszego getta.
- Miałam mniej niż trzy lata, kiedy nasze getto w wadowicach zostało zlikwidowane. Naziści zamordowali w komorach gazowych moją mamę, tatę, dziadków, wujków i wielu innych członków rodziny – opowiada Ruth i zaznacza, że nie wszystko z tamtego okresu pamięta. Wie tylko, że niedługo później dwie siostry, Anna i Julia Wala uratowaly ją i jej siostrę Helenkę.
- Ja zamieszkałam u Julii i jej męża, z szóstka ich dzieci. Jestem niewymownie wdzięczna Julii, która zaryzykowala życie swoje i swojej rodziny, żeby mnie chronić. Jej odwaga nie tylko uratowała moje życie, ale też uksztaltowała moją osobowosć, bo było mi dane doświadczyć dobra w czasach grozy – mówiła ze wzruszeniem Ruth. - Gdy rozglądam się teraz po sali, widzę dzieci i wnuki Julii, które mogłyby się nie urodzić, gdyby Julia została przyłapana na ukrywaniu mnie. Nie byłoby tu także moich dzieci, gdyby Julia nie wzięła mnie do siebie. Jak wielu ludzi nie ma z nami i jak wiele straciliśmy, ponieważ nie było więcej takich osób jak Julia – zakończyła swoje przemówienie Ocalona Żydówka, a na sali zapanowała przejmująca cisza, przerwana gromkimi brawami.
Na sam koniec Ruth wypowiedziała bardzo wymowne słowa, które zgromadzonym na uroczystości gościom zapewne na długo pozostaną w pamięci - Winni jesteśmy zachować przesłanie, które zostawiła nam Julia: Każdy z nas ma obowiązek, by zmieniać swiat na lepsze.
Po latach, już jako dorosła kobieta, Ruth Rosenfeld odszukała rodzinę zmarłem w 1981 r. Julii Walii i odtąd jest w kontakcie z jej dziećmi. W obecności swoich najbliższych, którzy przybyli na uroczystość z USA i Izraela, Ruth wręczyła odznaczenie „Sprawiedliwy wsród Narodów Świata” - przyznane śp. Julii Wali - jej wnuczce, Halinie Macher.
- Szkoda, że babcia nie doczekała tej chwili – powiedziała nam pani Halina. - Babcia do końca życia wspominała Ruth. Szukała jej. Bardzo kochała tą dziewczynke i narażała dla niej własne życie i życie swojej rodziny. Babcia opowiadała, że żyli w ciągłym strachu. W podłodze ich domu była dziura, do której chowała Ruth, kiedy przychodzili Niemcy. - Pani Helena nie ukrywa, że wręczenie dyplomu ma dla jej rodziny ogromne znaczenie. - Jesteśmy dumni z babci, że miała taką odwagę.
Wielcy Polacy
W Polsce medal „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” otrzymało już 6195 osób. W minioną niedzielę dołączyli do tego grona kolejni cisi bohaterowie. Jak więc widać, choć od zakończenia wojny minęło już 65 lat, wciąż znajdują się osoby, o których bohaterskiej historii nikt dotąd nie słyszał.
- Powody tego, że nawet po tylu latach znajdują się kolejni Sprawiedliwi są różne – tłumaczy Dorota Wiewióra, prezes Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej. - Czasem ciężko dotrzeć do rodzin Ocalonych lub Sprawiedliwych. Niektórzy po prostu wciąż boją się o tym mówić, bo mają w głowie tamte dramatyczne chwile. Czasem dopiero wnuki, które usłyszą opowieści swoich dziadków, zaczynają dochodzić prawdy. - Wiewióra nie ukrywa, że procedura jest bardzo długotrwala i nie jest łatwo uzyskać medal. Nie wystarczą wspomnienia, muszą potwierdzać je dokumenty. - Moja stryjenka siedem lat starała się o przyznanie medalu.
Medale i dyplomy „Sprawiedliwy wsród Narodów Swiata” od 1963 r. przyznaje specjalna komisja Instytutu Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie, pod przewodnictwem Sądu Najwyższego Izraela. Jest to odznaczenie mające oddać hołd bohaterom, którzy bezinteresownie narażali życie dla ratowania swoich żydowskich przyjaciół, sąsiadów, znajomych, a często zupełnie obcych ludzi, skazanych na zagładę. Instytut Yad Vashem uhonorował dotychczas ponad 23 tys. bohaterów z całego świata, w tym ponad 6 tys. Polaków. Sprawiedliwymi wsród Narodów Świata zostali m. in.: Zofia Kossak-Szczucka, Irena Sendlerowa, Mieczysław Fogg, Igor Newerly, Henryk Sławik i Władysław Bartoszewski. Teraz do tego grona dołączyli Michalina i Stanisław Nawłokowie oraz Julia Wala, którzy poprzez swoje czyny mogą zaliczać się do grona najznamienitszych Polaków.
Magdalena Dydo |