 W mediach jest głośno na temat rządowych planów zliberalizowania ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Projektodawcom chodzi o to, żeby do więzienia nie wysyłać ludzi za jednego skręta, ale łapać prawdziwych dilerów. Tymczasem bielscy policjanci obawiają się, że znowelizowane prawo utrudni walkę z dostawcami narkotyków. A rozpoczynający się nowy rok szkolny, to idealny czas na rozkręcanie takiego procederu.
Z badań przeprowadzonych w 2007 roku przez PBS DGA w Bielsku-Białej wynika, że 22 proc. chłopców i 11 proc. dziewcząt spośród 839 badanych uczniów trzecich klas szkół gimnazjalnych używało marihuanę lub haszysz. Prawie 35 proc. uważa, że zdobycie tych narkotyków nie stanowiłoby dla nich większej trudności. Podobnego zdania jest prawie co drugi badany spośród uczniów drugich klas szkół ponadgimnazjalnych!
Badania o podobnej tematyce w roku 2009 przeprowadził Roman Waluś, obecnie kierownik Policyjnej Izby Dziecka, a wcześniej kierownik referatu do walki z przestępczością narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Wynika z nich (a także z badań porównawczych przeprowadzanych w latach 1997, 2001 i 2007), że wiek „inicjacji” narkotykowej drastycznie się obniża. Obecnie pierwsze kontakty uczniów z narkotykami następują już w szkołach podstawowych. Wzrasta także liczba osób zażywających narkotyki.
Skręt w szkolnej ubikacji
Pierwszy kontakt z narkotykami dzieciaki mają na dyskotekach i tym podobnych imprezach. Na drugim miejscu badani wymieniają szkołę. Z analiz Walusia wynika jasno, że obecnie w naszym mieście - i zapewne w każdym innym w Polsce - nie ma szkoły bez narkotyków. - Rzecz jasna dyrekcja nie przyzna się do tego, że w jej szkole jest problem z narkotykami. Takie oświadczenie popsułoby prestiż ich placówki, a w rezutacie rodzice nie chcieliby posłać do nich swojego dziecka. Z drugiej strony, coraz częściej zdarzają się zgłoszenia od nauczycieli, którzy zauważyli coś podejrzanego i chcą temu przeciwdziałać.
Problem w tym, że nauczyciele często nie widzą lub nie chcą widzieć niczego podejrzanego. Tymczasem większość badanych (spośród uczniów trzech bielskich szkół ponadgimnazjalnych) napisała w ankiecie Walusia, że na terenie ich szkoły można zdobyć narkotyki i że respondenci wiedzą od kogo można je kupić!
- Czasem w męskiej ubikacji czuć zapach gandzi. Chłopaki normalnie na przerwach palą tu skręty - mówi 16-letni uczeń jednego z bielskich liceów, uważanych za jedno z lepszych w mieście. - Czasem robią nawet ustawki. Nasz rozmówca tłumaczy, iż z „ustawką” mamy do czynienia wówczas, gdy uczniowie umawiają się w ubikacji na kupno narkotyków. - Raz na jakiś czas pali trawkę większość osób w mojej klasie. Jeśli chodzi o inne narkotyki, to różnie.
Podobnego zdania jest kierownik Policyjnej Izby Dziecka. - Na topie jest marihuana i ecstasy, potem amfetamina i haszysz. Najrzadziej używana jest heroina oraz kokaina. Taka kolejność wynika przede wszystkim z ceny poszczególnych narkotyków, a także z łatwości ich zażywania. Np. w przypadku ecstasy po prostu bierzemy małą tabletkę do ust.
Także w kwestii częstotliwości zażywania narkotyków wyniki badań Walusia pokrywają się z opinią naszego 16-letniego rozmówcy. W tym przypadku najbardziej trafnym określeniem jest „raz na czas”. - Większość uczniów twierdziła, że zażywa od imprezy do imprezy, ale nie brakowało również odpowiedzi, że kilka razy w miesiącu lub 1-2 razy tygodniowo.
Diler nie nosi worka z marihuaną
Przy lekturze takich statystyk na rodziców pada blady strach, nauczycielom bezradnie opadają ręce, a dilerzy zakasują rękawy i czekają na pierwszy dzwonek. Roman Waluś oraz oficer operacyjny referatu do walki z przestępczością narkotykową obawiają się, że liberalizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii wcale nie poprawi sytuacji.
- Czy można sprzedać pół grama marihuany? - pyta retorycznie agent z referatu antynarkotykowego. - No właśnie, można. Tak też zazwyczaj się to odbywa. Dilerzy mają przy sobie drobne ilości i na bieżąco uzupełniają zapasy. Liberalizacja ustawy zwiąże nam ręce.
Roman Waluś: - W Polsce już kiedyś obowiązywał przepis, że można posiadać przy sobie nieznaczne ilości narkotyków na własny użytek. Tylko po pierwsze, co znaczy „nieznaczne ilości”? Po drugie wiadomo, że diler nie nosi przy sobie kilograma amfetaminy, więc tłumaczenie, że nie powinno się nikogo ścigać za jednego skręta jest błędne. Zwolennicy takiego rozwiązania podają przykład Holandii. Sami nie wiedza jednak, że także tam legalizacja ma swoje drugie dno. Nasi holenderscy koledzy po fachu podkreślają, że w rezultacie dostępności marihuany wzrosła liczba osób uzależnionych od tzw. twardych narkotyków.
Przekonanie o nieszkodliwości marihuany jest nagminne wśród młodzieży. Niektórzy z uporem mówią nawet o jej właściwościach leczniczych, inni o mniejszej szkodliwości niż alkohol czy papierosy, a jeszcze inni twierdzą, że w ogóle nie uzależnia. Zdaniem policyjnych ekspertów, żadna z tych osób nie była nigdy w ośrodku dla narkomanów, gdzie uzależnione od marihuany 14-latki nie wiedzą, ile jest 4 razy 4.
Magdalena Dydo |