Od wielu lat dziennikarze i fotoreporterzy przekazują informacje z terenów konfliktów zbrojnych. Niejeden odbiorca zastanawia się na ile są one obiektywne i prawdziwe. Naszej redakcji udało się porozmawiać z dziennikarzami wojennymi. 

 

Jerzy Filar jest dziennikarzem i wydawcą prasowym. Pracował m.in. w ?Panoramie?, ?Warsaw Voice? i ?Dzienniku Zachodnim?. Wraz z fotoreporterem Markiem Ivo Wachowiczem opublikowali reportaże m.in. z krajów byłej Jugosławii, Albanii, Rosji, Białorusi, Gruzji, Abchazji, Kosowa, Dżibutii, Etiopii, Somalii, Ugandy, Iraku i Kuwejtu. W czasie wspólnych wypraw przynajmniej raz doszło do sytuacji, kiedy wzajemnie ratowali sobie życie.

Kiedy na początku lat 90 - tych wybuchła krwawa wojna między krajami byłej Jugosławii, postanowili również pojechać w to niebezpieczne miejsce. Serbskie wojska otoczyły Sarajewo, stolicę Bośni. Trwało regularne oblężenie miasta. Wszystko wskazywało na to, że Sarajewo skazane jest na zagładę. Wtedy na pomoc ruszyły organizacje humanitarne. Pierwszy polski konwój zorganizowała Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej.

- Razem z fotoreporterem Markiem Wachowiczem zapisaliśmy się najpierw do organizacji ?Lekarze bez granic?, a później mając taki glejt zaproponowaliśmy pani Ochojskiej swoją pomoc. I pojechaliśmy - mówi Jerzy Filar. Tamten wyjazd wzbudza w nich najbardziej krwawe wspomnienia ze wszystkich wojennych wypraw. - Dziennikarz, który jest na miejscu podczas działań wojennych odczuwa strach, niepokój, widzi rzeczy, których nie zna z telewizji,  odczuwa to inaczej. Kiedy wracaliśmy z Sarajewa sami też zostaliśmy ostrzelani. Kula utkwiła w masce naszego samochodu - wspomina Filar.

- Dane mi było być w miejscach, gdzie działa się historia, gdzie dramaty ludzkie przeplatały  się  z  radością istnienia, ból ze  szczęściem, gniew z pokorą? To, co widziałem,  starałem się zapisać na kliszy fotograficznej. Obserwowałem konflikt bałkański, wojnę domową w Somalii, pucz w Moskwie, wojnę w Rwandzie, Iraku, Gruzji i Abchazji - dodaje Marek Ivo Wachowicz.

Informacja jest towarem

Zarówno Jerzy Filar, jak i Marek Ivo Wachowicz podkreślają, że reportaże i zdjęcia wojenne są rodzajem towaru, którym się handluje.
- Ukazanie horroru wojny było warunkiem, aby gazety chciały opublikować i zapłacić za reportaż. Przynajmniej dla mnie dziennikarstwo nie jest misją społeczną, ale sposobem na ciekawe życie. Byłem w Iraku przez kilka tygodni. Widziałem masę paskudnych rzeczy, ale największą frajdę sprawiła mi wizyta w ruinach Babilonu - podkreśla  Jerzy Filar.

Informacje i zdjęcia z terenów konfliktów zbrojnych zanim trafią do odbiorców są przerabiane na różne sposoby. Zwykle jest tak, że nawet jeśli dziennikarz chce pokazać zmarłych, to zbyt drastyczne zdjęcia są wycinane podczas montażu materiału. Dużą rolę dogrywają także wojskowi PR-owcy, którzy dokładnie mówią żołnierzom o czym mogą opowiedzieć mediom. Nie wszyscy dziennikarze zgadzają się z takim sposobem przekazywania informacji wojennych.

- Kochałem fach dziennikarza do momentu, gdy zacząłem relacjonować rozpad Jugosławii oraz wojnę na Bałkanach w latach '93-'95. Tam utraciłem wiarę w sens mojej misji i rolę mediów. Poczułem się kompletnie bezsilny. Redaktorzy przerabiali materiał, żeby coś nie było niesmaczne. To traumatyczne przeżycie spowodowało, że zdecydowałem się zająć czymś zupełnie innym. Zamiast uprawiać reporterkę ? postanowiłem pomagać. Związałem się z organizacją pozarządową, którą współtworzyłem przy Fundacji ZNAK w Krakowie, obecnie jestem dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI - wyznaje Jan Piekło, który uczy dziennikarzy na terenach powojennych pisania m.in. esejów o symbolice ,,domu?.

Rozrywka dla mas

Kilka lat temu naukowcy opracowali pojęcie ?infotainment?, jako połączenie przekazywania informacji z rozrywką. W taki sposób bardzo często telewizja i internet (ale nie tylko) tworzą felietony z wojen. Po raz pierwszy to zjawisko zaobserwowano podczas relacji telewizyjnych z wojny w Wietnamie. Zarówno reporterzy wojenni, jak i redaktorzy starają się tak opracować materiał, żeby jak najbardziej zainteresował on odbiorców.

- Nie zapomnę jak opalając się na lotnisku w Tiranie podsłuchałem relacji na żywo korespondenta dużej, komercyjnej stacji radiowej. Opowiadał o prawdopodobnej inwazji amerykańskiej na Kosowo, czego dowodem miał być dochodzący z lotniska odgłos startujących helikopterów. Nie dodał, że był to standardowy transport z żywnością do pobliskiej bazy NATO. Dziennikarstwo trzeba by traktować realnie, media też przynoszą zyski, a wojna jest towarem z najwyższej półki. Całe Sarajewo było zburzone, a hotel dla dziennikarzy nie. Byli tacy, co płacili Serbom za to, żeby strzelali blisko ich kamer. Media kreują rzeczywistość, wykorzystując komercyjny aspekt wojny. Media dają widzom to, czego oczekują, ale często nie są obiektywne (np. trzymają stronę jednej grupy w konfliktach). Media powinny być sumieniem świata, ale nie są - dodaje Jerzy Filar.
 

                                                                                                     Agnieszka Pollak-Olszowska