Długą batalię musieli stoczyć mieszkańcy bielskiej dzielnicy Leszczyny, zanim w końcu postawili na swoim. Emisja spalin i hałasu, która zamieniała ich życie w koszmar, zostanie ograniczona. Żadna lokomotywa nie stanie już w nocy na bocznicy bielskiej elektrociepłowni.

Mieszkańcy Leszczyn od miesięcy słali pisma w różne miejsca, by zainteresować kogoś swoim problemem. Niestety, bez rezultatu. Pod koniec marca br. zwrócili się z petycją bezpośrednio do Urzędu Transportu Kolejowego w Warszawie opisując swoją sytuację w dramatycznym apelu. Czytamy w nim (pisownia oryginalna):

Rozumiemy potrzebę dostaw węgla do Elektrociepłowni EC-1 w B-B i odbiór pustych wagonów, ale nie potrafimy zrozumieć konieczności ciągłej pracy lokomotyw stojących na bocznicach. Praca lokomotyw (czasami 2-3 szt.) nie trwa 10 czy 15 minut, tylko całymi godzinami… Mamy nadzieję, że w końcu jakaś kompetentna osoba pomoże nam rozwiązać problem związany z pracą stojących i pracujących lokomotyw. Każdy człowiek marzy o tym, żeby po całym dniu spokojnie usiąść i odpocząć, w spokoju i ciszy poczytać książkę, my mamy z tym problem...

Kto trzyma skład?

Autorzy listu ilustrują problem przykładem z 22 marca br., kiedy to na bocznicę stacji PKP Leszczyny o godz. 20:00 wjechał skład z węglem dla elektrociepłowni i stał tam dwie godziny.

- Lokomotywa stoi i pracuje coraz mocniej i głośniej, za chwilę zwalnia i znowu dodaje gazu, i tak w kółko - piszą zrozpaczeni mieszkańcy. - Tłumaczenie, że lokomotywa musi pracować, żeby zabezpieczyć skład pociągów przed ich samoczynnym zbiegnięciem w związku z dużym pochyleniem linii w kierunku stacji B-B Główna jest dziwne i śmieszne, bo w momencie, kiedy lokomotywa jest odczepiona i przemieszcza się sama po szynach, to »kto« trzyma cały skład, żeby samoczynnie nie zjechał?

Petycja kończy się apelem o podjęcie pilnych działań ograniczających negatywne oddziaływanie kolei na zdrowie mieszkańców.

Będzie kontrola

Wydaje się, że głos mieszkańców został w końcu wysłuchany. Urząd Transportu Kolejowego przekazał wprawdzie petycję do rozparzenia, zgodnie z właściwością, prezydentowi Bielska-Białej. Ze swojej strony zadeklarował jednak przeprowadzenie kontroli na terenie bocznicy PKP Bielsko-Biała Leszczyny. Dotyczyć ona będzie m.in. przestrzegania warunków bezpieczeństwa ruchu kolejowego i utrzymania infrastruktury kolejowej.

Z kolei bielski Ratusz interweniował u użytkownika bocznicy, którym jest Tauron Ciepło Zakład Wytwarzania Bielsko-Biała. Ten ostatni poinformował w odpowiedzi (pismo z 21 czerwca br.) o działaniach, które podjął w celu ograniczenia uciążliwości związanych z funkcjonowaniem bocznicy.

W nocy nie wjadą

Z wyjątkiem sytuacji awaryjnych bocznica nie będzie odtąd przyjmować lokomotyw w nocy i w dni wolne od pracy. Wprowadzono także ograniczenie czasu przebywania lokomotyw w tym miejscu. Do pięciu miesięcy wydłużono okres, w którym bocznica w ogóle nie jest użytkowana (w związku z sezonową pracą zakładu dostawy węgla do elektrociepłowni nie są realizowane w okresie letnim). Natomiast transport kolejowy dla dostaw oleju opałowego i odbioru odpadów paleniskowych ma zostać w całości zastąpiony transportem samochodowym.

Po tych deklaracjach mieszkańcy Leszczyn mogą chyba odetchnąć z ulgą. Żaden hałas nie powinien ich już budzić w nocy. Szkoda tylko że, to wszystko kosztowało ich tyle nerwów i zachodu. Że tych prostych decyzji nie można było podjąć wcześniej i bez wywierania presji.

Maciej Chrobak