Alina utrzymywała rozległe kontakty. Wśród jej przyjaciół byli artyści, przedsiębiorcy, dziennikarze. Żaden nie nadawał się jednak na męża wymagającej bizneswoman. Postanowiła poszukać go w internecie. Znalazła pochodzącego z Podbeskidzia recydywistę, który ją zamordował. Za tę zbrodnię Paweł został skazany na 25 lat więzienia.

W 2000 roku Paweł legalnie opuścił cieszyńskie więzienie, gdyż udzielono mu przerwy w odbywaniu kary za oszustwa popełnione m.in. w Bielsku-Białej. Miał wrócić po paru miesiącach, ale wybrał wolność. Zamieszkał u konkubiny, spłodził drugą córkę, pracował na czarno, chadzał do kościoła i na piwo. Ta spokojna egzystencja szybko mu się znudziła. W czasopiśmie Kontakt zamieścił anons towarzyski. Kobiety się zgłaszały, a on je kantował i okradał.

Ogrodnik po zawodówce

Przełom nastąpił, gdy zrozumiał, że bez komputera ani rusz. Posługując się różnymi nazwiskami, zaczął nawiązywać znajomości przez internet. Kupił też cztery telefony komórkowe oraz fałszywe dokumenty. Teraz grasował w całym kraju. Opowiadał, że jest wybitnym projektantem terenów zielonych. W rzeczywistości był ogrodnikiem po zawodówce.

Panie, zazwyczaj dużo starsze, dawały się łatwo schwytać na ten lep. Imponował im elokwencją, oczytaniem i obyciem. Chętnie dzieliły z nim swe łóżka i konta bankowe. Były wśród nich zarówno gospodynie domowe, jak i damy należące do górnych warstw społecznych, np. pewna sędzina, która chciała zrobić z Pawła syndyka masy upadłościowej bankrutujących przedsiębiorstw. Wszystkie po przejściach, wszystkie szukały mężczyzny, który byłby dla nich oparciem.

Nawykł do mylenia tropów

Swego księcia szukała też Alina. Regularnie odwiedzała portale randkowe. W marcu 2004 skontaktował się z nią mężczyzna używający nicka „Jarek”. Tydzień później znaleziono ją martwą. Leżała na własnym tapczanie. Lekarz stwierdził, że zginęła od ciosów nożem.

Miesiąc później obwieszczono wielki sukces: morderca został aresztowany - Trudno go było dopaść. Nawykł do mylenia tropów - tłumaczył mediom rzecznik policji. Tymczasem „Jarka”, czyli naszego Pawełka, schwytano w lokalu, który zajmował wraz z matką swych dzieci.

Mówi najbliższa przyjaciółka Aliny: - Widziałam się z nią krótko przed śmiercią. Była podekscytowana. Miał do niej przyjechać pochodzący z Podbeskidzia artysta. Powiedziała, że to on ochroni ją przed Jankiem.

Love story bez happy endu

Ów Janek to utalentowany poeta. Alina, koneserka sztuki i współorganizatorka prestiżowego festiwalu muzycznego, od zawsze przejawiała słabość do wszelkiej maści twórców. Związek z o dziesięć lat młodszym Janem okazał się porażką, bo ten - jak na poetę przystało - za kołnierz nie wylewał i groszem nie śmierdział.

W śledztwie mężczyzna przyznał, że pił, bił i wykorzystywał finansowo przyjaciółkę, ale toksyczna miłość trwała. W pewnym momencie ona miała wszystkiego dość i zażądała natychmiastowego zwrotu pożyczek. Jan po znalezieniu zwłok został zatrzymany i szybko zwolniony.

Internetowy morderca

Biegli nie byli w stanie określić, kiedy dokładnie doszło do zabójstwa. W mieszkaniu panował porządek. Alina w chwili śmierci była trzeźwa. Nie została też zgwałcona. Ustalono, że niektóre pliki z komputera będącego jej własnością zostały celowo usunięte. Zabezpieczono m.in. odciski palców na butelce po winie.

Policja przyjęła założenie, że zbrodni dopuścił się ktoś, kogo Alina poznała w sieci. Specjaliści odtworzyli jej korespondencję i w ten sposób wpadli na trop Pawła. Badania laboratoryjne potwierdziły, że odciski należały do niego.

Pała z zachowania

Sprawa toczyła się przed Sądem Okręgowym. - Wywodzącemu się z szanowanej rodziny prawników Pawłowi za zachowanie należy się pała. Obrażał, kogo tylko mógł  - mówi jeden z adwokatów. - Są ludzie, którym przy wejściu na salę grozi najwyżej 15 lat, a wychodzą z dożywociem…

Oskarżony najpierw zeznał, że Aliny nie zna, a w mieście, gdzie doszło do zbrodni w feralnym czasie nie był. Dopiero po konfrontacji ze śladami znalezionymi na miejscu zbrodni przyznał, że Alinę jednak odwiedził. Przegadali całą noc, a on rano grzecznie sobie poszedł. Oddalił się tym chętniej, że podczas wizyty gospodyni odbierała telefony z pogróżkami od Jana.

Poeta na wariografie

Jan z kolei zeznał, że owszem, odwiedził Alinę. Ponieważ - jak to ujął - „był lekko nietrzeźwy”, szybko opuścił mieszkanie. Potem, po zatankowaniu w kilku barach do pełna, spał na dworcu. Jego alibi poddawano w wątpliwość. Z podejrzeń oczyściły go badania na wykrywaczu kłamstw, którym dobrowolnie się poddał.

***

Sąd Okręgowy przyjął hipotezę, że Alina, osoba inteligentna i doświadczona, zdemaskowała Pawła jako tuzinkowego uwodziciela i przejrzała jego grę. A ten z nerwów ją zabił. Sąd Apelacyjny rozpatrzył sprawę na nowo. Miał twardy orzech do zgryzienia, gdyż brakowało materialnych dowodów winy. Były tylko poszlaki. Ostatecznie wyrok 25 lat więzienia został utrzymany.

Marek Żuliński

PS. Artykuł sporządziłem na podstawie akt sądowych. Sprawa do czasu uprawomocnienia się wyroku trwała kilka lat. Skazany nigdy nie przyznał się do winy i zapowiada dalszą walkę o sprawiedliwość. Imiona bohaterów zostały zmienione.