Szacunek do munduru, tradycja wyniesiona z domu, służba na całe życie. Bez względu na pogodę, porę dnia czy święto. Tu chodzi o ratowanie drugiego człowieka. - Nie ma nic cenniejszego, jak zobaczenie blasku w oczach drugiego człowieka - przekonuje mł. kpt. Artur Duława, który służy w bielskiej straży pożarnej.

Wypadek samochodowy, który wstrzymuje na jakiś czas ruch drogowy, powódź, która niweczy plany rolników i wdziera się siłą do piwnic domów, sprawiając, że brzegi rzek zmieniają swoje koryto, silny halny, który powala drzewa i zrywa linie elektryczne, ale także sygnały o kocie, który nie potrafi zeskoczyć z wysokiej gałęzi lub gniazdo szerszeni w miejscu, gdzie mieszkają osoby uczulone na jad owadów, podejrzenie zatrucia tlenkiem węgla - można wymieniać więcej przypadków, które znajdują rozwiązanie po wywołaniu numeru 112.

Rycerze św. Floriana na posterunku

Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do codziennych prasówek związanych z wydarzeniami, w których biorą udział jednostki strażackie, że zapominamy o tym, że w akcjach uczestniczą ludzie z krwi i kości. Tacy jak my, którzy podobnie odczuwają lęk, mają swoje rodziny, plany. Jednak są w stanie rzucić wszystko, aby ratować życie ludzkie.

- To jest istota naszej służby - mówi mł. kpt. Artur Duława, dowódca zastępu w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 PSP w Bielsku-Białej. - My, strażacy, jesteśmy żołnierzami św. Floriana na posterunku.

Ślub w mundurze galowym

Praca w straży pożarnej to służba. Jest ściśle związana z pasją i chęcią pomocy bliźniemu. Bez tego byłaby tylko i wyłącznie posadą. Nie da się tak po prostu przyjść po pracy i zamknąć książkę na rozdziale zatytułowanym - silny halny. - My wszyscy żyjemy tym, co robimy. Nawet wtedy, gdy nie mamy dyżuru. To jest służba na całe życie - opowiada mł. kpt. Duława. - Moja rodzina to rozumie. Dziadek i tata są członkami Ochotniczej Straży Pożarnej w Rudzicy. Z bratem zostaliśmy zawodowymi strażakami.

Nasz rozmówca już w trzeciej klasie technikum wiedział, gdzie chce złożyć papiery. Zapisał się nawet na korepetycje z chemii, bo ten przedmiot był brany pod uwagę w naborze. Ostatecznie dostał się do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. W 2015 roku rozpoczął służbę w bielskiej jednostce.

- Nie ukrywam, że moja decyzja wynikała z tradycji rodzinnych. W dzieciństwie napatrzyłem się na mundury strażackie. Są one dla mnie symbolem odwagi i szlachetności. Mogłem wybrać garnitur i zostać na przykład biznesmenem, ale nie było to moim powołaniem. Nawet ślub brałem w mundurze galowym. Pół roku temu zostałem mężem, ksiądz na kazaniu mówił o dojrzałych decyzjach i odpowiedzialności za człowieka. Cały czas mam to poczucie - dodaje nasz rozmówca.

Odgrzewana zupa grzybowa

Wigilia w 2017 roku była w miarę spokojna. Jeden wypadek drogowy, pożar altany. Akurat wtedy, gdy wszyscy siadali do stołu, aby podzielić się opłatkiem, a strażacy na dyżurze, oczekując na wezwanie, nalewali zupę grzybową przygotowaną wcześniej przez jednego z nich, otrzymali sygnał do wyjazdu. Gdy wrócili danie było już zimne.

- Pierwszą Wigilię po ślubie spędziłem na dyżurze. Nie jest to łatwe. Choć myślę, że pewnie znaczenie trudniejsze, gdy jest się już ojcem. Wtedy nie widzi się radości w oczach dzieci, gdy rozpakowują prezenty. Tym bardziej cieszę się, że żona przyjechała na chwilę do jednostki. Podzieliliśmy się opłatkiem, a później powróciłem do swoich obowiązków.

…może zadecydować o ludzkim życiu

Strażacy czuwają przez całą dobę, czekając na wezwanie. Nie oznacza to, że bezczynnie siedzą.

- Ćwiczymy, dbamy o samochody, którymi jeździmy do akcji, zapoznajemy się z nowościami. Praktyka czyni mistrza. W Wigilię znaleźliśmy czas, aby zagrać mecz piłki nożnej, to bardzo wzmacnia więzi. Na zmianie, podczas pełnionej służby, jest 22 strażaków. Trzeba umieć pracować w grupie, która potrafi działać. Czasami jedna minuta, kilka sekund może zadecydować o ludzkim życiu…

Katarzyna Górna-Oremus