Instalacji dodatkowych barierek na wiaduktach w ciągu al. Gen. Andersa w Bielsku-Białej domaga się radny Roman Matyja. Jego wniosek jest następstwem wypadków, w których zginęło dwóch mężczyzn. Władze miasta zapewniają, że rozmiary balustrad są zgodne z przepisami, a przed lekkomyślnością nie da się uchronić.

Barierki znajdujące się na wiadukcie w ciągu al. Gen Andersa w Bielsku-Białej są zbyt niskie? Tak uważa Roman Matyja. Zdaniem radnego PiS, konieczna jest w tym miejscu instalacja dodatkowych zabezpieczeń ochronnych. Podobnie na kładce dla pieszych łączącej osiedle Beskidzkie ze Słonecznym (rejon ul. Oświęcimskiej). Jego interpelacja w tej sprawie jest następstwem dwóch wypadków.

W listopadzie ub. roku skacząc z wiaduktu nad ul. Karpacką targnął się na swoje życie 33-letni mężczyzna. Z kolei w sylwestrową noc z kładki dla pieszych spadł 19-letni chłopak, który kilka dni później zmarł w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Jak informował na sesji Rady Miejskiej prezydent Jacek Krywult, poszkodowany był najprawdopodobniej pod wpływem alkoholu.

Do wniosku radnego odniósł się teraz pisemnie wiceprezydent Lubomir Zawierucha, który zapewnił, że balustrady na wiadukcie i kładce mają 1,1 m wysokości i są zgodne z obowiązującymi przepisami. - Wypadek, który miał miejsce w listopadzie ub. roku, to skok samobójczy z bariery, a wypadek w noc sylwestrową zdarzył się jako skutek lekkomyślności i brawury. Według informacji Komendy Miejskiej Policji, młody mężczyzna siedział na barierce na obiekcie, wbrew zasadom bezpieczeństwa i rozsądkowi, następnie stracił równowagę i spadł - pisze zastępca prezydenta miasta.

Urzędnik wątpi w celowość podwyższania zabezpieczeń ochronnych na wspomnianym wiadukcie i kładce. - Wszystkich miejsc [na terenie miasta - red.] nie sposób zabezpieczyć, ani przed targnięciem się na życie, ani przed lekkomyślnością - zauważa Lubomir Zawierucha.

bak