Od kilkunastu lat to samo: media regularnie donoszą o przestępcach działających metodą „na wnuczka” lub „policjanta”. Pomimo prowadzonych na szeroką skalę kampanii informacyjnych procederu nie udaje się wyeliminować. Miejsce zatrzymanych hochsztaplerów zajmują nowi, stosują udoskonalone metody i - niestety - często udaje się im się wyłudzić znaczne kwoty od ludzi starszych, schorowanych, nieporadnych. Mechanizm jest zawsze taki sam - wszystko zaczyna się od telefonu do potencjalnej ofiary. Dzwoniący doskonale wiedzą, kogo obrać za cel ataku. Zastanawiające, jak zdobywają numery seniorów. Postanowiliśmy spytać o to policję.

Na stronach internetowych KMP w Bielsku-Białej czytamy: - Oszust, który podawał się za policjanta, zadzwonił na telefon stacjonarny 95-letniej mieszkanki ul. Grażyny i twierdził, że jej córka spowodowała poważny wypadek drogowy. Zażądał zapłaty kaucji, dzięki której córka nie trafi do więzienia. W podobny tonie przebiegały rozmowy z dwiema innymi seniorkami mieszkającymi przy Browarnej i Wadowickiej.

Czy tylko stare książki telefoniczne?

Na szczęście, wszystkie panie zachowały się roztropnie i odmówiły wypłaty jakichkolwiek pieniędzy. - Ludzie są coraz ostrożniejsi, ale przestępcy też nie próżnują. Często rozpoczynają typowanie potencjalnych ofiar od lektury starych książek telefonicznych. Seniorzy nadal chętnie korzystają z numerów stacjonarnych. W miarę łatwo też ich zidentyfikować po imionach, które noszą, a które wyszły już z mody - mówi mł. aspirant Ilona Michalczyk z bielskiej komendy.

- Później oszust dzwoni. Gdy słyszy głos kogoś młodego, po prostu odkłada słuchawkę. Jeśli jest inaczej, kontynuuje rozmowę. Nasze babcie i dziadkowie to często osoby samotne, chcące się wygadać. Przestępcy wykorzystują ich ufność i nie najlepszy stan zdrowia, w umiejętny sposób wyciągają potrzebne informacje - opowiada pani aspirant.

Pytamy, czy zdarzało się, że numery telefonów były przekazywane naciągaczom przez nieuczciwych pracowników instytucji dysponujących informacjami o wieku i statusie majątkowym ofiar. - To wiedza operacyjna, którą nie chcę i nie mogę się dzielić. Mogę tylko apelować, aby w takich miejscach jak bank, poczta, punkt poboru opłat, przychodnia, a nawet osiedlowy sklepik zachowywać się roztropnie, bo nigdy nie wiadomo, kto za nami stoi w kolejce, kto nas bacznie obserwuje - słyszymy.

Bezczelni i przebiegli. Sposobów mają wiele

Oszustów cechuje bezczelność i - niestety - dobra znajomość psychologii. Zdarza się, że sprawca sugeruje, by ofiara osobiście zadzwoniła na 997 i sprawdziła, z kim rozmawia. Problem w tym, że najczęściej starsza osoba wybiera numer policji na tzw. otwartym połączeniu. Wówczas odzywa się kolejny oszust, który potwierdza tożsamość swojego kolegi.

Inny sposób na „uwiarygodnienie”: przestępca dzwoni, podaje się za krewnego, prosi o pomoc finansową i zrywa połączenie. Chwilę później odzywa się „policjant” i mówi, że wie o wcześniejszym telefonie i właśnie namierza sprawcę. Apeluje o pomoc i przekazanie pieniędzy, bo tylko w ten sposób można złapać oszusta na gorącym uczynku…

- Sposobów na zdobycie numerów telefonów ofiar jest wiele. To samo dotyczy informacji o ich oszczędnościach, krewnych i sytuacji rodzinnej. Nie chcę ich szczegółowo wymieniać, bo byłaby to swoista instrukcja dla naśladowców. A tych nie brakuje - mówi Ilona Michalczyk. I apeluje: - Nie przekazuj pieniędzy osobom, które telefonicznie podają się za członków rodziny lub proszą o ich dostarczenie pośrednikom. Nie udzielaj też telefonicznie informacji o numerach kont bankowych i haseł do nich. Tyle i aż tyle…

***

W trakcie pisania tego artykułu na stronie internetowej KMP pojawił się następny komunikat: - Tylko wczoraj oszuści działający metodą na tzw. wnuczka dzwonili do potencjalnych ofiar na terenie Bielska-Białej aż pięć razy. Niestety, w jednym przypadku stworzona przez nich historia sprawiła, że 83-letnia kobieta uwierzyła swojemu rozmówcy i straciła w ten sposób 18 tys. zł.

Marek Żuliński

Foto: Policja