Bielsko-Biała ma od wielu lat ambicje uniwersyteckie. Przed wojną miasto rywalizowało o prawo budowy politechniki z Katowicami. Naszymi atutami miały być tramwaj elektryczny, światło, gmach teatru, wodociąg, gaz, największa liczba rozmów telefonicznych przypadających na jednego mieszkańca oraz… moralność. Czy faktycznie Bielsko mogło stać się mekką studentów?

W styczniu 1939 roku władze centralne zastanawiały się nad utworzeniem trzeciej politechniki w Polsce oraz akademii o profilu weterynaryjnym. Gazeta „Echo Beskidzkie” pisała, że obie uczelnie przydałyby się nie tylko na Śląsku, ale i w samym Bielsku. Podkreślano, że region jest na tyle bogaty, by utrzymać dwie szkoły wyższe.

Weterynaria dla Cieszyna

Istniejąca od 1919 roku Wyższa Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie miała rozszerzyć swoją działalność o filię weterynaryjną. Politechniki domagali się z kolei bielszczanie. Podkreślano, że miasto ma pełne prawo posiadania politechniki śląskiej jako najbardziej postępowe w regionie.

Choć Bielsko-Biała formalnie istnieje dopiero od 1951 roku, już w przedwojennych artykułach konsekwentnie używano tej nazwy. Zabieg ów miał świadczyć nie tylko o sile miast, ale także o ich nierozerwalności. Położone w pobliżu zaolziańskiego, górnośląskiego i zachodnio-małopolskiego okręgu przemysłowego Bielsko miało być najlepszym miejscem dla uczelni. Marzono, by stworzyć wielką metropolię łączącą przemysł z kulturą, a ekonomię z edukacją. Władze II Rzeczpospolitej faworyzowały wprawdzie Katowice, ale american dream o „bielskiej Lozannie” był nader żywy.

Mamy 120 tys. mieszkańców, bogate życie nocne, dobrze rozwiniętą komunikację - argumentowali zwolennicy budowy politechniki w Katowicach. - Czy ta przewaga jest jednak aż tak ważna dla kształcącej się młodzieży? - podkreślał mjr Leon Bulowski na łamach „Echa Beskidzkiego”.

Świeże powietrze i inne atuty

Poza korzyściami natury polityczno-ekonomicznej przemawiającymi za Bielskiem, miało ono wyróżniać się także… świeżym powietrzem. Bliskość Beskidów, a przede wszystkim możliwość uprawiania różnych sportów na świeżym powietrzu - to, zdaniem reporterów gazety, dużo bardziej istotne okoliczności dla „zdrowego wychowania młodzieży” niż nocne lokale, którymi szczycą się Katowice.

Również przewaga liczby ludności - wynosząca ok. 60 tys. mieszkańców - miała grać na niekorzyść stolicy Górnego Śląska. Bielsko, podobnie jak małe i urokliwe miejscowości typu Lozanna czy Grenoble, gdzie powstały szkoły wyższe, miało stać się polskim miasteczkiem uniwersyteckim.

Innym okolicznościami przemawiającymi na naszą korzyść były: tramwaj elektryczny, światło, gmach teatru, wodociąg, gaz, a także największa liczba rozmów telefonicznych przypadających na jednego mieszkańca. Dodatkowym atutem miała być kultura i moralność mieszkańców - „najwyższa w Polsce”. - A to moralność decyduje o dobrobycie - zaznaczał dziennikarz.

 - Bielsko-Biała posiada na pewno wyższy poziom kulturalny niż Katowice - czytamy w „Echu”, które tłumaczyło, że duże ośrodki robotnicze edukują ludzi wiecznie niezadowolonych. - U nas robotnicy mieszkają w pięknych domkach na wsi, a pod Katowicami buduje się miasta w stylu dworskich stajen - zaakcentowano na koniec artykułu.

Setki zakładów włókienniczych

Zwolennicy powstania politechniki w Bielsku przekonywali, że byłoby to  korzystne dla wszystkich stron. Po pierwsze, lokalizacja uczelni znacznie przyspieszyłaby rozwój miasta, a po drugie, politychnika mogłaby czerpać z infrastruktury fabryk. Istniejąca Bielska Szkoła Przemysłowa nie mogła w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w różnych sektorach bielskiego przemysłu.

Politechnika z wieloma wydziałami, w tym najważniejszym - włókienniczym miałaby więc idealne warunki do działania. Jednocześnie mogła powstrzymać odpływ młodzieży do uczelni lwowskich i warszawskich. W tym czasie młodzi bielszczanie po ukończeniu szkoły średniej nie mieli możliwości dalszej nauki w mieście i decydowali się na emigrację.

W kolejnych numerach „Echa Beskidzkiego” przekonywano, że Bielsko-Biała jest jedynym takim miastem na świecie. Dowodami tej wyjątkowości miało być 230 zakładów włókienniczych, potężne fabryki, odlewnie brązu i miedzi, garbarnie, a nawet warsztaty szybowcowe. A to tylko część gałęzi przemysłu istniejącego w ówczesnym Bielsku. Czy w takim razie politechnika w naszym mieście faktycznie miałaby rację bytu?

Alan Jakman

Na zdjęciu tytułowym: na pierwszym planie od prawej Leon Bulowski - główny pomysłodawca utworzenia politechniki w Bielsku, fot. Wikimedia Commons

Na zdjęciu: Echo Beskidzkie, rok 1939