Pogoda nie rozpieszcza grotołazów z Bielska-Białej, którzy obecnie przebywają w marokańskim górach Rif gdzie chcą dotrzeć do dna jaskini Kef Teghobeit. Uczestnicy wyprawy niczym himalaiście czekają na „okno pogodowe”. Próba ataku dna ma nastąpić w niedzielę.

Grotołazi ze Speleoklubu Bielsko-Biała wyruszył na wyprawę w poniedziałek, 9 kwietnia. Najpierw samolotem z Krakowa udali się do Casablanki, a następnie wynajętymi pojazdami w rejon Bab Tazy (to niewielka 4-tysięczna miejscowość w północnym Maroku). Tam rozpoczęła się właściwa część wyprawy, której celem jest zdobycie dna jaskini Kef Teghobeit (722 m głębokości).

Wczoraj w nocy otrzymaliśmy pierwszy meldunek z wyprawy. Jak relacjonuje Katarzyna Koprowska, dotychczas sprawdzają się kiepskie prognozy pogody dla rejonu gór Rif. - Zarówno tubylcy, jak i turyści są zaskoczeni tą zupełnie nieafrykańską aurą: deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Chłodno i wilgotno, zimniej nawet niż w Bielsku-Białej. Wy w krótkich spodenkach, my pod kocem w oczekiwaniu na dziurę w chmurach i poprawę pogody. Dla podziemnego świata, w który się wybieramy oznacza to dużo wody, może na tyle dużo, że nie będzie można przejść - czytamy w meldunku.

Obawy bielskich speleologów potwierdza marokański grotołaz, który towarzyszy wyprawie z Bielska-Białej. Jego zdaniem, przy takich opadach trudno będzie osiągnąć dno jaskini. - By uniknąć niebezpieczeństwa zalania czy odcięcia, należy odczekać przynajmniej dwa dni bezdeszczowe, aby poziom wody opadł. Czekamy na to odkąd przyjechaliśmy. Gdy tylko przestanie padać deszcz, podejmiemy próbę ataku dna. Planowany termin akcji to niedziela - kończą grotołazi.

Portal bielsko.biala.pl jest partnerem medialnym bielskiej wyprawy speleologicznej do Maroka.

bak

Foto: Kamil Polański