W ubiegłym roku w Bielsku-Białej gruźlicę wykryto u 23 osób. Nadzorem epidemiologicznym objęto 57 członków ich rodzin, bo miały bezpośredni kontakt z chorymi. Pacjenci powinni być hospitalizowani w Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii w Bystrej, ale od stycznia szpital nie może ich przyjąć, ponieważ sanepid uznał, że placówka nie spełnia odpowiednich wymogów sanitarnych.

W 2012 minister zdrowia wydał rozporządzenie, w którym określono tzw. warunki kohortacji pacjentów. Chodzi o to, że chorzy na gruźlicę muszą być izolowani od otoczenia tak, aby nie zagrażali innym osobom. Termin dostosowania infrastruktury bystrzańskiego szpitala do ministerialnych wymogów wielokrotnie przesuwano. Ostatecznie zapadła decyzja, że CPiT nie może przyjmować prątkujących. Są oni teraz kierowani do innych śląskich placówek, głównie do Szpitala Chorób Płuc w Orzeszu.

Brakuje pieniędzy, ale modernizacja trwa

Szpital w Bystrej dzięki osiągnięciom w chirurgicznym leczeniu nowotworów klatki piersiowej należy w kraju do placówek wiodących. Modernizacja trwa w nim od wielu lat. Sporo już zrobiono, ale na dokończenie prac brakuje ok. 7 mln zł. Dyrekcja liczy, że uda się je pozyskać z zewnętrznych źródeł. Projekt planowanych działań przedstawiony władzom województwa śląskiego został pozytywnie oceniony przez urząd marszałkowski i jest nadzieja na zgromadzenie niezbędnych funduszy jeszcze w tym roku.

Dyrektor CPiT Urszula Kuc poinformowała media, że zaprzestanie przyjmowania prątkujących gruźlików nie oznacza, iż tak będzie zawsze. W strukturze organizacyjnej placówki nadal funkcjonuje oddział leczenia chorób płuc i gruźlicy. Resort zdrowia początkowo planował zamknięcie wszystkich ośrodków, które nie dostosują się do stawianych wymagań. Tak się jednak nie stało, bo w Polsce kłopoty podobne do tych, co w Bystrej ma wiele innych szpitali.

Możliwości diagnostyczno-lecznicze

Bielszczanie mający problem z płucami zazwyczaj trafiali do Bystrej. Historia tutejszego ośrodka jest długa. Zakład Zdrojowy powstał w roku 1897. Utworzył go wiedeński lekarz Ludwik Jekeles. Leczył się w nim m.in. Julian Fałat. W czasie I wojny światowej ośrodek zajęła armia austro-węgierska. W 1924 sanatorium sprzedano Zarządowi Okręgowemu Kas Chorych w Krakowie.

Po generalnym remoncie uruchomiono pawilon ze 120 łóżkami. Pierwsi chorzy trafili tu w czerwcu 1925. Podczas okupacji hitlerowskiej sanatorium pełniło rolę zakładu przeciwgruźliczego dla niemieckich żołnierzy. Po wojnie zapoczątkowano rozbudowę ośrodka. Łóżek było już 550, powstał też blok mieszkalny dla pracowników.

W 1950 ZUS przekazał sanatorium Ministerstwu Zdrowia. W jego skład wchodziły wtedy 24 obiekty, ale rozbudowa trwała dalej. Powstała nawet sala kinowa. Rosły też możliwości diagnostyczno-lecznicze placówki. W latach 70. ub. wieku powstał oddział torakochirurgiczny z salą operacyjną. W 1975, po utworzeniu województwa bielskiego, sanatorium przekształcono w Specjalistyczny Zespół Chorób Płuc i Gruźlicy. Pod obecną nazwą ośrodek funkcjonuje od października 2012.

***

Niewątpliwą zaletą szpitala jest jego położenie. Rosną tu świerki srebrne i syberyjskie, wejmutki, sosny czarne i limby, kasztanowce, dęby, klony, jesiony, lipy, topole kanadyjskie, olchy, wiązy, katalpy, cyprysiki, wierzby białe a nawet glicynia chińska. Dziewięć drzew zasłużyło na miano pomników przyrody. Są wśród nich 30-metrowy jesion wyniosły, dwa dęby szypułkowe i jedlica Douglasa. Można mieć tylko nadzieję, że chorzy bielszczanie będą mogli się tu leczyć nadal.

Marek Żuliński

Fot. CPiT