Kobieta, która wywołała fałszywy alarm o podłożeniu ładunku wybuchowego w KMP w Bielsku-Białej, usłyszała już zarzuty. Bielszczanka chciała w ten sposób sprawdzić szybkość reakcji służb mundurowych na jej zgłoszenie. Pierwsze dotyczyło palących się śmieci, a drugie informacji o bombie w budynku policji.

Do zdarzenia doszło w miniony weekend. Około godz. 2.30 dyspozytor Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego został powiadomiony o podłożeniu ładunku wybuchowego w bielskiej komendzie. Policyjni pirotechnicy oraz przewodnik z psem szkolonym do wykrywania ładunków wybuchowych przeszukiwali budynek i teren sąsiadujący z komendą. Ładunku wybuchowego nie było.

Policjanci bardzo szybko ustalili, że za fałszywą informacją stoi jedna z mieszkanek Bielska-Białej. Kobieta wraz ze swoją koleżanką spożywały alkohol w okolicach ul. Wapiennej. W pewnym momencie zauważyły, że w śmietniku zapaliły się śmieci. O zdarzeniu jedna z nich telefonicznie powiadomiła straż pożarną. W oczekiwaniu na przyjazd straży 30-latka wpadła na pomysł, aby sprawdzić szybkość działania służb ratunkowych. Pożyczyła telefon od znajomej i wykonała połączenie na numer alarmowy. Poinformowała dyspozytora, że w bielskiej komendzie jest bomba. Obie kobiety przyglądały się działaniu służb ratunkowych.

Już następnego dnia 30-latka usłyszała zarzuty. Za wywołanie fałszywego alarmu o podłożeniu ładunku wybuchowego grozi jej kara do ośmiu lat więzienia. Jednocześnie może ona zostać obciążona kosztami akcji, które sięgają kilku tysięcy złotych.

bb