Czy do Bielska-Białej mogą przenieść się centrale instytucji państwowych i agencji rządowych, np. Urząd Zamówień Publicznych albo Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Czy może u nas powstać nowoczesny biurowiec Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości? Perspektywa jest kusząca. Lokowanie głównych siedzib instytucji publicznych w dawnych ośrodkach wojewódzkich może stanowić dla tych miejscowości poważny impuls rozwojowy.

Skąd ten pomysł? Koncepcja leży u podstaw projektu deglomeracji autorstwa wicepremiera Jarosława Gowina. Chodzi o przenoszenie urzędów centralnych i ważnych instytucji poza Warszawę. W stolicy - nie licząc ministerstw - znajdują się centrale około setki instytucji publicznych oraz państwowych agencji, które zatrudniają dziesiątki tysięcy osób. W dobie sprawnych narzędzi komunikacji oraz elektronicznego obiegu dokumentów nie ma powodu, aby większość tych instytucji musiało znajdować się w centrum politycznym i geograficznym kraju. W Niemczech Federalny Trybunał Konstytucyjny oraz Federalny Trybunał Sprawiedliwości umiejscowione są w Karlsruhe, a Niemiecki Bank Federalny we Frankfurcie. 

Obecnie Warszawa wchłania pracowników i biznes kosztem innych regionów kraju. Często drenuje mniejsze ośrodki z młodych, ambitnych i utalentowanych osób. Ewentualne przeniesienie ze stolicy urzędów i agencji centralnych niosłoby za sobą wiele korzyści dla dawnych miast wojewódzkich. Chodzi nie tylko o miejsca pracy dla urzędników oraz o dodatkowe zlecenia dla lokalnych dostawców różnych materiałów i usług. Szereg potencjalnie przeniesionych instytucji, jak np. Urząd Dozoru Technicznego czy Państwowy Inspektorat Farmaceutyczny zwiększyłby w mniejszych ośrodkach popyt na dobrze wykształconych specjalistów, wymuszając na prowincjonalnych uczelniach podaż absolwentów oraz poprawę jakości kształcenia.

Rozproszenie instytucji centralnych przyniesie pozytywny wpływ także w innym wymiarze. Kultura w tychże placówkach nie będzie zdominowana przez mentalność urzędniczą Warszawy i dawnej Kongresówki.

Jarosław Gowin przedstawi szczegóły planu deglomeracji na konwencji krajowej Porozumienia, która odbędzie się w Krakowie 13 stycznia. Póki nie znamy szczegółów, mogę jedynie puścić wodze fantazji. Uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Bielsko-Biała stała się siedzibą np. centrali Państwowej Inspekcji Pracy, Głównego Urzędu Statystycznego, Polskiego Centrum Akredytacji, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Biura Generalnego Inspektora Danych Osobowych.

Wyobrażam sobie jak popadające w ruinę i znajdujące się w centrum budynki poprzemysłowe zostają wyremontowane dla celów biurowych. Oczywiście, życzyłbym także mojemu miastu wspomnianego wyżej nowoczesnego biurowca Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości albo Agencji Rozwoju Przemysłu.

Równolegle może być realizowany następujący scenariusz. Np. do Gliwic, Katowic i Sosnowca przenoszą się Sąd Najwyższy, Naczelny Sąd Administracyjny, Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Implikuje to m.in. wzrost liczby kancelarii prawnych i firm doradczych, w tym rangi międzynarodowej. Rozwijają się wydziały prawne i ekonomiczne miejscowych uniwersytetów. Jednocześnie do Częstochowy i Bielska-Białej przenoszone są instytucje wojewódzkie, np. Wojewódzki Sąd Administracyjny, Delegatura NIK, WFOŚ, RIO, Kuratorium Oświaty, Wojewódzki Konserwator Zabytków czy Wojewódzki Urząd Pracy.

Janusz Buzek