Co prawda grochówka równie dobrze smakuje w zimie, jednak nie da się ukryć, że wraz z nadchodzącą wiosną pyszna zupa przyciąga do baru na Przegibku coraz więcej smakoszy. Anna Malinka, właścicielka słynnej „Gawry” już teraz zastanawia się, jak dogodzić wszystkim łakomczuchom, gdy wiosna okryje Beskidy z całą mocą.

- Już się skończyła, niestety… - słyszymy w odpowiedzi na prośbę o grochówkę i nasze miny, co tu dużo mówić, rzedną. - Dopiero się sezon zaczyna i trudno tak utrafić z ilością. Ale jest pyszna fasolka po bretońsku.

Żeby wszystkim wystarczyło

Co tam, niech będzie fasolka. Na Przegibku wszystko smakuje. I obowiązkowo czarna, parzona kawa. Oczywiście, w szklance z czerwonym koszyczkiem. A na deser po małym oscypku. Pani Anna zachęca nas jeszcze do zjedzenia po kawałku kołacza. - Domowy, sama piekłam - kusi. Ciasto wygląda smakowicie, owszem, ale może nie tym razem. Co za dużo, to nie zdrowo.

„Gawry”, starego już przecież baru na przełęczy, który wciąż wygląda tak samo, jest nie do przecenienia dla wszystkich, którym nie przeszkadza upływ czasu i jego niszczycielska moc. Siedząc w oczekiwaniu na posiłek, przy żarzącym się kominku można w spokoju odpocząć od miejskiego zgiełku.

- Z tą grochówką to jest, wie pan, tak, że tyle lat już ją robię, a zawsze mam ten sam dylemat, czyli jak dużo jej zrobić, żeby wszystkim starczyło - śmieje się pani Anna. - Ludzie biorą ją do słoików, do menażek… No, chyba im smakuje. I niech idzie na zdrowie.

Tego nie trzeba reklamować

To pewne jak w banku, grochówka z Przegibka zajadana na świeżym powietrzu nawet przy kilku stopniach powyżej zera nie ma sobie równych. Podobno - jak twierdzą z uśmiechem ci, co znają panią Anię - zupa jest tym lepsza, im bardziej zirytowana jest właścicielka baru, kiedy ją gotuje. Może to i prawda, w każdym razie „Gawra” słynie i z tego, że każdy znajdzie tam dobre słowo i uśmiech na twarzach personelu. A sekret smaku grochówki z przełęczy tkwi, jak się okazuje, w dodawanych do niej przyprawach.

- Każdy kucharz ma jakieś swoje tajemnice, to i ja nie mogę tego zdradzić, ale przyprawy, to jest to, co decyduje o smaku każdej zresztą zupy - wyjaśnia właścicielka „Gawry”.

Amatorów grochówki z Przegibka jest więc sporo. Duża ich część, to turyści ze Śląska. - W weekendy jest ich naprawdę dużo - mówi pani Anna. - Nie sądzę, żeby im się chciało przyjeżdżać na grochówkę aż tutaj, raczej jedzą przy okazji. Ale tak czy owak zupa znika błyskawicznie. Wie pan, jak ktoś wybiera się w góry na długi spacer, to taka zupa faktycznie jest dobra, bo pożywna. A komu by się chciało zabierać z domu garnek z jedzeniem.

Baru na Przegibku nikomu nie trzeba reklamować. Warto jednak wspomnieć o takich miejscach, gdzie smacznie się zje, ale przede wszystkim spotkać się można z życzliwością, uśmiechem, a i parę zdań - jak widać - da się zamienić.

KJ

Foto: autor