W akcji protestacyjnej w bielskiej oświacie strajkują wszystkie 22 szkoły podstawowe i 17 ponadgimnazjalnych oraz 17 z 43 przedszkoli prowadzonych przez samorząd. Nauczyciele domagają się 1000 zł brutto podwyżki, ale nie chodzi im wyłącznie o pieniądze. W tych dniach portal rozmawiał z protestującymi bielskimi nauczycielami. Publikujemy ich wypowiedzi, ale na prośbę związków zawodowych nie podajemy nazwisk naszych rozmówców oraz nazw szkół.

Media podają sprzeczne informacje o liczbie placówek oświatowych strajkujących w całym kraju. Jedne twierdzą, że to 48 proc., a inne, że 74 proc. Wiadomo, że w Bielsku-Białej strajkują prawie wszystkie szkoły publiczne i ok. połowa przedszkoli. Do akcji protestacyjnej przystąpili również niektórzy nauczyciele należący do NSZZ ,,Solidarność” Pracowników Oświaty.

Nieprzemyślana reforma edukacji

- Strajkujemy, bo chcemy lepszej przyszłości dla nas, naszych dzieci i uczniów. Z naszej perspektywy nie jest to strajk polityczny, bo są wśród strajkujących osoby, które głosowały na PiS i teraz popierają partię rządzącą. Wszyscy jesteśmy sfrustrowani nieprzemyślaną i zbyt szybko przeprowadzoną reformą edukacji, która niesie za sobą mnóstwo dodatkowej pracy dla nauczycieli poza godzinami pracy, a rząd przyznał nam jedynie 5 proc. podwyżki - mówi członek komitetu strajkowego w jednym z bielskich techników.

Oprócz licznej grupy nauczycieli poszczególnych przedmiotów, w każdej szkole pracują pedagodzy, bibliotekarze, a w niektórych także psycholodzy, logopedzi i opiekunowie świetlic. Te grupy zawodowe są inaczej traktowane niż nauczyciele.

- Jestem nauczycielem bibliotekarzem. Codziennie pracuję od 7.30-15.30, a jeżeli są zebrania Rady Pedagogicznej i szkolenia, to jeszcze dłużej. Bibliotekarze mają niższą płacę niż pozostali nauczyciele, nie dostają pieniędzy za przeprowadzone zastępstwa, nie mają dodatku za wychowawstwo, a spędzają w szkole najwięcej czasu, bo ich etat wynosi 30 godzin+10 do dyspozycji dyrekcji szkoły - podkreśla bibliotekarz z bielskiej szkoły ponadgimnazjalnej.

Nie mają możliwości dorabiania do pensji

Wypożyczanie i ewidencja księgozbioru jest tylko jednym z wielu elementów pracy współczesnego bibliotekarza w szkole. - Musi on sprawować opiekę nad uczniami, którzy nie chodzą na WF i religię, prowadzić europejskie programy edukacyjne, być opiekunem na konkursach i innych wyjściach, pracować w licznych komisjach egzaminacyjnych, itp. Większość z nas pracuje też przez tydzień ferii przy dokumentacji szkolnej i w lipcu podczas rekrutacji do danej szkoły. Strajkujemy, bo chcemy być traktowani na równi z innymi nauczycielami i godnie zarabiać w sytuacji, gdy nie mamy możliwości uzyskania dodatkowych dochodów - dodaje bibliotekarz.

W Bielsku-Białej strajkują wszystkie publiczne szkoły podstawowe prowadzone przez samorząd. Pracujący w nich nauczyciele są sfrustrowani m.in. wielką ilością dokumentacji, z którymi muszą się zmierzyć, wykonując swoje podstawowe obowiązki dydaktyczne w szkole.

Nie płacą im za zajęcia dodatkowe

- W naszej szkole strajkują wszyscy z wyjątkiem siostry zakonnej uczącej religii oraz jednej nauczycielki, która łączy etat w sumie w trzech placówkach. Obecna sytuacja w polskiej oświacie wymaga od nas przygotowywania uczniów jednocześnie do egzaminu gimnazjalnego i egzaminu po klasie 8. Poza tym mamy klasy, które zaczęły naukę w wieku sześciu lat, więc idą innym programem nauczania. Wszystko to skutkuje mnóstwem dokumentacji, chaosem, a przede wszystkim brakiem czasu dla uczniów, którzy potrzebują indywidualnej pracy i konsultacji przed egzaminami. Strajkujemy, bo naszym zdaniem wymagania wobec nauczycieli są coraz większe i coraz mniej realne, a nie idzie za tym wsparcie nie tylko w formie podwyżek, ale też np. warunków do godnej pracy - przekonuje nauczycielka matematyki z jednej z bielskich szkół podstawowych.

Zdaniem naszej rozmówczyni, w szkołach nie ma takiej liczby sal, żeby każdy z nauczycieli miał swoją pracownię, gdzie mógłby przygotować się do lekcji i poprawiać sprawdziany. - Samorządy nie tylko w Bielsku-Białej nie płacą nauczycielom za prowadzenie zajęć dodatkowych, których jest bardzo wiele, a które umożliwiają rodzicom lepszy poziom nauczania dla ich dzieci bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów - kończy nauczycielka matematyki.

Tekst i foto: Agnieszka Pollak-Olszowska