Jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym na terenie Bielska obowiązywały zapisy austriackiego powszechnego kodeksu obywatelskiego uchwalone ponad sto lat wcześniej. Ustawa ta, a także jej kolejne nowelizacje surowo karała lichwiarzy. Do bielskiej komendy w tym czasie wpłynęło doniesienie o oszustwach podatkowych dokonywanych przez czechosłowackiego kupca.

W kwietniu 1927 roku do Dyrekcji Policji w Bielsku zostało wysłane pismo przez Daniela S., oskarżonego o różne oszustwa podatkowe. Kilkustronicowy życiorys miał pomóc oczyścić się z ciążących na mężczyźnie zarzutów związanych z prowadzeniem interesów bez odpowiednich zezwoleń i nieprawidłowościami skarbowymi.

Odsiadka w areszcie

Kupiec urodził się 1850 roku w miejscowości Rajetz, dziś leżącej na Słowacji, a wówczas na terenie Węgier. Pracę rozpoczął już w wieku 14 lat w Trzyńcu niedaleko Cieszyna. W 1875 roku poślubił córkę jednego ze swoich chlebodawców - Jakuba Golda. W tym czasie cieszył się dobrą opinią miejscowych władz. Do roku 1880 parał się handlem zbożem, mieszkając w Cieszynie, a później osiedlił się w Mistku niedaleko Frydka.

Przez 30 lat handlując wyrobami korzennymi, likierami oraz meblami dorobił się domu, pola oraz cegielni. W pierwszej dekadzie cały dobytek wycenił na 80 000 koron. Sprzedał go i wyprowadził się do Białej. Kupującym był Jakub Better z Żywca - jego zięć.

Jak się łatwo domyślić, pożyczka była na procent. To pozwoliło, by Daniel S. mógł spokojnie żyć. Tak przynajmniej się wydawało. Gdy w 1913 roku kryzys gospodarczy zawahał kondycją gospodarczą przedsiębiorstwa, Better, będąc niewypłacalnym wierzycielom, został aresztowany. Sytuacja ta miała także określone skutki dla bohatera artykułu. Naczelnik sądu w Białej postanowił przymknąć go na 6 tygodni, aby nie mógł komunikować się z zięciem i nie mataczyć w śledztwie. Późniejsze losy Bettera nie są znane, wiadomo jednak, że przebywał w Wiedniu, a później w Paryżu.

Choroba nerwowa żony

Wraz z aresztowaniem przedsiębiorcy z Żywca, 63-letni wówczas S. ponownie musiał podjąć pracę. W budynku Kasy Oszczędnościowej w Bielsku utworzył wraz z żoną sklep. Pech jednak chciał, że podczas Wielkiej Wojny małżonka popadła w chorobę nerwową. Widząc wkraczających do miasta wojskowych, wypadła z okna i zmarła. Myślała, że do Bielska zbliżają się Rosjanie.

Interes szedł coraz lepiej. Kupiec zatrudniał kolejne osoby, a wolne pokoje wynajmował różnym osobom. Jedną z nich był niejaki Spatz, który wraz z żoną pomagał przedsiębiorcy nie tylko w działaniach firmy, ale także w sprawach domowych. Wskutek namów, Daniel S. zwolnił dwie panny chrześcijanki i zatrudnił Spatza w sklepie. Jak sam przyznał „umowę spisał marnie” i wyjechał na dłuższy czas do Wiednia, gdzie mieszkały jego dzieci.

Po powrocie okazało się, że w tym czasie interes popadł niemalże w ruiny. Umowa była jednak tak spisana, że cały zysk należał do Spatza, zaś opłaty musiał realizować nasz bohater. Proces sądowy, jaki wytoczył mężczyzna nieuczciwemu kierownikowi sklepu wlekł się niezwykle długo. Aż w końcu, po blisko roku, Daniel S. sprzedał sklep firmie Brudny i Pieczora. Sytuacja ta dobiła mężczyznę, który popadł w problemy zdrowotne. Spatzowie, których wpierw traktował jak rodzinę, po przepisaniu majątku okazali się jego wrogami. Przez wiele lat usiłowali wyrzucić starszego już kupca z domu, tłukąc na przykład całą noc w drzwi jego mieszkania. Pewnego razu nawet Spatz zaatakował mężczyzna lichtarzem i groził mu śmiercią.

Wrogo usposobiony do Polski

W sprawie wmieszano nawet wątki narodowościowe. Daniel S. oskarżał Spatza o tendencje antypaństwowe, donosząc, że mówi tylko w języku niemieckim. Oskarżył go także o niepłacenie podatków i uchylanie się od innych obowiązków obywatelskich.

Jeszcze przed wyjazdem Spatz zdążył donieść lokalnej policji, że S. rzekomo udziela lichwiarskich pożyczek. Sam oskarżony tłumaczył jednak, że to nie on oszukiwał, a sam został „nabity w butelkę”. Przywołał przykład niejakiego Sommera, który sprzedał dom, zastawiając go u Daniela S. W efekcie pożyczkobiorca nie spłacił ani kapitału, ani odsetek.

Przesłane pismo nie pomogło w sprawie i kupiec z Węgier został nie tylko uznanym winnym za prowadzenie biznesów bez odpowiednich zezwoleń, ale także wyrzucony poza granice Polski. Uznano bowiem, że mężczyzna  jako „Czechosłowak jest wrogo usposobiony do Państwa Polskiego”.

Alan Jakman