Zmarła niedawno w wieku 81 lat malarka Czesława Gewinner w swojej twórczości ukochała kwiaty. Uwieczniała je na obrazach, które potem rozdawała znajomym. - Jeszcze czuję smak sałatek, którymi nas częstowała u siebie, gdy siedzieliśmy naprzeciw licznych obrazów - tych już gotowych, w ramach, i tych, których już nie ukończy - mówi poeta.

Pogrzeb malarki odbył się 31 października w kościele pw. Przenajświętszej Trójcy w Bielsku-Białej. Poświęcony jej wiersz odczytał poeta Juliusz Wątroba. - Brak słów, które byłyby w stanie wyśpiewać o niej to wszystko, co można i co trzeba, i to, na co sobie zasłużyła swoim pięknym życiem... Ale wszyscy, którzy mieli szczęście ją znać, czują - jestem tego pewien - podobnie, że jedynym słowem, które ogarnie całą Czesię jest: dobroć (…). Więc będzie nam jej brakowało. Jej obecności na wernisażach, spotkaniach literackich czy już prywatnych w domowych zaciszach... Jej przekomicznych występów, w których z ogromnym dystansem, dworowała głównie z... samej siebie. Jeszcze czuję smak sałatek, którymi nas częstowała u siebie, gdy siedzieliśmy naprzeciw licznych obrazów - tych już gotowych, w ramach, i tych, których już nie ukończy - mówi poeta.

Florian Kohut, malarz z Rudzicy, wspomina jej upodobanie do kwiatów. - Pamiętam, gdy zaprosiłem ją do udziału w międzynarodowym plenerze. Pojechaliśmy do Włoch. Wszyscy się dziwili, że nie zwraca uwagi na architekturę czy pejzaż. Nie malowała, jak my - zamków, tylko kwitnące róże, przy których usiadła.

Obszerne wspomnienie o Czesławie Gewinner publikuje nowa „Kronika Beskidzka”. W sprzedaży od czwartku, 7 listopada.

bb