Teraz, gdy medialny szum już opadł, słynna na całą Polskę bielszczanka „Babcia Ewa” przystosowuje się do życia bez strachu o jutro. Więcej problemów mają teraz jej opiekunowie z tym, w jaki sposób racjonalnie spożytkować zebraną przez internautów górę pieniędzy.

Po tym, jak 6 września nieznani wciąż sprawcy weszli podstępem do mieszkania 99-letniej bielszczanki Ewy Bebek i perfidnie okradli ją z dorobku całego życia, zabierając 4 tys. zł, ruszyła lawina pomocy dla pokrzywdzonej. W sumie już po kilkunastu dniach „Babcia Ewa”, bo tak ochrzcili ją internauci, była już bogatsza o blisko 600 tys. zł. Z natury skromna, całe życie spędziwszy bardziej w ubóstwie niż zbytku, bielszczanka długo nie mogła zrozumieć tego, co się tak naprawdę stało.

Od początku przy Babci Ewie był jej opiekun, przyjaciel rodziny, pan Janusz. Na bieżąco też losem starszej pani zaczęła się interesować wspomniana fundacja. Dzisiaj, kiedy od zakończenia zbiórki pieniędzy mija już ponad miesiąc, Babcia Ewa wciąż żyje skromnie, ale ma zabezpieczone wszystkie podstawowe potrzeby. - Ma otwarty rachunek w sklepie, przedpłaconą kartę, każdego dnia przychodzi do niej na kilka godzin opiekunka, ma zapewnioną opiekę lekarską, dostała nowoczesny aparat słuchowy. Będzie też remont mieszkania i działki z altanką - wylicza Ewelina Kliś, zarządzająca fundacją „Serce dla Maluszka”.

Tymczasem po nagłośnieniu przez media historii bielszczanki do fundacji zaczęły zgłaszać się osoby z podobnymi problemami, z jakimi jeszcze do niedawna musiała borykać się „Babcia Ewa”. - Przyszło ponad 50 próśb o pomoc od ludzi starszych, znajdujących się w podobnej sytuacji. Niestety, nie możemy ich wspomóc ze środków zebranych dla pani Ewy. Ale i tak postaramy się im jakoś ulżyć - zapewnia Ewelina Kliś.

Więcej o tym, jak wygląda drugie życie „Babci Ewy” pisze „Kronika Beskidzka”. Aktualny numer tygodnika jest dostępny w sprzedaży.

bb

Foto: Fundacja „Serce dla Maluszka”