Wydawać by się mogło, że obniżenie podatku PIT z 18 do 17 proc. dla największej grupy zatrudnionych i pobierających świadczenia socjalne ucieszy wszystkich. Jednak wbrew pozorom są tacy - a należą do nich przedstawiciele samorządów - których ta decyzja wręcz zmartwiła.

Powód? Dochody z PIT zasilają budżety gmin, im więc są niższe, tym budżety skromniejsze. - To jeden z wielu przykładów przerzucania przez rząd kosztów polityki ekonomicznej państwa na barki samorządów - mówi pragnąca zachować anonimowość przedstawicielka jednego z podbeskidzkich urzędów gmin.

Mniejsze dochody to w perspektywie najbliższych kilku lat mniejsze wydatki na inwestycje, te bowiem ciąć najłatwiej. Można wybudować mniej chodników, naprawić mniej dziurawych dróg, ale wydatków „sztywnych”, związanych choćby z uzupełnieniem subwencji oświatowej, uniknąć się nie da. Rząd szacuje, że nowe ulgi podatkowe spowodują w skali całego kraju obniżenie dochodów jednostek samorządu terytorialnego o 7,21 mld zł.

Z wyliczeń Związku Miast Polskich wynika, że dochody stolicy Podbeskidzia z podatku PIT zmniejszą się o około 42 mln zł. - Zadania bieżące będą realizowane na poziomie, który pozwoli na wypracowywanie bezpiecznej nadwyżki operacyjnej, natomiast w zakresie wydatków majątkowych, czyli prowadzonych inwestycji, z pewnością konieczne będzie posiłkowanie się większym kredytem - informują przedstawiciele bielskiego Ratusza.

Gospodarzy podbeskidzkich gmin o ból głowy przyprawia nie tylko perspektywa malejących wpływów, ale też widmo skokowego wzrostu wydatków. Zmieniają się np. zasady wynagradzania pracowników (wzrost pensji minimalnej), zwiększają się o blisko 50 proc. koszty energii i już te dwa czynniki wystarczą, by wzrosły koszty inwestycji.

Więcej o tym, czy i jak poradzą sobie samorządy, można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”.

wm