Koronawirus - nosić czy nie nosić maseczki? To iście szekspirowskie pytanie jest o tyle aktualne, że lekarze w tym temacie nie są do końca zgodni. Gdzie leży prawda i jak w gąszczu informacji mamy się znaleźć my, zwykli obywatele? Dr Maciej Skwarna, kierownik bielskiego SOR prostuje niektóre informacje dotyczące używania jednorazowych maseczek zawarte w niedawno publikowanym przez nasz portal artykule Załóż rękawiczki i maseczkę. Jak bronić się przed koronawirusem - radzi lekarz.

Co na temat używania maseczek jednorazowych mówi WHO?

- Jak na razie WHO nie zaleca rutynowego stosowania masek. Jednorazowa maska pełni swoją funkcję przez określony czas i nie ochroni nas przed infekcją, a nawet paradoksalnie może stać się jej źródłem, jeśli nosząca ją osoba lekceważy inne działania profilaktyczne, zwłaszcza częste mycie rąk mydłem lub odkażanie ich żelem zawierającym alkohol. Maski powinni nosić wyłącznie lekarze i personel medyczny oraz osoby, które przebywają i opiekują się pacjentami zarażonymi bądź tymi, u których podejrzewa się zarażenie. WHO zaleca je także osobom, które kichają, kaszlą i mają objawy infekcji górnych dróg oddechowych, aby chronić innych przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Aby efektywność maseczki była wysoka, przy jej wkładaniu musi być przestrzegane wiele procedur.

Maseczki źródłem zakażeń

W relacjach telewizyjnych widzimy, że w Chinach i innych krajach wszyscy chodzą w maseczkach.

- Chiny czy Japonia są krajami o nico innej specyfice, innych zwyczajach. Tam powszechne jest spluwanie na ulicę, więc być może ma to służyć właśnie temu, aby temu zaradzić. W naszym kręgu kulturowym taka czynność nie jest powszechnie akceptowana, więc nie jest to problem, z którym służby sanitarne musiałby się zmierzyć. Japończycy czy Chińczycy od wielu lat używają maseczek, są więc też do tego przyzwyczajeni.

Co trzeba wiedzieć, używając jednorazowych maseczek i rękawiczek?

- Trzeba pamiętać, że maseczki czy rękawiczki mają swoją żywotność. To są wszystko jednorazowe rzeczy, z ograniczonym czasem działania, po którym przestają pełnić swoją funkcję, czyli maseczki i rękawiczki stają się bezużyteczne, a do tego czasami mogą być źródłem zakażeń. Takie najprostsze maseczki chronią tylko mechanicznie i to przez krótki czas. Maseczka, która chroni przed wirusem, to maseczka z filtrem FFP2 i 3. To są drogie maski i jest ich niewystarczająca ilość. Dodatkowo te maseczki trzeba umiejętnie zakładać, a przede wszystkim trzeba je umieć ściągnąć tak, aby się wtórnie nie zakazić. Maseczki muszą szczelnie przylegać do ust. Nie da się w nich zbyt długo komfortowo wytrzymać. Te drogie, specjalistyczne maseczki mogą być potrzebne w sytuacjach kryzysowych.

Znacznie efektywniejszą prewencją jest zachowanie odległości od innych ludzi (1-2 m), częste mycie rąk wodą z mydłem. Trzeba też pamiętać, że zbyt długie noszenie rękawiczek powoduje uszkodzenie skóry, uczulenie na lateks. Skóra jest najlepszą naszą ochroną. Na niej mamy własne bakterie, które potrafią sobie świetnie poradzić z różnymi drobnoustrojami. Nie chodzi w tym momencie tylko o koronawirusa, ale także o inne zagrożenia. Zasady aseptyki są opracowane i proste do stosowania. Mamy wytyczne Polskiego Instytutu Higieny, są wytyczne WHO i do tego należy się stosować. Te wytyczne oczywiście podlegają na bieżąco zmianom.

Nie unikniemy tej infekcji

Pamiętajmy, że wirus jest bardzo groźny. Nie unikniemy tej infekcji, to nie jest kwestia, czy zachorujemy, tylko kiedy zachorujemy. Pewna grupa z nas zachoruje. Naszym zadaniem jako społeczeństwa jest doprowadzenie do tego, aby ta grupa była jak najmniejsza lub zachorowalność rozciągnąć w czasie tak, aby na daną chwilę chorych było jak najmniej i abyśmy byli w stanie im pomóc. Przy ogromnej zachorowalności skuteczność naszej pomocy będzie znacznie ograniczona.

Czy zatem robienie maseczek domowym sposobem nie ma sensu?

- Mówię o maseczkach jednorazowych. Nawet te najprostsze są wyposażone w filtr. Są łatwe do rozpoznania: dwukolorowe, bardzo istotne jest, którą stroną maseczka jest ubierana. Wymoczenie maseczki w spirytusie być może zabije wirusa, ale zniszczy strukturę tej maseczki. Maseczki robione w domu nie ochronią nas przed wirusem, ale mogą ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa w powietrzu, jeśli będziemy je stosować u osób chorych, kaszlących i kichających. Tak więc będą chronić przed nami, ale nie nas przed innymi zakażonymi.

Maseczki bawełniane, domowej roboty, mają sens przy opiece nad osobą chorą, jeśli mamy kogoś chorego w domu, żeby właśnie zminimalizować skutki kichania. Trzeba także pamiętać, że koronawirus może wniknąć przez śluzówkę oka do organizmu. Tak więc starajmy się nie dotykać ust, nosa i okolicy oczu. Jednak każda inicjatywa społeczna mająca na celu wsparcie walki z pandemią jest cenna i godna wsparcia. Namawiałbym również do wizyty w stacji krwiodawstwa. Bardzo brakuje teraz krwi, co już jest powodem odwołania wielu zbiegów.

Wirus wędruje z powietrzem

Czyli osoby zdrowe nie powinny chodzić w ogóle w maseczkach?

- Maseczki mają sens, jeśli mamy ich dużo i stosunkowo często je zmieniamy. Tak samo rękawiczki. Takie najprostsze maseczki po godzinie, dwóch nie tylko tracą swoje właściwości, a w dodatku kiedy wielokrotnie je ściągamy i dotykamy tej strony zewnętrznej, zakażonej, to możemy paradoksalnie zwiększyć ryzyko infekcji, przenosząc wirusy na rękach. Znacznie łatwiej zachować bezpieczną odległość od innej osoby: 1-2 m, unikać skupisk ludzkich.

Ograniczmy spacery, ale to nie jest też tak, że całkiem nie wychodźmy z domu, bo pomieszczenia także trzeba wietrzyć. Należy jednak przy tym pamiętać, żeby w miejscach, gdzie przebywają osoby chore czy na kwarantannie unikać wymuszonego ruchu powietrza, klimatyzacji. To jest wirus, który wędruje z powietrzem, dlatego warto wyłączyć wszelkiego rodzaju klimatyzatory, nawiewy powietrza.

Pragnę jeszcze na koniec zwrócić uwagę jak ważne są szczepienia ochronne. Gdyby nie szczepionki, to epidemie ospy prawdziwej, krztuśca czy odry corocznie pochłaniałyby tysiące ofiar. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda się wyprodukować szczepionkę przeciw COVID-19.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Agnieszka Ściera-Pytel