Dwa zastępy straży pożarnej z JRG1 wysłano po otrzymaniu zgłoszenia, z którego wynikało, iż samochód osobowy wjechał w lecznicę przy ul. Karpackiej w Bielsku-Białej. Okazało się, że nowa taksówka bez kierowcy stoczyła się z postoju.

Do zdarzenia doszło około godz. 15.50 na wysokości skrzyżowania z ul. Kolistą. - Siedziałem w innej taksówce z kolegą. Przyszedł drugi kolega i pyta - gdzie masz auto? Mojej taksówki nie było. Wpadła do ogrodu - powiedział nam sprawca zdarzenia. Z jego relacji wynikało, iż wcześniej jeździł samochodem, w którym hamulec ręczny działał automatycznie. - Nie zaciągnąłem hamulca ręcznego, auto nie było na biegu - tłumaczył kierowca.

Ważący 1200 kg pojazd stoczył się kilkaset metrów, uderzył w ogrodzenie posesji i zatrzymał w ogrodzie. Jak dowiedział się nasz portal, taksówkarz ma prawo jazdy od wielu lat, wcześniej był zawodowym kierowcą autobusów. Nowy fiat przejechał zaledwie około tysiąca kilometrów, z czego kilkaset metrów jadąc do tyłu ul. Kolistą.

- To cud, że pojazd nie uderzył ani w pieszego, ani w inne auto. Na tym odcinku rozpędził się do co najmniej kilkudziesięciu kilometrów na godzinę - stwierdził policjant. - A wydawałoby się, że cuda to tylko w Wigilię - podsumował ratownik uczestniczący w akcji. Zdarzenie zakończono postępowaniem mandatowym.

Tekst i foto: Mirosław Jamro