Pięć zastępów straży pożarnej uczestniczyło w gaszeniu pożaru kuchni w mieszkaniu wieżowca przy ul. Starobielskiej w Bielsku-Białej. Zespół ratownictwa medycznego udzielił pomocy młodemu mężczyźnie, to mogła być jego ostatnia noc pośród żywych.

- Chwilę wcześniej przyszedłem do mieszkania, położyłem się i zasnąłem. Obudził mnie głośny huk, poczułem swąd dymu. Poszedłem do kuchni, a tam czarno, pełno dymu. Światło nie zadziałało. Zadzwoniłem po straż pożarną, powiedzieli mi, że już mają zgłoszenie pożaru. Żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się pożaru, zamknąłem w pokoju okna i wybiegłem na korytarz. Stukałem do wszystkich drzwi na tym piętrze, ale nikt nie otworzył. Między czasie przyjechali strażacy i policja - relacjonował nam pan Sławomir, lokator mieszkania. Mężczyzna doznał niegroźnego poparzenia przedramienia. Ratownicy medyczni udzielili mu pomocy, odmówił hospitalizacji.

Oficer dyżurny MSK otrzymał zgłoszenie pożaru o godz. 3.09. Po dojeździe na miejsce okazało się, że pali się wyposażenie kuchni. Ewakuowano kilka osób (w tym małego kotka - przyp. red.) z mieszkań na tej samej kondygnacji. Działania strażaków polegały na ugaszeniu pożaru, a następnie przewietrzeniu mieszkania i mieszkań przyległych i sprawdzeniu pod kątem stężenia tlenku węgla, zagrożenia nie stwierdzono.

Ślady wskazują na to, że pożar powstał w okolicy kuchenki gazowej, ale na kuchence nic się nie gotowało, a kurki były zakręcone. Przyczynę pożaru ustala policja.

Jak dowiedział się nasz portal, pożaru nie przeżył jeden z dwóch chomików. - To wyjątkowa, bardzo rzadka, żółta odmiana chomika dżungarskiego, nie do kupienia - powiedział poszkodowany mężczyzna

W akcji uczestniczyły cztery zastępy straży pożarnej z JRG1, jeden z OSP Leszczyny, zespół ratownictwa medycznego i patrol policji. Działania strażaków zakończono po godz. 4.00.

Tekst i foto: Mirosław Jamro