Jeden zastęp straży pożarnej z JRG1 oraz patrol policji wysłano po otrzymaniu zgłoszenia, z którego wynikało, że w mieszkaniu przy ul. PCK w Bielsku-Białej przewróciła się staruszka i nie może samodzielnie wstać. Na miejsce przyjechał syn kobiety, który mieszka poza Bielskiem-Białą.

Oficer dyżurny MSK otrzymał zgłoszenie o godz. 8.22. - Pomoc wezwała starsza kobieta, która poinformowała, że spadła z łóżka, złamała nogę i nie jest w stanie samodzielnie otworzyć drzwi. Po dojeździe na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania stwierdziliśmy, że z lokatorką jest kontakt. Udało nam się ustalić, że pani cierpi na demencję. Staruszka najprawdopodobniej była w stanie przemieścić się po mieszkaniu. Nawet próbowała otworzyć zamki, ale jej się to nie udawało. Jej głos raz był głośniejszy, a innym razem cichszy - powiedział nam mł. kpt. Artur Muzyknt z JRG1 w Bielsku-Białej.

W toku policyjnych czynności ustalono telefon kontaktowy do syna. Mężczyzna przebywał poza Bielskiem-Białą, ale obiecał, że przyjedzie do miasta jak najszybciej. Do czasu przyjazdu syna policjanci i strażacy prowadzili ze staruszką dialog. Podpowiadali jej, w jaki sposób może spróbować otworzyć drzwi.

- Czy może pani otworzyć ten zamek? Przekręcić pokrętło? Niech pani spróbuje… Może w złą stronę pani kręci? W drugą stronę niech pani spróbuje - podpowiadał policjant. - A ten dolny zamek? No ten dolny próbuję otworzyć - mówiła staruszka.

Tym razem do otwarcia drzwi nie użyto narzędzi hydraulicznych i mechanicznych. - W przypadkach, gdy istnieje duże prawdopodobieństwo, że życie człowieka jest zagrożone, w porozumieniu z policją podejmujemy decyzję, aby do mieszkania wejść siłowo. Nasze narzędzia hydrauliczne, w tym uniwersalne narzędzie ratownicze Halligan (potocznie zwane chuliganem - przyp. red.) radzą sobie z każdymi drzwiami. Czasem wchodzimy do mieszkania przez okno (jeśli jest możliwość użycia drabiny przystawnej lub można rozstawić drabinę mechaniczną - przyp. red.). W tym przypadku zadecydowaliśmy poczekać na przyjazd syna - wyjaśniał dowódca akcji. - Jeśli mamy pewność, że osobie będącej w środku nic się nie stało, możemy poczekać „parę minut” na przyjazd kogoś z rodziny lub opiekuna - dodał.

Po godz. 10 na miejsce przyjechał syn. Sprawdzono stan zdrowia staruszki, lecz okazało się, że pomoc medyczna jest niepotrzebna. W akcji uczestniczył zastęp straży pożarnej z JRG1 oraz patrol policji z I komisariatu. Interwencja trwała dwie godziny.

Tekst, foto i film: Mirosław Jamro