Bydgoszcz to ostatnie miejsce w ekstraklasie, gdzie nie byłem. Fajny wyjazd. W tym tempie punktowania Podbeskidzie będzie miało po 15 kolejkach dziewięć punktów, a rok temu miało sześć.

Mój ulubiony Kazik Staszewski musi się zapadać ze wstydu, gdy śpiewa teraz ?Polskę?. Przez niego od zawsze zwracam szczególną uwagę na dworzec w Kutnie. Wcale nie jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy. Ba, to jeden z ładniejszych dworców na trasie Warszawa-Bydgoszcz. Publiczne napiętnowanie musiało zrobić swoje. Na ostatniej płycie Kazik pojechał po kolei. Liczę, że PKP też się z czasem cudownie odmieni jak dworzec w Kutnie.

W ogóle, to przejrzałem gagatka i wiem, dlaczego akurat Kutno rozsławił. W końcu to na trasie Warszawa-Toruń, a z Torunia jest przecież Ania. Się pewnie naoglądał tego dworca.

Bydgoszcz pierwsze wrażenie robi fatalne. Dworzec brzydszy niż w Kutnie, kamienice odrapane jak w Bytomiu. W ogóle, pierwsza myśl: Bydgoszcz jest Bytomiem. W tym kontekście wcale nie zdziwiło mnie napotkane po kilku minutach... muzeum historii brudu.

Ale kołatało mi gdzieś w głowie, że i Bytom nie wszędzie jest Bytomiem i są tam ładne miejsca. Może w Bydgoszczy też?

Faktycznie, Bydgoszcz to bardzo ładne miasto, tylko robi fatalne pierwsze wrażenie. Zwłaszcza, gdy się błądzi po jakichś slumsach.

Że jest ciekawie, sugeruje już ten pomnik. Patrzysz, przecierasz oczy, rozszerzają ci się źrenice, śmiejesz się, dziwisz, parskasz, sięgasz po telefon. I orientujesz się, że ten pomnik wcale nie przedstawia starszego pana z nieokazałym przyrodzeniem, a Leona Barciszewskiego i jego wystający rulon.

Oj, ty, wszystko ci się kojarzy.

A pod stadionem miłe zaskoczenie. Sylwetki piłkarzy w biegu, niemal naturalnej wielkości. Widzę, żółto-czarne pasy. Hull City to pewnie nie jest, ale może chociaż GieKSa? Ruch Radzionków! Wszystkich śladów bym się spodziewał pod stadionem w Bydgoszczy, ale nie ?Cidrów?.

Miło.

Mecz.

Był, no był. Wydaje mi się, że oglądałem inny niż piłkarze Podbeskidzia. Często tak mam, tylko dziś było na odwrót. To znaczy, zwykle ja myślę, że było beznadziejnie, a oni mówią, że całkiem fajnie, a ja dziś myślałem, że jak na nich, to dramatu nie było, a oni ostrzy jak nigdy.

Rybansky. Powiedziałem sobie przed meczem, że cokolwiek by nie zrobił, nie będę go krytykował, bo bramkarz z kontuzjowaną dłonią powinien leżeć na kanapie, a nie bronić w ekstraklasie. Nie jego wina, że musi grać z kontuzją i nie ma nikogo innego. Bramek nie zawalił, ale to, co wyczyniał w końcówce? Rzucał się jak pantera na proste piłki, które leciały na róg. Cóż, świerzbiły mnie palce, ale obiecałem sobie: nie krytykuj. A nuż przez ten ból palca tak zwariował. Dopiero potem dowiedziałem się, że po starciu z Vasconcelosem był w przerwie zamroczony, oczy mu latały.

Rybansky z kontuzją dłoni, zamroczony, ale grać musi. A już samo ?Rybansky grać musi? brzmiałoby dramatycznie.

Podobał mi się Deja. Jak nigdy. Miałem koło niego pięć plusów, odbierał piłkę za piłką. Jasne, z przodu nic nie dawał, ale kto coś daje? Łatka w odbiorach też go gonił, dobrze przerywali akcje. Dlatego zdziwiłem się, że na drugą połowę Deja już nie wyszedł, bo miałem wrażenie, że to był jeden z jego lepszych występów w ekstraklasie.

Do przerwy oczywiście Podbeskidzie nie stwarzało zagrożenia pod bramką, ale to mnie nie dziwiło. Za to broniło się nad wyraz przyzwoicie i to z rywalem, który miał pojęcie o ofensywie, nie to co takie Zagłębie Lubin. Wcale nie miałem ochoty ? jak mówi Marek Sokołowski ? rzygać. Miałem tysiące innych razy, ale dziś to jednak nie to.

Wiele dała zmiana Jagiełły, bo na dziś to jedyny gracz Podbeskidzia, który może minąć rywala czymś innym niż przepychanką czy szybkością. Myślałem, że strzeli Pawela, bo ostatnio jest notorycznie wkurzony, a jemu to chyba dobrze robi. Nie strzelił, więc nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek strzeli (muszę go czymś wkurzyć, nie?).

Chrapek? Przebywał na boisku o 55 minut za długo, ale rozumiem trenera Michniewicza. Wystawienie Chrapka miało na celu sprawdzenie aż czterech rzeczy:

- może a nuż w jakiś sposób magiczny odmieni Podbeskidzie?
- pokazanie ludziom, że jednak nie odmieni.
- sprawdzenie, czy dozna kontuzji. I to jest dobra informacja: nie doznał, więc może faktycznie zdrowy.
- sprawdzenie, czy wkurzony przegraniem rywalizacji z Chrapkiem, Pawela się odblokuje.

Trudno było tego eksperymentu nie przeprowadzić, ale ja tam Chrapka na boisku nie widziałem. Ponoć był, tak mówią.

Jest to jednak w jakiś sposób żałosne, że Podbeskidzie ? ekstraklasowa drużyna - nie potrafi właściwie w ogóle stwarzać sytuacji bramkowych i bazuje jedynie na stałych fragmentach gry. Z drugiej strony, dobrze, że chociaż wykorzystuje te stałe fragmenty gry, bo bez tego byłaby bida jak u Janerki.

Zawisza popełnił straszne frajerstwo, nie wygrywając tego meczu. Pan prezes Osuch nie ma co wyzywać sędziego, powinien wyzywać swoich zawodników, którzy sobie pozwolili na coś takiego. To jednak nie jest zła drużyna i zacznie wygrywać, to pewne.

Muszę wam na koniec powiedzieć, że przyśpiewka, która już w telewizji mi się podobała, na żywo brzmi jeszcze lepiej. ?WKS, WKS, WKS, wojskowy klub sportowy, sportowy, sportowy...?

Wiem, że śpiewają to wszędzie, ale na Zawiszy to brzmi najlepiej. Naprawdę, udany wyjazd. Zwłaszcza, że w Warszawie nastawiłem się na zwycięstwo, a była klęska 0-4. Dziś nastawiłem się na klęskę, a jest remis. W tym tempie punktowania Podbeskidzie będzie miało po 15 kolejkach dziewięć punktów, a rok temu miało sześć.

?Bielski futbol robi postępy!

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)