Trybuna odkryta na bielskim stadionie przestaje istnieć. Już, za chwilę, w październiku, za dwa tygodnie. Cieszę się, ale... - pisze w felietonie Michał Trela, dziennikarz portalu SportSlaski.pl.

To głupie. Wiem, że to głupie, bo oczywiście dla całego miasta i regionu powstawanie nowego stadionu jest wielką, fantastyczną sprawą, niezależnie od tego, co ludzie mówią. Niech mówią. Odejdzie Krywult, Borecki, nie będzie Michniewicza, nie będzie pana, który na krytej woła od zawsze ?skrzydło?, nie będzie pana Henia od piłek ani Marka Mólla i Marka Ociepki, nie będzie mnie i ciebie, ale ten stadion będzie stał. I to, czy jest za duży, za mały, za pstrokaty czy nie, oceni ? jakkolwiek patetycznie to zabrzmi ? historia.

Niemniej jakaś nostalgia łapie, gdy sobie człowiek uświadomi, że za chwilę odkryta, a trochę później kryta przestaną istnieć. Dla mnie, jak i dla wielu ludzi ten stadion, właśnie w takiej formie był pierwszym, na jaki przyszedłem. Tu wpadaliśmy po uszy w futbol. Mogę dokładnie przypomnieć sobie pierwszy mecz, na jakim tu byłem, pierwszy mecz Podbeskidzia, pierwszy mecz BKS-u, pierwszy mecz... Rekordu (był taki), pierwszy mecz, na którym byłem sam, pierwszy mecz w młynie, pierwszy mecz jako dziennikarz. Masa wspomnień. Są ludzie, którzy widzieli na tym stadionie więcej meczów niż ja, którzy pamiętają czasy, kiedy były też trybuny za bramką i inna tablica wyników, więc mogę sobie tylko wyobrazić, jak oni to przeżyją. Na tym stadionie widziałem zdecydowaną większość meczów w swoim życiu.

Oczywiście był szpetny i psioczyliśmy wszyscy, że nie budują nowego przez całe wieki. Gdy na krytej wiało przez te zupełnie irracjonalnie stworzone dziury w ścianach, wszyscy narzekali. Wszyscy się śmiali, że to jest ekstraklasowy stadion, gdy już w ogóle udało się go doprowadzić do użytku w najwyższej lidze wysiłkiem wielu ludzi, w tygodniach poprzedzających mecz z Jagiellonią Białystok.

Przez lata oczywiście był remontowany, zmieniał się już za mojego świadomego życia kilkakrotnie. Ale schemat się nie zmieniał ? druga strona odpowiada. Młyn po jednej, kryta po drugiej. Tak było od zawsze. Raz lepsze, raz gorsze wzajemne stosunki, ludzie, którzy najpierw ? jako dzieci ? przychodzili na krytą z rodzicami. Później, jako nastolatkowie przenosili się na odkrytą, by wreszcie, gdy trochę podrosną przenieść się z powrotem na krytą. To był jakiś schemat dojrzewania: z ulicy z rodzicem na krytą, już samemu z krytej na odkrytą, z odkrytej z powrotem na krytą i tam już do samego końca twojego lub tej trybuny.

Ja już podczas meczu z Koroną Kielce, zbiegając w pośpiechu po schodkach krytej nagle się zatrzymałem i pomyślałem sobie: To mój ostatni raz na tej trybunie. Jeśli nic się niespodziewanego nie zdarzy ? tfu tfu ? w grudniu kryta przestanie istnieć. Na odkrytej nie byłem już od paru lat i nie będę.

Trzeba się będzie poznać i zaprzyjaźnić z nowymi trybunami bielskiego stadionu. Na tej, którą będą otwierać, już byłem i prezentuje się  znakomicie. Dużo lepiej niż na nie tak dawno rozebranej trybunce za bramką. Na nowym stadionie każdy na pewno znajdzie swoje miejsce, ale to będzie już nowe miejsce, a dziś zawsze mniej więcej wiadomo, gdzie kogo trzeba szukać.

Nie ma co, zaczyna się nowa epoka. Lepsza od poprzedniej, ale tę minioną też będziemy wspominać z nostalgią, choć tyle lat wstydziliśmy się za nią przed całą Polską.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)