Cuda mają to do siebie, że zdarzają się bardzo rzadko. Gdyby się powtarzały co sezon, nie byłyby cudami - pisze w najnowszym felietonie Michał Trela.

Nie ukrywałem, że jestem w Żaganiu tylko na chwilę, że idę do ekstraklasy. W sześciu meczach nie mogłem trafić do siatki. Koledzy z szatni zaczęli ze mnie szydzić: "Ty, Fabian, ty tak do tej ekstraklasy idziesz, a nawet w drugiej lidzie nic nie możesz strzelić". Śmiałem się z nimi, ale w środku się gotowałem.

To słowa Fabiana Paweli z czerwcowego ?Przeglądu Sportowego?. Nie przestaję ich słyszeć, kiedy patrzę na niego w tym sezonie.
Generalnie rzecz biorąc, mam wrażenie, że w Podbeskidziu nastroje dopisują. Kiedy po meczu z Koroną Ryszard Kłusek mówił: ?Mamy już sześć punktów, więc możemy odpoczywać do stycznia?, wszyscy traktowali to jako żart, ale teraz, z perspektywy kilku meczów, widzę, że to może być syndrom Cracovii, która w sezonie 2010/2011 utrzymała się, mając osiem punktów po rundzie jesiennej. Rok później byłem na kończącym jesień meczu z GKS-em Bełchatów, który ?Pasy? wygrały. Jakież tam było święto, kierownik nie nadążał z noszeniem piw do szatni, wszyscy w super nastrojach, bo drużyna na koniec jesieni miała... 13 punktów. Cóż z tego, że w strefie spadkowej i że na koniec sezonu już się nie wywinęła.

Cuda mają to do siebie, że zdarzają się bardzo rzadko. Gdyby się powtarzały co sezon, nie byłyby cudami. W Podbeskidziu jednak odnoszę wrażenie klepania się po pleckach. ?Początek sezonu jest niezły, zaskoczymy itd.?. Pan prezes, wiadomo, zawsze zadowolony z siebie, czuje się tak mocny, że znowu poucza dziennikarzy, całe zło Podbeskidzia. Jakby nie wiedział, że kto nastawi przeciwko sobie wszystkie media, zawsze przegra, przekonali się o tym ludzie, przy których Borecki jest szaraczkiem.

Pawelę jednak z tego wyłączam. W nim widzę wyłącznie wkur... Nie chodzi o to, by rzucać bluzgami, ale po prostu, myślę, że on nie jest oburzony ani wkurzony, ani zirytowany. Jest wkur...

Nawet, gdy drużyna wygrywa. Podbeskidzie wygrało z Korona, on zbiegł do szatni sekundę po gwizdku, nie dziękując kibicom, z nikim nie przybijając piątki. - Trzeba go zrozumieć, ma swoje ambicje - mówił Tomasz Górkiewicz.

Mam wrażenie, że Pawela przeżywa obecnie coś takiego, co w Żaganiu. Po pierwszym sezonie w ekstraklasie ? bardzo udanym ? czuł, że będzie pierwszą gwiazdą po odejściu Demjana. Tyle, że najpierw nie strzelał, teraz przegrywa rywalizację o miejsce w składzie, co przy kadrowym ?bogactwie? Podbeskidzia samo w sobie jest potwarzą. W Żaganiu mówił: ?nie ukrywałem, że jestem tam tylko na chwilę i idę do ekstraklasy?. Teraz mówi swoją postawą: ?Jestem w Bielsku tylko na chwilę i idę gdzieś wyżej?. Kto wie, może będzie miał rację, może zacznie strzelać, ale póki co jest na etapie ?koledzy z szatni zaczęli ze mnie szydzić?.

Mieć ambicję to nic złego, nikt nie każe nikomu całe życie grać w Podbeskidziu, ale Pawela i mnie zaczyna w tym irytować. Wczoraj zagrał najlepszy mecz od niepamiętnych czasów, tyle, że co z tego? Kiedy tylko miał piłkę na 30. metrze od bramki, to już by jej nikomu nie oddał. Strzał z każdej pozycji, byleby tylko spróbować, bo on idzie wyżej. Samolub. Mam wrażenie, że zwycięstwo drużyny oddałby za swoje dwa gole. A to już ciężki zarzut.

Są różne drogi do wybijania się. Pawela, jako chyba najbardziej przekonany o własnych umiejętnościach zawodnik w szatni Podbeskidzia, próbuje się wybić w pojedynkę. Z kolei Chmiel, gracz o zupełnie innym typie, ale pewnie podobnych umiejętnościach próbuje czegoś innego. Chmiel, tak jak Pawela, coś potrafi, więcej niż średnia bielskiej drużyny, ale ten chłop robi całym sobą wszystko dla zespołu. Zastanawiałem się wczoraj, czy naprawdę Podbeskidzie zagrało z Lechem lepiej, czy to po prostu Chmiel wrócił do składu. Gdy nie ma Łatki, mam wrażenie, że śpi cała defensywa. Gdy nie ma Chmiela, mam wrażenie, że śpi cały atak.

Nie ma co oczekiwać od Paweli, że będzie brał piłkę i szturmował bramkę jak Chmiel, bo nie ma do tego naturalnych predyspozycji. Zawsze będzie ociężały, ma inne atuty, chociaż od Łatki mógłby się nauczyć jak się skacze do główek, bo wbrew wszelkiej logice Łatka wygrywa wszystkie główki, a Pawela żadnej. Chodzi mi raczej o to, że Pawela i Chmiel reprezentują dwa przeciwstawne typy dojścia do sukcesu. Z drużyną i niezależnie od drużyny.

Zapytajcie dowolnego trenera, którego zawodnika wolałby mieć w swoim zespole. No, właśnie.

U Słowackiego dawali na pośmiewisko sprzeczne z naturą nazwisko. Paweli przeciwnie, dali zgodne z naturą. PAWela.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)