Janusz Okrzesik po zatrudnieniu Leszka Ojrzyńskiego powiedział, że to niewiele zmieni. I zgadzam się. Nie jest winą Czesława Michniewicza, że skład miał, jaki miał.

Z Ojrzyńskim wiążę właściwie tylko jedną nadzieję. Oczekuję od niego, że zdoła sprawić, że na Podbeskidzie znów będzie dało się patrzyć. Cudów, w postaci ładnej gry, czy utrzymania w lidze nie wymagam. Wobec każdego trenera, który prowadziłby tę zgraję, byłoby to nieuczciwe. Liczę po prostu, że z Podbeskidzie będzie stawać w gardle każdemu rywalowi, nawet jeśli ostatecznie zostanie połknięte.

Mam ten przywilej, że nie widziałem meczów z Ruchem i Śląskiem Wrocław, więc siadłem dziś i zobaczyłem odmienioną drużynę. Oczywiście, słyszałem, że te dwa poprzednie były daremne, więc nie ma co przesadzać z hurraoptymizmem. Po Koronie Kielce też liczyłem, że coś się zmieni, a nie zmieniło się nic.

Kierunek wydaje się jednak dobry. Podbeskidzie było naładowane jak Korona Ojrzyńskiego. Szarpało, gryzło, kopało i ostatecznie to ono może być niezadowolone z wyniku.

Oczywiście, obiektywne dziennikarstwo, którego domaga się prezes Borecki, każe napisać, że gdyby drużyna nie była zmuszona grać bez napastnika, wygrałaby dziś ten mecz. Ale nie o tym chcę pisać i wspominam o tym tylko w trosce o obiektywne dziennikarstwo, by nie rozczarować prezesa.

Kilka luźnych wniosków personalnych.

- Cieszę się, gdy w bramce znów widzę Richarda Zajaca. Gdy Rybansky zaliczał kilka mniej katastrofalnych meczów, trener bramkarzy mówił, że nie ma podstaw do zmiany w bramce. Podstawa była jedna ? Ladislavowi się może udać, Zajacowi się może nie udać, ale to generalnie ten drugi umie bronić, a nie ten pierwszy.

- Powierzanie wykonania rzutów wolnych Krzysztofowi Chrapkowi to szczyt rozpaczy. Ten chłopak ma swoje atuty, ale na pewno nie należy do nich dogrywanie piłki w punkt.

- Nie mogę patrzeć na Adama Deję. Na niego jednego motywacyjna pogadanka Ojrzyńskiego nie podziałała, on nie wyglądał na zmobilizowanego do czegokolwiek. Jak zawsze błędny wzrok, jak zwykle nie może się ruszyć do piłki zagranej o metr niedokładnie. Niby ma wrzutkę i strzał, ale tak naprawdę wiedzą to tylko w Kluczborku.

- Gdyby Anton Sloboda w okolicy bramki zachowywał się choć trochę spokojniej, nie grałby w Podbeskidziu, a gdzieś wyżej.

Podbeskidzie ma po rundzie jesiennej 10 punktów. Mało, najmniej w ekstraklasie, ale nie to jest powodem do paniki. Raz, że bywało mniej, dwa, że czasu jeszcze sporo. Bardziej mnie martwi, że personalnie jest tak słabe. Z tym, że Podbeskidzie spadnie pogodziłem się w momencie awansu do ekstraklasy ? jeśli nie w 2013, to w 2014, albo później, ale póki co ? jak śpiewa klasyk ? ?cieszę się z małych rzeczy?. Pierwszy raz od dawna ta drużyna nie wywoływała we mnie irytacji ani bezradności, wreszcie człowiek patrząc na nią odczuwał ? w sumie dość pozytywne ? emocje. A to już coś.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)