W sobotnim felietonie w "Przeglądzie Sportowym?, Krzysztof Stanowski obsmarował doszczętnie Piotra Malinowskiego z Podbeskidzia, którego przedstawił jako przykład "ślizgania się? ligowych nieudaczników przez całe lata po naszej ekstraklasie, wskutek ciągłych zmian na stołkach trenerskich.

Fajnie się pisze teksty pod tezę, ale ich wadą jest to, że łatwo można się do nich przyczepić. No, więc idę na łatwiznę i czepiam się - pisze Michał Trela.

Jestem w stanie się zgodzić, że w idealnym świecie Malinowski nie powinien grać w ekstraklasie, bo jest po prostu za słabym piłkarzem. Nie ma strzału ani lewą, ani prawą nogą, niezbyt umie dryblować, przeciętnie dośrodkowuje. Skuteczności nie ma żadnej i z oczywistych względów nie umie grać głową ani się zastawiać. Nawet nie próbuję wmawiać, że gdy myślę sobie ?prawdziwy ekstraklasowy piłkarz? to mam przed oczami ?Malinę?. Na tej samej zasadzie mógłbym powiedzieć, że w idealnym świecie taki klub jak Podbeskidzie (czy Ruch, Widzew etc.) nie powinien grać w ekstraklasie. Ekstraklasę mamy jednak jaką mamy, kluby w niej, jakie mamy to i piłkarzy, jakich mamy. Nie jest to na pewno Malinowskiego wina, że od lat ktoś go jednak chce widzieć w ekstraklasie i jeszcze mu tę grę dobrze opłaca.

Jednak pan Stanowski przekonuje, że ? tak jak on przechodził z klasy do klasy nie znając niemieckiego, bo nauczyciele co roku się zmieniali ? tak Malinowski i jemu podobni przez lata utrzymuje się w ekstraklasie. Później następuje wyliczanka trenerów, którzy już na pewno orientowali się, że trzeba Malinę wyrzucić, ale najpierw ich wyrzucano. To kompletne spłycenie sprawy i autor ma chyba czytelnika za idiotę albo przynajmniej nie znającego podstawowych faktów, jeśli porównuje postępowanie Kasperczyka, Kubickiego i Michniewicza względem Maliny.

Fakty są takie:

Brosz, który ściągnął Malinowskiego do Bielska-Białej, miał 10 miesięcy na uznanie go za beznadziejnego. Jednak nie zanosiło się na to. Wręcz przeciwnie, cały klub zabiegał, by wykupić go z Górnika Zabrze, co ostatecznie się udało.

Kasperczyk, który zdaniem Stanowskiego był już o krok od podjęcia decyzji, że Malinowski się nie nadaje, spędził w Bielsku-Białej pięć okienek transferowych. PIĘĆ. Zbudował swoją drużynę, taką, jaka mu pasowała, wszedł z nią do ekstraklasy, utrzymał się w niej i mimo to nie pozbył się Malinowskiego, choć przez trzy lata widział go codziennie na treningach. Skąd pan Stanowski ma wiedzę, że akurat w szóstym okienku Kasperczyk by się go pozbył?

Sasal oczywiście nie miał na nic wpływu. Nawet jeśli uznał, że Malinowski jest beznadziejny, to nie mógł tego stwierdzić, bo nie dotrwał do okienka transferowego. Jednak tuż przed nim, w porozumieniu z prezesem, ustalił listę transferową. Malinowskiego na niej nie było.

Dariusz Kubicki przyszedł do Bielska, zobaczył ?Malinę? i spytał (mnie) czy kiedyś ktoś na niego postawił tak zdecydowanie, od pierwszej do ostatniej minuty, przez powiedzmy pięć meczów. Nie. Kubicki prowadził Podbeskidzie w czterech meczach i we wszystkich Malina grał od pierwszej minuty. Być może pan Stanowski ma rację i Kubicki prędko przekonałby się, że chłopak bardziej nadaje się do kręcenia karuzeli niż do piłki nożnej. Jednak po okresie przygotowawczym to jednak na niego, a nie na np. Marko Ćetkovicia zdecydowanie postawił.

W czasie czterech lat Malinowskiego w Bielsku tylko jeden trener ewidentnie uważał go za nienadającego się na ekstraklasę i był to oczywiście Czesław Michniewicz. Gdy tylko mógł, odstawiał go jak najdalej od składu, w wywiadach zdarzało mu się powiedzieć: ?Piotrek Malinowski gra jak gra?.

Wyszedłem kiedyś, już w tej rundzie, ze stadionu, w ciemnej uliczce w parku spotykam się z Malinowskim. Wygląda, jakby miał sprawę. On też o coś z pretensjami?

- Ty robiłeś niedawno wywiad z Michniewiczem i? on tam powiedział coś takiego: ?Piotrek Malinowski gra, jak gra?. Naprawdę tak powiedział, czy tylko tak napisałeś?

- No, skoro tak napisałem, to oczywiście, że tak powiedział.

Zasmucił się.

- Cóż, widać, że na ciebie nie chce stawiać, co tu dużo mówić.

- Ja wiem, wiem. Widzę to na każdym treningu. No, ale trzeba swoje robić, na razie.

Malinowski był już odstawiony, aż nagle u schyłku Michniewicza wskoczył do pierwszego składu jako? jedyny wysunięty napastnik. Znając stosunek Michniewicza do Maliny i znając statystykę jego strzelonych goli, odbierałem to tylko i wyłącznie jako manifestację: ?Patrz, Borecki, do czego mnie doprowadziłeś, że muszę Maliną grać w ataku?. To była raczej myśl na zasadzie: ?A co mi szkodzi spróbować?? Że Michniewicz nie wierzył, że Malina zbawi zespół, wiadomo doskonale.

Pomysł na Malinowskiego w drużynie miało może kilku trenerów, ale tylko jeden umiał i miał czas go zrealizować. U Kasperczyka Malina był rezerwowym, który zawsze wchodził na boisko w 60. minucie. Rywal zmęczony, odległości pomiędzy formacjami większe, miejsca na boisku dużo więcej. Akurat na to, by Malinowski pociągnął do przodu, uciekł wszystkim i? zostawił piłkę tym, którzy umieją strzelić gola. Czasem nawet sam trafiał (Puchar Polski z Wisłą i z Lechem).

Gdy Podbeskidzie miało zawodników, którzy potrafią idealnie zagrać Malinowskiemu prostopadłą piłkę (Rogalski)  i następnie wykorzystać jego podanie (Cieśliński, Demjan), a także trenera, który dokładnie wiedział, w których minutach meczu Malina jest mu potrzebny, był to bardzo pożyteczny zawodnik. Teraz ani nie ma kto go prostopadle wypuścić, ani kto wykorzystać jego podań. Łatwo jest wytykać pomocnikowi, że nie zalicza asyst, ale trzeba być nieobiektywnym, żeby nie zauważyć, że łatwiej się je zalicza podając do Demjana niż do Żeglenia.

Artykuł Stanowskiego mam jednak za obrzydliwy nie dlatego, że  jest pisany pod tezę i szeptany do ucha przez Michniewicza (we wszystkich tekstach tego autora słyszę słowa Michniewicza; wcześniej jakoś Podbeskidziem nie zajmował się nigdy, teraz całkiem często), ale dlatego, że obraża też chłopaka osobiście. ?Cała jego ciężka praca, wszystko było ch. warte, gdyby leżał całe życie, mniejszą czyniłby on stratę?. Stratę czynią debile, którzy idą demolować swoją stolicę, a nie inteligentny, wykształcony człowiek, który jako piłkarz nie strzela goli. Najpierw Stanowski chciał ?utylizować Rybansky?ego?, teraz jedzie poniżej pasa po innym piłkarzu. Chyba trzeba trochę wyluzować z tymi środkami stylistycznymi.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)