Biję się w głowie z myślami czy Podbeskidzie krytykować czy chwalić. Pobyt klubu w ekstraklasie to odwlekanie nieuchronnego. Przetrwać, przedłużyć o rok egzystencję. Tylko tyle.

Chwalić, bo na wiosnę jest bez porażki, bo u siebie nie przegrało od ośmiu spotkań, co jest najdłuższą serią tego zespołu w ekstraklasie, bo tylko na Reymonta strzela się gole trudniej niż na Rychlińskiego i bo w ogóle w porównaniu do zeszłego roku jest punktowa sielanka, a strata do rywali nie za duża?

Czy krytykować, bo na wyjazdach traci głupie bramki i nie wygrał jeszcze meczu? Bo u siebie praktycznie nie strzela goli, skazując kibiców na godziny nudy. Bo jest minimalistyczne i przekształciło się w nie tak odległą geograficznie Odrę Wodzisław i rok w rok jego celem jest przetrwać? Bo wystawia najstarszy skład w ekstraklasie?

Chciałbym widzieć punkt zaczepienia, że będzie lepiej. Rok temu wydawało mi się, że udało się pogonić ciamajdowatego prezesa, zatrudniono dobrego trenera, prezesa, który zna się na piłce, więc nic tylko się uratować i zmieniać politykę. A teraz jest totalne popadnięcie w marazm. Trudno nie widzieć tego, że drużyna nie robi właściwie od lat ani kroku do przodu. Rok temu wiosną Podbeskidzie grało tak samo. Zajac dawał piłkę Koniecznemu lub Pietrasiakowi, ci walili w kierunku Demjana, on się zastawiał i strzelał gola. Teraz Zajac daje piłkę Koniecznemu lub Pietrasiakowi, ci walą w kierunku Demjana, a tu psikus, bo Demjan w Beveren. Więc goli nie ma.

Miał tej drużynie ogłady dać Iwański, ale z niego mniej niż z Łatki, bo ten chociaż każdą akcję przerwie. Taki mój mały osobisty dramat ? mając fioła na punkcie środkowych pomocników, patrzę co tydzień od lat na takich, którzy większość czasu spędzają wykonując wślizgi. I jeszcze ich doceniam za walkę! A w ogóle to jakiego by Podbeskidzie nie ściągnęło pomocnika, nie będzie to miało większego znaczenia, bo i tak piłka będzie latać nad jego głową.

Człowiek się zawsze łudzi, że przyjdzie ktoś nowy i tchnie nowego ducha. Ale łudzę się coraz rzadziej. Wiem, że kogo by nie kupili, pardon, ściągnęli, to i tak zaraz okaże się, że lepsi są Zajac, Konieczny, Górkiewicz, Łatka, Sokołowski, Chmiel i Malinowski. Coraz starsi, coraz gorsi, ale dalej lepsi niż inni.

Pobyt Podbeskidzia w ekstraklasie to dziś odwlekanie nieuchronnego. Ściąga się zawodników i trenera na pół roku, by wykonali doraźną robotę i szli dalej. Jak tym obecnym się uda, to od przyszłego sezonu znów zacznie się walka o utrzymanie na kolejny sezon. Nie widzę działań mających doprowadzić do tego, że za dwa lata Podbeskidzie będzie w spokojnym środku tabeli, a za pięć lat w górnej połówce. Przetrwać, przedłużyć o rok egzystencję. Tylko tyle.

Dlatego szanuję Stawowego z Cracovii. Styl gry jego drużyny to jakiś zryw Don Kichota, jeśli jemu się nie powiedzie, to już do końca świata w polskiej ekstraklasie będzie się grać na lagę do przodu. Facet przynajmniej próbuje.

O mężczyznach złośliwie mówi się, że do trzeciego roku życia się rozwijają, a potem tylko rosną. Podbeskidzie rozwinęło się w sezonie 2010/2011. Od tego czasu tylko się starzeje.

Wyobrażałem sobie te trzy lata temu - może naiwnie - że Podbeskidzie wniesie rzeczywiście jakąś świeżość i coś nowego do ekstraklasy. Niestety, dziś jest symbolem dziadostwa tej ligi. Przykre.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego)