- Korzym przez tydzień negocjował z Podbeskidziem, a w czwartek strony doszły do porozumienia. (...) Ten transfer da realną wartość piłkarską - pisze w felietonie Michał Trela.

W transferze Korzyma do Podbeskidzia chodzi nie tylko o to, by mieć Korzyma, ale by pokazać, że Podbeskidzie może ot tak wyciągnąć Korzyma z Korony. Ale to przede wszystkim realna wartość piłkarska. Jestem o tym przekonany.

Na początek trochę aktualnych faktów. Korzym przez tydzień negocjował z Podbeskidziem warunki kontraktu, a wczoraj obie strony doszły do porozumienia. Dziś sam zawodnik, na wieść o tym, że chcę rozmawiać o Podbeskidziu, powiedział "jutro, bo jeszcze jestem piłkarzem Korony i dziś gramy mecz?. Wszystko wskazuje na to, że dla Korzyma pożegnalny w Kielcach. Jeśli Koronie nagle nie odbije, ktoś nie zmieni zdania, Korzym rozwiąże kontrakt i trafi do Bielska. No i oczywiście jeśli - tfu tfu - nie złapie dziś jakiejś wielomiesięcznej kontuzji, wszystko trzeba brać pod uwagę.

Ten transfer przypomina mi pozyskanie przez Bayern Javiego Martineza z Athletiku Bilbao przed dwoma laty. To, że monachijczycy wydali na niezłego, ale nic więcej, defensywnego pomocnika 40 milionów, wszyscy tłumaczyli, tym, że chcą pokazać, że ich na to stać. Okazało się, że z nim w składzie udało się wygrać wszystko, co było do wygrania, a Martinez nie jest niezły, tylko znakomity. Transfer Korzyma też ma sporą wartość w przełamywaniu myślenia o Podbeskidziu w całej Polsce. Pierwszy raz, dosłownie pierwszy, bielszczanie pokazują, że potrafią pozyskać nie tylko odrzuconych gdzie indziej piłkarzy po trzykrotnym złamaniu nogi/półrocznej przerwie w treningach/z nadwagą/problemami alkoholowymi/zwichrowanym charakterem/chłopaków z VII ligi (niepotrzebne skreślić) tylko symboliczną postać innej drużyny ekstraklasowej. Znamienne, że gdy tydzień temu napisałem w Przeglądzie Sportowym, że Korzym odejdzie z Korony, wszyscy w to uwierzyli, ale mało kto wierzył w to, że odejdzie do Podbeskidzia. Szczerze mówiąc, gdybym nie wiedział, to też bym nie wierzył. W transferze chodzi więc nie tylko o to, by mieć Korzyma, ale by pokazać, że ot tak Podbeskidzie może wyciągnąć Korzyma z Korony.

Ale według mnie ten transfer da realną wartość piłkarską. Wielu pyta, po co tylu napastników, po co i Korzym i Demjan, skoro Leszek Ojrzyński raczej nie będzie grał na dwóch atakujących. Cóż, przed okienkiem transferowym nikt nie wiedział, że Korzym będzie do wzięcia, a pozyskanie Demjana też nie było pewne. Skoro nie było wiadomo czy przyjdzie Murapol, trzeba było szukać po swojemu - w niższych ligach. Liga jest długa, a 37 kolejek to wystarczająco dużo czasu, by każdy zagrał. Nie rozumiem myślenia tych, którzy krytykują Podbeskidzie za transfery, bo w pierwszej kolejce zagrali prawie sami zawodnicy ze starego składu. I co z tego? Transfery robi się z myślą o całym roku, a w poważnych zachodnich klubach nawet o pięciu latach. A nie po to, by wszystkich nowych upchnąć w składzie na inaugurację.

Myślę, że pozyskanie Korzyma nie zmieni ustawienia zespołu i pomoże Demjanowi. Korzym nie jest typowym snajperem, stojącym tylko w polu karnym. To gość, który bardzo dużo daje w obronie, a że ma dobrą technikę, potrafi też kogoś kiwnąć i wypracować pozycję partnerom. Jego pozyskanie to bardzo dobra wiadomość dla Demjana. Gdy Robert tu wracał, żałował, że już nie ma w klubie Paweli, co usłyszawszy o mało się nie udławiłem. Ale Demjanowi dobrze się z nim grało, bo uwaga obrońców się rozpraszała, a Słowak zawsze miał komu dograć. Ani Pawela ani Demjan nie radzą sobie za dobrze osamotnieni w ataku. Wyobrażam sobie, że Korzym będzie na tyle absorbował obrońców, by mógł błyszczeć Demjan, a Demjan będzie na tyle absorbował obrońców, by mógł błyszczeć Korzym. Korzym i Pawela to dość podobni zawodnicy pod względem wymarzonego ustawienia na boisku. Tyle, że Korzym ma jako piłkarz jakieś 242152 mniej ograniczeń. To nie jest oczywiście wybitny piłkarz, nie gra tak jak przed kontuzją, ale solidne nazwisko na miarę naszej ligi. A gdzie ma się odbudować jak nie u ulubionego trenera.

Pozostaje jeszcze pytanie o kwestie pozaboiskowe. Jak Korzym odnajdzie się w szatni, czy w drużynie nie będzie niesnasek z powodu kominu płacowego, ale według mnie to bzdury i jeśli w Bielsku ma być poważna piłka, to czas się przyzwyczaić do kominów płacowych. Nie jestem zwolennikiem myślenia, że sprawiedliwie to znaczy po równo. Na całym świecie największe gwiazdy zarabiają najwięcej w drużynach i zazwyczaj im bliżej bramki przeciwnika grasz, tym więcej zarabiasz. Gdyby pensję Korzyma miało płacić miasto, byłbym - mimo radości z jego transferu - oburzony. Skoro będzie płacił prywatny sponsor, jestem zachwycony. Przy tym bogactwie w ataku kłują jedynie w oczy ograniczenia Podbeskidzia w obronie, ale cóż, nie wszystko da się zmienić jednym okienkiem. I tak udało się więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Wszak do tej pory Podbeskidzie z Korony mogło wyciągnąć co najwyżej Stąporskiego.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem "Przeglądu Sportowego")
Więcej tekstów dziennikarza znajdziesz na jego blogu.