- Brakiem szacunku jest obecny stan naszego boiska. Największe pretensje kieruję do władz miasta. Do burmistrza, dyrektora MOSiR-u, ludzi odpowiedzialnych za sport - pisze w felietonie Mateusz Żyła, piłkarz czechowickiego MRKS-u.

Trawestując K. Staszewskiego: "Rozwaliliście boisko w moim mieście"!

XL Dni Czechowic-Dziedzic przeszły do historii. Lud jest zadowolony. Urząd Miasta pieje z zachwytu i w kuluarach mówi: ?Ależ imprezę zorganizowaliśmy! Super, że już niedługo wybory. Mieszkańcy spłacą dług?. Ja jednak odsłonię skandal, który dla większości przykryła noc i te śmieszne fajerwerki - rozpoczyna felieton popularny "Żyłka"

Kiedyś organizowano Dni? w lasku, na placu im. Jana Pawła II, na terenie obok krytego basenu. Teraz gospodarzem jest MOSiR. Wszystkim pasuje. Dach nad głową, siedzenia, bieżnia, trawa. Do wyboru, do koloru. Zapomina się jednak o pewnej rzeczy?

Z moimi kolegami z RKS-u z trwogą spoglądałem w piątek na wielkie ciężarówki wjeżdżające na płytę boiska. Jak to? To my trenujemy za bramkami, żeby oszczędzać trawę, a tu sobie kładą ciężki sprzęt na samym środku murawy? Myśleliśmy, że to jakiś żart, wszak scena w poprzednich latach była bliżej trybuny. W tym roku, publiczność mogła sobie tańczyć praktycznie na połowie boiska. Cóż robić? Decyzja władz, na interwencje za późno? Pogoda nie sprzyjała. W sobotę padało, w niedzielę również. Obawiałem się iść na trening, bo spodziewałem się przykrego widoku. Ale to, co zastałem... Ścisnęło serducho. To po prostu skandal!!! Trawa zniszczona, przenośne kible stojące w polach karnych, olbrzymie dziury po ciężarówkach, piasek, śmieci, pręty.

Wypowiem się teraz jako wychowanek, kibic i zawodnik RKS-u? Zdaję sobie sprawę, że 90% ludzi w Czechowicach-Dziedzicach ma w dupie ten klub. Że pieprzy ponad dziewięćdziesięcioletnią tradycję. Że woli sobie jechać na "Podbeskidzie? itd. Mam o to żal, ale największe pretensje kieruję do władz miasta. Do burmistrza Pana Mariana Błachuta, do dyrektora MOSiR-u, do ludzi odpowiedzialnych w Urzędzie za sport. Jestem zbulwersowany z dwóch powodów.

Po pierwsze - propaganda sukcesu, jaka tworzy się wokół MOSiR-u. Boisko sztuczne (za które jesteśmy szczerze wdzięczni) niedługo będzie zniszczone. Nikt o to nie dba. Nikt nie koordynuje. Nie ma maszyny do granulatu. Nie wiadomo, czy będzie oświetlenie, bo projektant niezbyt precyzyjnie obliczył długość kabla itd. Mówi się o sukcesie, a absurdy zamiatane są pod dywan. Nikt nie ponosi konsekwencji, niczym w Towarzystwie Wzajemnej Adoracji.

Po drugie - wkurza mnie brak szacunku dla czyjejś pracy. A brakiem szacunku jest obecny stan naszego boiska. A raczej już pastwiska? Szkoda, że Panowie w krawatach zapomnieli o tych 10 %, które ciągną z mozołem ten zmęczony klub. To ludzie, którzy chcą grać dla tych barw. To ludzie, którzy za darmo sprzątają szatnię. To ludzie, którzy piorą śmierdzące i brudne getry po meczach. O nich się nie pisze, z nimi "Gazeta Czechowicka" nie przeprowadza wywiadów na trzy strony. 

Ale cóż? Nie ma co płakać. Jak to pisał Asnyk: "Nic skargi nie pomogą - Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą...". Przecież nikt z Komisji Sportu nie podniesie larum, gdy stołki tak wygodne?

Co nam pozostaje? Po prostu wyjść w najbliższą sobotę na pastwisko, zagrać dla garstki (może piętnastu?) najwierniejszych kibiców i wygrać. Tak dla własnej satysfakcji, zaspokojenia ambicji - kończy autor felietonu.

Mateusz Żyła (tekst pochodzi z bloga autora)