Święta spędza w Bielsku-Białej, aby móc spokojnie popracować. W sobotę oglądał sparing z LKS-em Czaniec, potem bazę treningową w Dankowicach. Czesław Michniewicz dogląda i szybko zmienia zdanie o Podbeskidziu.

Jeszcze trzy tygodnie temu w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mówił, że bielszczanie obok GKS-u Bełchatów grają o dobre wrażenie. - Tak wtedy uważałem. Ale inaczej jak patrzysz na to z boku, a inaczej jak wchodzisz do środka i widzisz, że gdzieś ta nadzieja, to złudzenie się tli. Ktoś mi mówi, że w CV mogę mieć spadek. Marcello Lippi spadł z ligi włoskiej, a później został mistrzem świata, więc to też doświadczenie - mówi w rozmowie z portalem sportslaski.pl trener Czesław Michniewicz, który szybko zderzył się z rzeczywistością. - Wiadomo, że nie ma gdzie trenować. Musimy pracować na sztucznym boisku, co też na pewno zajęć nie ułatwia - dodaje trener, który przyznaje, że gdyby miał warunki pracowałby z zawodnikami dwa razy dziennie.

43-letni szkoleniowiec w bardzo pozytywnych słowach wypowiedział się o swoim poprzedniku i przygotowaniu drużyny do sezonu. Zamierza jednak zdecydowanie więcej analizować niż miał to w zwyczaju Dariusz Kubicki. Michniewicz wytłumacz także dlaczego zdecydował się podpisać kontrakt na półtora roku. - Też potrzebuję trochę stabilizacji. Mówiłem prezesowi Boreckiemu, że możemy się utrzymać, ale nie musimy. I chciałbym wiedzieć, co dalej, bo ostatnio pracowałem krótko w Jagiellonii, krótko w Polonii, w Widzewie. Nie ma szans pokazać się w tak krótkim czasie. Podobnie jest tutaj. 11 meczów działa podobnie jak święcona woda. Każdy się łudzi, że to zadziała i ja też się łudzę, że tak będzie - mówił.

Cały wywiad dostępny jest tutaj.

red