Piłkarze Podbeskidzia pojechali wczoraj do Nowego Sącza po zwycięstwo. Cel był taki, aby nie przegrać meczu w tej rundzie i zakończyć rozrywki 1. ligi na pierwszym miejscu. O tym dlaczego spotkanie z Sandecją było dla „Górali” nieudane mówili po ostatnim gwizdku Rafał Leszczyński i Kamil Biliński.

- Myślę, że z przebiegu meczu był on interesujący do oglądania. Oba zespoły miały swoje sytuacje, były dwa rzuty karne. Skład był dzisiaj odmłodzony, wielu zawodników wracało po dłuższej przerwie i jak na taki stan rzeczy uważam, że wyglądaliśmy przyzwoicie - podkreśla bramkarz „Górali” Rafał Leszczyński.

- Jeśli chodzi o to, czy skład obrony ma dla mnie znaczenie, myślę, że nie. Na tyle długo razem trenujemy, rozegraliśmy wiele spotkań, sparingów, także myślę, że większej różnicy nie ma. Chociaż wiadomo, że muszę wiedzieć, czy gra np. Bartek Jaroch, czy Szymon Mroczko, bo od tego m.in. zależy mój sposób wznawiania gry. Ogólnie rzecz biorąc, znamy się na tyle długo, że nie robi mi to większej różnicy - mówi bramkarz.

Kamil Biliński, który w meczu z Sandecją nie wykorzystał „jedenastki” tłumaczył, że taka sytuacja wydarzyła się nie pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni. Najważniejsze jednak, żeby zachować chłodną głowę i nie załamywać się. - Szkoda tego karnego, ponieważ uważam, że gdybyśmy strzelili na 1:0, to byśmy ten mecz wygrali - twierdzi bielski napastnik. - W przekroju całego meczu na pewno nie byliśmy zespołem słabszym i nie zasłużyliśmy na porażkę - dodaje.

bb

Foto: TSP