Odra była najlepsza w lidze i pewnie poradziłaby sobie i w Czarnowąsach. Awansowała zasłużenie. Ale takie decyzje zawsze pozostawiają smród - komentuje wydarzenia w III lidze Michał Trela.

Zawsze wydawało mi się, że wygrać III ligę śląsko-opolską nie jest łatwo. Awansuje tylko jedna drużyna, więc praktycznie nie można się potykać, a na wiejskich boiskach, których w tej lidze nie mało, potknąć się łatwo. Wydaje się jednak, że Odra Opole pokazała, iż mogą to być bardzo proste rozgrywki. Wystarczy mobilizacja kibiców i trudna III liga robi się o wiele łatwiejsza.

Odra miała trzy punkty przewagi nad BKS-em Stal Bielsko-Biała. Dwie kolejki do końca, z tym że w ostatniej opolanie dostaną walkower za mecz z Victorią Chróścice. Jeśli więc zdobyliby choć jeden punkt w wyjazdowym meczu ze Swornicą Czarnowąsy (piękna nazwa), to mogliby się cieszyć z powrotu do II ligi. Zwycięstwo w derbach wydawało się zresztą całkiem prawdopodobne, bowiem Odra na wiosnę nie przegrała meczu i w ogóle jest najbardziej regularnie grającą drużyną w lidze. Lubi skromnie wygrywać po 1-0, ale wpadek praktycznie nie zalicza. Niemniej, jakieś prawdopodobieństwo wpadki jednak było. U siebie przez cały sezon zawodnicy Dariusza Żurawia nie przegrali meczu, na wyjazdach przegrali cztery razy.

Jako że Czarnowąsy leżą blisko Opola, wybierało się ponoć świętować awans półtora tysiąca kibiców Odry. Imponująca liczba. Oficjalny komunikat mówi, że w Swornicy się przestraszyli i poprosili Opolski ZPN o zmianę miejsca rozegrania meczu. Związek wspaniałomyślnie się zgodził. W ten sposób Swornica była gospodarzem, ale spotkanie odbyło się na stadionie Odry. Opolanie wygrali tradycyjnie 1-0 i powrócili do II ligi.

BKS był jednak głupi. Do Czarnowąsów pojechał na wiosnę w blisko 300 osób, ale to nikogo nie przestraszyło. Gdyby tak tylko puścić sygnał, że pojadą w półtora tysiąca, mecz by im przenieśli do Bielska, nie trzeba by się było tłuc na najdalszy wyjazd w sezonie. Zresztą, Czarnowąsy to nie jest jedyny stadion w tej lidze, który mógłby mieć problem z przyjęciem 1500 kibiców przyjezdnych. Ba, takich stadionów jest większość. Na przyszłość trzeba co dwa tygodnie, gdy będzie się zbliżał wyjazd, zgłaszać zapotrzebowanie na półtora tysiąca biletów i w ten sposób zamiast 15 wyjazdów zaliczy się góra trzy-cztery. Tanio, wygodnie i znacznie zwiększa szansę na awans.

Odkładając jednak ironię na bok, trzeba powiedzieć, że taka decyzja to zaśmianie się wszystkim w twarz. Odra była najlepsza w lidze i pewnie poradziłaby sobie i w Czarnowąsach. Awansowała zasłużenie. Ale takie decyzje zawsze pozostawiają smród. Zawsze. Jeśli wszystkie drużyny mają zagrać po 15 meczów u siebie i na wyjeździe, to tyle mają zagrać i już. Wyjątkami powinny być jakieś katastrofy naturalne, które sprawią, że na danym boisku nie da się grać. Ale kibice? To wygodnictwo. Skoro klub dostał licencję, to znaczy, że jego stadion może przyjąć jakichś fanów gości. O innych trzeba zadbać inaczej. Do zaprzyjaźnionego Bytomia niedawno przyjechał świętować awans Zawisza Bydgoszcz w liczbie podobnej do tej z Opola. Oczywiście, stadion Polonii to nie stadion Swornicy, ale też bytomianie mają swoich fanów. I co? Kogo się dało pomieścić, tego wpuścili, kogo się nie dało, podsadzili, żeby mogli oglądać mecz z pobliskich drzew i jakoś się udało sprawę rozwiązać. A przecież można było to zrobić łatwiej. Zawisza ma stadion, który pomieściłby wszystkich, a jakoś nikomu nie przyszło do głowy zmieniać gospodarza.

Michał Trela (autor jest dziennikarzem SportSlaski.pl)