Braki kadrowe zagrażają płynności funkcjonowania większości placówek szpitalnych w naszym regionie. Brakuje personelu, brakuje łóżek. Służbie zdrowia grozi zapaść. Aby przetrwać, wygrać z epidemią, ważne, aby społeczeństwo zaczęło odpowiedzialnie z nią walczyć. - Jeżeli dzięki noszeniu maseczek, zachowywaniu dystansu i pozostawaniu w domu nie ograniczymy liczby zachorowań, to może nastąpić katastrofa - mówi dr n. med. Klaudiusz Komor, prezes Beskidzkiej Izby Lekarskiej.

Kilka dni temu w artykule Szpital ma poważny problem. Jednego dnia 44 osoby przyniosły zwolnienia lekarskie pisaliśmy o trudnej sytuacji kadrowej w Beskidzkim Centrum Onkologii-Szpitalu Miejskim w Bielsku-Białej. Wszystkie szpitale na terenie działania Beskidzkiej Izby Lekarskiej odnotowują obecnie dużą liczbę zachorowań i kwarantann wśród personelu. BIL nie dysponuje statystykami, ilu lekarzy jest chorych na covid, a ilu przebywa w kwarantannie. Lekarze wymieniają takie informacje we własnym środowisku, stąd wiedzą kto na sąsiednich oddziałach miał kontakt z osobami zakażonymi.

Zakażenia poza szpitalami

Jak się okazuje, prawdopodobieństwo zakażenia w szpitalu po kontakcie z chorym pacjentem nie jest tak duże, jak poza szpitalem, m.in. po kontakcie z dziećmi, które chodzą do szkoły. W pracy lekarze są odpowiednio zabezpieczeni i nawet jeśli trafiają się pacjenci czy inni lekarze "dodatni", są w stanie się ochronić. W domach nikt przy dzieciach nie chodzi w masce ani przyłbicy. Infekcje personelu następują więc przede wszystkim poza szpitalami.

- Miesza się szpitalników z POZami - tłumaczy dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP, zastępca ordynatora oddziału kardiologii i kardiolonkologii Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku Białej. - Wielokrotnie mówiłam w Senacie, że teleporada to zły pomysł. Zgłaszałam to ówczesnemu wiceministrowi zdrowia Januszowi Cieszyńskiemu. Owszem, jest dobra do wczesnego wywiadu, weryfikowania, kto potrzebuje pomocy i jakiej. Ale wywiady powinny być dobrze zbierane i część POZów pracuje rzetelnie, a część nie.

Jak przekonują w Beskidzkiej Izbie Lekarskiej, problemem w poradniach POZ jest absencja części pracowników, przez co w rejestracji jest często tylko jedna osoba, która musi odbierać telefony, rejestrować pacjentów, którzy przychodzą na wizytę indywidualną, a także wypełniać dokumentację albo sprawozdania do NFZ. Czasami fizycznie, bez złej woli, nie jest ona w stanie odebrać telefonu.

Obraz zamkniętych poradni POZ

Zdarzały się sytuacje, gdy do BIL trafiały informacje o lekarzu, który odmówił wizyty indywidualnej. Poprzez pojedyncze przypadki powstaje obraz zamkniętych POZów. Tymczasem przychodnie w większości pracują w trybie mieszanym. - Zalecaną formą jest teleporada, ale jeżeli pacjent wymaga indywidualnej wizyty, to na pewno lekarz rodzinny go przyjmie - zapewniają w BIL. - Uogólnianie szkodzi tej większości solidnych lekarzy, którzy nadal leczą swoich pacjentów z poświęceniem, prowadzą dobrze funkcjonujące przychodnie, jeżdżą na wizyty domowe.

Do BIL trafiają także skargi lekarzy rodzinnych, którzy muszą walczyć ze szwankującym, zawieszającym się systemu informatycznym oraz biurokracją, które skracają czas, jaki mogą poświęcić pacjentom.

- W obecnej sytuacji problemem jest brak łóżek - podkreśla dr n. med. Klaudiusz Komor, prezes Beskidzkiej Izby Lekarskiej. - Mamy pacjentów z potwierdzonym dodatnim wynikiem, których nie ma gdzie przekazać, bo codziennie wszystkie łóżka covidowe są zajęte. Na posiedzeniu konwentu prezesów koledzy z Izb zlokalizowanych w dużych miastach typu Szczecin, Łódź mówią wręcz o dramatycznej sytuacji, kiedy karetki nie mogą znaleźć żadnego łóżka, żeby położyć pacjenta z covidem. W województwie śląskim ten problem także zaczyna się coraz mocniej nasilać. Tworzone są nowe oddziały zakaźne, nowe łóżka, niebawem powstanie szpital tymczasowy.

Łapanka na lekarzy?

W ogólnopolskich mediach głośno o projekcie przenoszenia lekarzy i pozostałego personelu medycznego do pracy na oddziałach zakaźnych. Sytuacja w polskiej służbie zdrowia wygląda na patową. Niemcy wykorzystali lato na szkolenie personelu medycznego, aby przygotować się na jesienną falę pandemii. - Każdy szpital powinien mieć strategię, jak działać w przypadku wzrostu liczby pacjentów z COVID-19, mieć przeszkolony personel. Szkolenia na respiratorach powinny być przeprowadzone w lipcu. Jest wiele ustaw covidowych, więc powinny być jasne wytyczne, co mamy robić - przekonuje dr Agnieszka Gorgoń-Komor.

- Najważniejsze, żeby opanować epidemię - podkreśla prezes Komor. - Wiele zależy teraz od społeczeństwa, od nas wszystkich. Służbie zdrowia, jaka ona by nie była, nawet tak wspaniała jak w Niemczech, Belgii czy innych bogatych krajach, możliwości się wyczerpują wobec masowo rosnącej liczby chorych. Jeżeli dzięki noszeniu maseczek, zachowywaniu dystansu i pozostawaniu w domu nie ograniczymy liczby zachorowań, to może nastąpić katastrofa. To nie będzie wynikało ze złej woli lekarzy, lecz z ograniczonych możliwości, którymi polska służba zdrowia w tej chwili dysponuje. Aby przetrwać, wygrać z epidemią, całe społeczeństwo powinno odpowiedzialnie z nią walczyć - twierdzi dr Klaudiusz Komor.

Agnieszka Ściera-Pytel