Sebastian Pabiś domaga się od ZUS 1,5 mln zł zadośćuczynienia. Przed sądem stara się udowodnić, że decyzje lekarzy orzeczników zrujnowały mu zdrowie i szanse na jakiekolwiek zatrudnienie. ZUS dowodzi, że bielszczanin jest sam sobie winny.

Mężczyzna mieszka na osiedlu Karpackim. Dotychczasowe życie kierowcy legło w gruzach siedem lat temu, gdy podczas wysiadania z ciężarówki uległ wypadkowi i wycięto mu część łękotki. Po roku uległ kolejnemu wypadkowi, gdy nie wytrzymało osłabione kolano. - To skomplikowany uraz, z uszkodzeniem nerwu strzałkowego. Dzisiaj jestem bez pracy, z zaprzepaszczoną szansą na powrót do zdrowia. Nie dość, że bez pieniędzy, to jeszcze z długami - opowiada.

W konflikt z ZUS-em popadł, gdy cofnięto mu świadczenia i uznano za zdolnego do pracy. - Cudownie mnie ozdrowiono tuż przed operacją. Odebrano świadczenia na rehabilitację. Zostawiono bez szans na pracę i z nogą, która boli i jest w strzępach - mówi. W warszawskim Sądzie Okręgowym złożył pozew przeciwko ZUS. Domaga się zasądzenia 1,5 mln zł tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. - Nie jest to kwota wzięta z sufitu. To pieniądze, które - co staram się udowodnić przed sądem - straciłem na skutek decyzji ZUS - wskazuje.

W piśmie procesowym ZUS zażądał oddalenia powództwa w całości i obciążenia bielszczanina kosztami procesowymi. „Oparcie powództwa na koncepcji, jakoby odmowa przez pozwanego (ZUS - przyp. red.) prawa do dalszego świadczenia rehabilitacyjnego uniemożliwiła kontynuowanie rehabilitacji jest całkowicie bezzasadne” - stwierdzono.

Więcej o sprawie można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”. Dostępne jest również e-wydanie lokalnego tygodnika TUTAJ.

MK