Cztery zastępy straży pożarnej i policję wysłano po otrzymaniu zgłoszenia pożaru windy w wieżowcu przy ul. Jutrzenki w Bielsku-Białej. Chwilę później wpłynęło zgłoszenie o pożarze mieszkania.

Oficer dyżurny MSK otrzymał pierwsze zgłoszenie zdarzenia o godz. 21.48. Wynikało z niego, że pali się winda. Chwilę później przyszło zgłoszenie o pożarze mieszkania na siódmym piętrze wieżowca. - Po dojeździe na miejsce okazało się, że na parterze bloku pali się kabina windy. Z uwagi na niezadziałanie systemu oddymiania dym wydobywał się z kondygnacji od siódmego piętra wzwyż. Nasze działania polegały na podaniu prądu wody i ugaszeniu pożaru - powiedział nam st. kpt. Krzysztof Maguda z JRG1 w Bielsku-Białej. 

W toku czynności strażacy zauważyli, że drzwi do mieszkania na siódmym piętrze są otwarte, a mieszkanie jest zadymione. Po sprawdzeniu okazało się, że nikogo w nim nie ma. - Zobaczyłem, że z okna poniżej mojego mieszkania wydobywa się dym. Wyszedłem sprawdzić, co się stało - relacjonował nam mieszkaniec bloku. Chwilę później na siódmym piętrze pojawili się lokatorzy mieszkania, w którym nazbierał się dym. - Zamek w drzwiach się psuje. Było tyle dymu, że nie mieliśmy czasu się zastanawiać, czy drzwi się dobrze zamknęły - tłumaczył młody mężczyzna.

Dalsze działania strażaków polegały na sprawdzeniu mieszkań pod kątem stężenia tlenku węgla, ale zagrożenia nie stwierdzono. Około godz. 22.30 na parter wieżowca przyszedł jeden z lokatorów. - Miał miejsce pożar windy. Było dużo dymu, ale wywietrznik dachowy się nie otworzył - utyskiwał podniesionym głosem. - Kto za to odpowie? - zastanawiał się mężczyzna.

W akcji uczestniczyły trzy zastępy straży pożarnej z JRG1, jeden z OSP Leszczyny, patrole policji i pogotowie energetyczne. Działania strażaków trwały około godziny.

Tekst i foto: Mirosław Jamro