Rozmowa z trenerem siatkarek BKS Aluprof, Igorem Prielożnym.
Wcześniej był Pan związany z drużyną Winiar Kalisz, z którą zdobył Pan mistrzostwo
 i Puchar Polski
. Od lipca br. jest Pan trenerem BKS. Jak układa się współpraca
z bielskimi dziewczynami?

 - Praca w Bielsku-Białej, to było w pewnym sensie moje marzenie. Obserwowałem już ten zespół wcześniej, znałem grające tam zawodniczki, np. Milenę Sadurek. Swoją drogą – bardzo żałuję, że nie ma jej już w naszym zespole. Wiedziałem na co ten zespół stać, jaka jest jego przeszłość, dokąd zmierza. Rozmowy z zarządem rozpoczęły się już rok wcześniej, więc miałem czas na oswojenie się z tym klubem. Jak widać, nie przyszedłem na całkiem nowy teren i nie musiałem zaczynać od zera. Współpraca więc układa się dobrze.

Czy oprócz propozycji BKS-u napłynęły do Pana jeszcze jakieś inne oferty?

 - Oczywiście, zgłaszały się do mnie także inne kluby.

Co więc zaważyło na wyborze bielskiego klubu? Sentyment, o którym mówił Pan wcześniej? Prestiż, jakim cieszy się nasza drużyna? Czy może przeważyły względy finansowe?

 - Skłamałbym mówiąc, że finanse nie mają tu nic do rzeczy. Ale ważna jest również wizja, jaką ma trener. Jak wspomniałem, z tym zespołem wiązałem już dużo wcześniej pewne nadzieje i dlatego wybór dla mnie był jasny i prosty.

W składzie – jak zawsze przed rozpoczęciem sezonu – doszło do pewnych zmian. Kilka zawodniczek odeszło, pojawiły się także nowe, m.in. z Kalisza. Czy zmiany te były wynikiem Pańskiej decyzji?

 - Decyzji o zakupie nowych zawodniczek nigdy nie podejmuje wyłącznie trener. M.in. ze względu na kwestie finansowe. Na pewno nie jest wynikiem mojej decyzji odejście Mileny Sadurek. Cieszę się za to z przyjścia nowych dziewczyn, czyli Eleonory Dziękiewicz, Heleny Horki i Bereniki Tomsi.

Pierwszy mecz dziewczyny zagrają w poniedziałek. Co będzie największym atutem naszych zawodniczek zarówno w tym meczu, jak w całym turnieju. Jaka jest najmocniejsza strona Pańskiej drużyny?

 - Po pierwsze: jesteśmy zespołem, dziewczyny stanowią jedność. Po drugie: każda czuje się potrzebna, ponieważ każda gra. Nie ma takich, które cały czas siedzą na ławce i tych, które zawsze grają. Mamy równą „szóstkę”, bez względu na to, kto stoi na boisku. Wszystkie zawodniczki są gotowe do gry w pierwszym składzie.

Czy w zespole jest gwiazda? Dziewczyna, która może niekoniecznie jest najlepszą zawodniczką, ale wybija się i potrafi zmobilizować resztę koleżanek do gry?

 - W siatkówce kobiet jest inaczej niż u mężczyzn…Pół żartem powiem, że są dwie kategorie zawodniczek. Te przodujące ze względu na grę i te - na urodę. Tak więc są najlepiej grające zawodniczki i te, które otrzymują miano boiskowych miss. A u większości dziewczyn z BKS-u  jedno i drugie idzie w parze. Zresztą, nie od dziś mówi się, że to jedna z najbardziej urodziwych drużyn. Ale są też dziewczyny, które nie są wymieniane na pierwszym miejscu, ani w jednej ani w drugiej grupie. Osobiście bardzo je jednak cenię. Poza tym jako trener nie mogę faworyzować żadnej zawodniczki.

Którego zespołu Pan i Pańskie gwiazdy obawiacie się najbardziej? Najczęściej typowanymi do zwycięstwa obok BKS Aluprof są Muszyna i Piła. Czy Pana typy są podobne?

 - Zarówno Muszyna, jak i Piła pokazały w zeszłym sezonie, że są mocnymi zespołami. W Pile wprawdzie zaszły pewne zmiany personalne, ale zespół prezentuje teraz po prostu tą samą jakość w innym składzie. Z zeszłorocznej najlepszej czwórki każdy ma szansę na zwycięstwo.

Znamy już więc mocne strony drużyny, znamy najgroźniejszych przeciwników. Czy jest coś jeszcze, czego Pan się obawia?

 - Kontuzje. Po kilku miesiącach spędzonych z dziewczynami wiem już, że w kryzysowych sytuacjach radzą sobie świetnie. Tego więc się nie boję mimo ogromnego obciążenia psychicznego, jakie towarzyszy rozgrywkom na najwyższych szczeblach. Ale kontuzje, to coś czego nie można przewidzieć i przed czym nie da się uchronić.

Plan minimum? Wiadomo, że każdy trener celuje jak najwyżej. Ale czy jest coś, co sam Pan sobie powiedział, że bezwzględnie trzeba osiągnąć?

 - Mój plan minimum na najbliższą przyszłość, to znaleźć się w pierwszej czwórce w rozpoczynających się rozgrywkach.

Spotkałam się z informacjami, że była rozpatrywana Pana kandydatura na posadę trenera męskiej reprezentacji. To kolejne plotki i spekulacje, czy teź jest w tym ziarnko prawdy?

 - To spekulacje.

A co Pan na te spekulacje?

 - Uważam, że przez wszystkie lata swojej kariery trenerskiej zapracowałem sobie na swoje nazwisko i to, że jest ono typowane do tak ważnego stanowiska, nie jest zupełnie przypadkowe. Trenowałem już przecież trzy reprezentacje. Ale na chwilę obecną, to wszystko są tylko spekulacje.

Przygotowując się do tego wywiadu, znalazłam ciekawą informację o Panu. Oprócz Pańskiego wzrostu, wieku, itd. podano hobby: jazda na nartach i na rowerze. Spodziewałam się raczej wzmianki o siatkówce..?

 - (śmiech) Siatkówka jest czymś więcej niż hobby. To praca i pasja w jednym. A kiedy czasem muszę odpocząć nawet od siatkówki, to właśnie najlepiej relaksuje się, jeżdżąc na nartach lub na rowerze.

Bardzo dziękuję za interesującą rozmowę i życzę powodzenia.

 Rozmawiała: Magdalena Dydo

Czytaj o przygotowaniach zespołu do nowego sezonu: www.bielsko.biala.pl/1562,artykuly