Po pięknej willi w stylu wiejskim w Cygańskim Lesie zostały już tylko ruiny, gdyż - jak pisaliśmy - prywatny właściciel tego obiektu machnął ręką na sentymenty i zrównał sędziwą budowlę z ziemią. O położoną kawałek dalej willę Bajka upomniał się zaś spadkobierca jej dawnych właścicieli. Z kolei willi Zipserów, stojącej niedaleko ulicy Bystrzańskiej, na razie nikt kupić nie chce.

 - Mamy tu do czynienia z nierzetelnymi ludźmi - tak o inwestorach, którzy zburzyli willę w Cygańskim Lesie mówi prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult. I zapewnia, że miasto robiło co mogło, aby sędziwy budynek uratować.

                                                                                            Kupa gruzu

Willę przy ulicy Olszówki, w której całe lata gospodarzył bielski sanepid, gmina Bielsko-Biała sprzedała za ponad milion złotych. W umowie był warunek, zgodnie z którym zachowany miał zostać starodrzew rosnący na otaczającej willę działce. O zachowaniu samego budynku nie było tam słowa. Ratusz był przekonany, że inwestor chce ten budynek zaadaptować do nowych celów. Srogo się jednak zawiódł, gdyż nowy właściciel starej willi wystąpił z wnioskiem o zgodę na jej zburzenie. Ratusz odmówił. Ale inwestor odwołał się do wojewody śląskiego, a ten przyznał mu rację. Służby wojewody uznały bowiem, że budynek co prawda wpisany został do ewidencji zabytków, ale to chroniłoby go przed zburzeniem tylko wówczas, gdyby fakt ten był jednocześnie odnotowany w miejscowym planie zagospodarowania terenu. Tymczasem teren ten obowiązującego planu zagospodarowania nie miał!

Mimo to w ratuszu wierzono, że willa ocaleje. Podczas jednej z sesji prezydent miasta Jacek Krywult oświadczył, że ma ustną obietnicę inwestora, iż sędziwa willa zostanie zachowana. Co było potem - wiadomo. Willa runęła, o czym szeroko informowaliśmy na naszych łamach.

Miejskie władze twierdzą, że w tej sprawie nie mają sobie nic do zarzucenia. Jak zapewnia prezydent Krywult, najpierw chciano przekazać ten obiekt jakiejś organizacji pozarządowej, ale z uwagi na jego zły stan i konieczność sporych nakładów inwestycyjnych, chętnych nie było. Z tego samego powodu miasto w nieskończoność czekać nie mogło, gdyż niszczejąca willa mogła z czasem runąć. Stąd decyzja o sprzedaży.

                                                                                                             Roszczenia po latach

Jednocześnie bielski prezydent podkreśla, że kiedy nowy właściciel wystąpił do ratusza o warunki zabudowy i zagospodarowania terenu dla planowanej inwestycji, z dokumentacji niezbicie wynikało, że willa pozostanie, a czeka ją jedynie rozbudowa i przebudowa. Zamiast tego budynek zburzono. - I teraz inwestor będzie musiał wystąpić o nowe warunki zabudowy i zagospodarowania terenu. Z pewnością dokładnie pochylimy się nad tym, co przygotuje - mówi szef bielskiego ratusza. Z jego wypowiedzi jasno wynika, że burzyciele willi nie mogą liczyć na żadną taryfę ulgową, i dopóki ich nowy wniosek o warunki zabudowy nie będzie dopięty na ostatni guzik, zgody nie będzie. Mówiąc szczerze, nie byłoby nic złego, gdyby w tym przypadku ratusz bardzo rygorystycznie traktował tego inwestora nie tylko przy wydawaniu mu warunków zabudowy i zagospodarowania terenu, ale w każdej innej sytuacji. Skoro bowiem on miał w nosie kawałek bielskiej historii (choć działał zgodnie z prawem), to miejskie służby również zgodnie z prawem powinny brać pod dokładną lupę wszystkie jego poczynania.

W tym samym Cygańskim Lesie, tyle że kawałek dalej, stoi inna znana willa - Bajka, należąca do miasta. Do końca 2005 roku gospodarzyli w niej ekolodzy z Klubu Gaja. Wynieśli się stamtąd, gdyż dotarły do nich informacje, że na przedłużenie dzierżawy nie mają co liczyć. Od początku 2006 roku - czyli już trzy lata - willa stoi pusta. Miasto chciało ją sprzedać, ale na razie plany te musi odłożyć na półkę. Jak bowiem informuje Jacek Krywult, o zwrot tego budynku wystąpiła osoba, która twierdzi, że jest spadkobiercą jego dawnych właścicieli. Co do zasadności tego roszczenia wypowie się  sąd. A do czasu zakończenia procesu żadne decyzje w sprawie Bajki siłą rzeczy zapaść nie mogą.

                                                                                                                                Chętnych brak

Kłopot ma bielski ratusz także z trzecią swoją sędziwą willą. Chodzi o piękny niegdyś budynek, należący w przeszłości do rodziny Zipserów. Stoi on w sąsiedztwie parkhotelu Vienna, na dużej działce z pięknym drzewostanem. Willę zbudowano w 1890 roku według projektu znanego nad Białą architekta Emanuela Rosta. Kiedyś w budynku tym funkcjonowała specjalistyczna placówka oświatowa. Kilka lat temu przeniesiono ją jednak na drugi koniec miasta i od tego czasu willa Zipserów stoi pusta i niszczeje.

Organizowane przez ratusz przetargi na jej sprzedaż paliły dotąd na panewce. Przypuszczalnie z jednego powodu. Otóż ratusz willę chciał sprzedać, ale działkę, na której stoi willa, chciał oddać jedynie w wieczyste użytkowanie. Miał to być rodzaj zabezpieczenia. Jeśli nabywca zgodnie z umową wyremontuje willę, będzie mógł kupić grunt, na którym ona stoi. Jeśli umowę złamie i remontu nie zrobi w terminie, gmina może mu nieruchomość odebrać.

Prywatny przedsiębiorca zainteresowany nabyciem willi Zipserów w rozmowie z „Kroniką” twierdził, że zapis o wieczystej dzierżawie odstrasza inwestorów z uwagi na konieczność ponoszenia z tytułu dzierżawy sporych opłat. Jacek Krywult nie ukrywa, że z uwagi na fiasko dotychczasowych przetargów być może trzeba będzie zrezygnować z chroniącego willę zapisu o wieczystej dzierżawie terenu. - Niestety, ale tak właśnie się dzieje, że kiedy zabytkowy obiekt jest chroniony przez prawne zapisy, to nikt nie chce go kupić - mówi szef bielskiego ratusza.

Tak więc z trzech wymienionych, sędziwych bielskich willi, jedna legła w gruzach, a los dwóch kolejnych jest wielką niewiadomą...


                                                                                                                        SŁAWOMIR HOROWSKI