Nasi drodzy urzędnicy
Od lat systematycznie rosną wydatki na administrację publiczną. Tendencja ta dotyczy wszystkich jednostek samorządu niezależnie od ich wielkości. W numerze 23 pisma samorządu terytorialnego Wspólnota opublikowano raport, z którego wynika, że bielscy urzędnicy nie należą do najbiedniejszych w kraju. Ich pensje i inne koszta funkcjonowania urzędów coraz bardziej obciążają każdego z nas.
W dorocznym raporcie Wspólnoty wzięto pod uwagę wydatki bieżące na administrację publiczną z wyłączeniem nakładów na remonty bieżące. Najogólniej rzecz biorąc, są to koszty utrzymania urzędów, pensje urzędników oraz diety radnych. Aby nie porównywać Dawida z Goliatem, podzielono samorządy na grupy ze względu na liczbę mieszkańców. W ten sposób powstało 14 zestawień, odrębnych m.in. dla województw, powiatów, miast na prawach powiatu i gmin. Nakłady przeliczono na głowę jednego mieszkańca.
Z raportu podpisanego przez prof. Pawła Swianiewicza z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że wydatki rosną w każdej kategorii jednostek samorządowych. Im niższa liczba ludności, tym nakłady na urzędy są wyższe. Najszybciej wzrastają wydatki na administrację wojewódzką. Tylko w ciągu ostatniego roku każdy z nas przekazał na ten cel o prawie 40 dolarów (w cenach stałych) więcej. Twórcy zestawienia przyjęli, że szybciej rosną nakłady na funkcjonowanie urzędów niż na rady i sejmiki. Coraz kosztowniejsze są zlecenia zewnątrzne na zakup różnego rodzaju usług, w tym od firm konsultingowych.
Na tle tej wojewódzkiej drożyzny najkorzystniej prezentuje się województwo śląskie. Jest ono tradycyjnie najmniej kosztowną administracją na szczeblu regionalnym w skali kraju. Niewiele droższe są administracje w Wielkopolsce i Małopolsce. Od lat najkosztowniejsze natomiast są urzędy podległe wojewodzie opolskiemu.
W zestawieniu miast na prawach powiatu uwzględniono 47 miejscowości. Najmniejszym ciężarem są dla podatnika urzędy w Suwałkach (153 zł) oraz w Sosnowcu (162 zł). Zaszczytne czwarte miejsce na liście zajmują Tychy. Administracja Jacka Krywulta obecnie plasuje się mniej więcej w środku stawki – na 22. pozycji. W ub.r. kosztowała każdego z nas 219 zł. W naszym województwie tańsi okazali się jednak urzędnicy w Częstochowie, Rybniku, Jastrzębiu Zdroju, Świętochłowicach, Gliwicach, Żorach, Chorzowie i Bytomiu.
Najdroższa w kraju jest administracja powiatowa w Sopocie (460 zł). Nieco więcej niż bielski Ratusz kosztuje utrzymanie urzędów w Gdyni, która regularnie wyprzedza nasze miasto w wielu rankingach gospodarności. Wydatki na utrzymanie urzędów wynoszą tam 237 zł, co daje Gdyni 32. miejsce na liście. Twórcy raportu podkreślają, że najdroższe są administracje miejscowości z silnym przemysłem lub będące dużymi ośrodkami turystycznymi. Wśród gmin najtańszy jest Mielec (113 zł), najdroższa zaś Krynica Morska (ponad 1600 zł!) oraz Karpacz, Międzyzdroje i Łeba.
W rankingu Wspólnoty uwzględniono też powiat bielski, którym zarządza starosta Andrzej Płonka. W zestawieniu sklasyfikowano 145 powiatów. Każdy z nich zamieszkuje ponad 75 tys. osób. Od lat najmniej kosztowna w kraju jest administracja powiatu rzeszowskiego (49 zł). W naszym województwie najmniej pieniędzy pochłaniają powiaty cieszyński (56 zł), zawierciański, żywiecki (68) i lubliniecki.
Starostwo bielskie oraz podległe mu urzędy kosztują każdego podatnika 72 zł (66. miejsce), choć przyznać trzeba, że z roku na rok urzędnicy starosty awansują w tej tabeli. Znacznie tańsze jest funkcjonowanie administracji powiatowych m.in. w Wałbrzychu, Tarnowie, Białymstoku, Kielcach i Lublinie. Na końcu klasyfikacji znajduje się powiat warszawski. Na jego utrzymanie przeznacza się 131 zł na głowę mieszkańca.
Koszty funkcjonowania urzędów Krywulta i Płonki mieszczą się w średniej krajowej. Zdaniem ekspertów od samorządności, administracja publiczna powinna jednak obecnie powściągać swoje apetyty. W okresie silnego spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego oszczędzać muszą też samorządy. Nie tylko na opiece społecznej i edukacji, lecz przede wszystkim na listach płac.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 1886 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 2
lobo
możnaby się z tym pogodzić, gdyby to jeszcze wszyscy byli fachowcami, ale pełno w bielskim UM takich co mają tylko maturkę, w dodatku sporo nie jest bielszczanami tylko z okolicznych wsi
mistomislaw
POZWALNIAC PARU JEST ICH ZA DUZO I JUZ BEDZIE MNIEJSZE UTRZYMANIE A TYLU JEST ICH NIE POTRZEBNYCH Z 5 % TO DARMOZJADY TYLKO KAWA I PAPIEROSEK
A OGÓLNIE MÓWIAC DAC IM NA WYPLATE MAX 1000 TAK JAK WIEKSZOSC LUDZI ZARABIA I MAJA RODZINY I MUSZA ZA TO PRZEZYC

Klauzula informacyjna ›