 Uczestników ostatniej sesji Rady Miejskiej zdziwiło pytanie jednego z radnych skierowane do prezydenta Jacka Krywulta. Jak zwykle dociekliwy Grzegorz Puda chciał się dowiedzieć, ile osób zmarło ostatnio na świńską grypę w Bielsku-Białej. Ale obecny na sesji lekarz uspokoił zebranych, że nie mamy się czego obawiać. Niestety, optymizm prysł, kiedy przywołano temat bielskiej służby zdrowia. Okazuje się, że największy w rejonie szpital miał dostać 8 mln zł mniej niż w roku poprzednim!
Świńska grypa znowu straszy
- Wiemy, że w Bielsku-Białej panuje świńska grypa. Chciałbym, żeby pan prezydent odpowiedział mi, ile zachorowań do tej pory odnotowano, jakie środki zostały powzięte, żeby zaradzić tej sytuacji i - co najsmutniejsze - ile osób zmarło? - To pytanie radnego Pudy niektórych zdziwiło, innych może lekko wystraszyło, a jeszcze innych rozbawiło. Zdziwiony był także sam prezydent, który stwierdził, że nie zna problemu, bo nie otrzymał żadnych informacji z sanepidu na ten temat.
Z uwagi na wykonywany zawód, radny Klaudiusz Komor postanowił merytorycznie włączyć się do dyskusji. - Niewątpliwie, niejeden bielszczanin był lub jest chory na świńską grypę. Nawet ja, będąc teraz przeziębionym nie wiem, czy to zwykły wirus czy może AH1N1. Obecność wirusa można zdiagnozować tylko poprzez specjalistyczne badania, a te wykonuje się wyłącznie w ciężkich przypadkach. W pozostałych chory nawet nie wie, jaki rodzaj wirusa go dopadł.
„Wyczekali” ponad 5 milionów
Od kilku miesięcy niemal na każdych sesjach radni oraz władze miasta z niepokojem mówią o sytuacji polskiej służby zdrowia, a co za tym idzie - bielskich szpitali. Na poprzedniej sesji prezydent poinformował, że szpitale z powiatów cieszyńskiego, żywieckiego i pszczyńskiego wspólnie z naszymi zadecydowały, że nie podpiszą umowy z NFZ w takiej formie, w jakiej została im zaproponowana.
- Do 30 grudnia musieliśmy podpisać umowę. W innym wypadku z końcem marca kontrakt NFZ ze szpitalem zostałby rozwiązany - wyjaśniał Jacek Krywult. W tej sytuacji umowę podpisano. O szczegóły tego porozumienia nasz portal zapytał dyrektora Szpitala Wojewódzkiego, a zarazem bielskiego radnego Ryszarda Batyckiego.
- Byliśmy ostatnim szpitalem w regionie, który podpisał umowę z NFZ. To nie była kwestia naszych ambicji. Po prostu nie mogliśmy się zgodzić, żeby przyznano nam o 8 mln zł mniej niż w roku poprzednim. Ostatecznie „zabrano” nam ok. 2,6 mln zł. Jesteśmy jedynym świadczeniodawcą niektórych usług medycznych w okolicy - np. urologii czy laryngologii. Przyjeżdżają do nas ludzie z Cieszyna, Żywca, ale też Wadowic i Andrychowa. A niestety, wbrew obietnicom – pieniądze nie idą za pacjentem.
Ostry dyżur
Dyrektor zaznacza, że duże koszty szpitala generuje jego ratunkowy charakter. To placówka, która musi być dyspozycyjna 24 godziny na dobę. Batycki podkreśla, że do Szpitala Wojewódzkiego karetki przywożą osoby poszkodowane w wypadkach oraz pacjentów, u których po zabiegach w prywatnych klinikach nagle w nocy pojawiają się komplikacje. Pod Szyndzielnię trafiają często osoby nie posiadające ubezpieczenia. - Za takiego pacjenta nikt nam nie zwróci, on nie istnieje dla systemu. A my w ten sposób przez ostatnie dwa lata bezpowrotnie „straciliśmy” ok. 280 tys. zł - wyjaśnia dyrektor lecznicy.
Na grudniowej sesji prezydent Krywult zaznaczył, że gdyby szpital przyjął kontrakt w takiej formie, jaką mu proponowano, to w połowie roku musiałby przestać leczyć. Zapytaliśmy więc Batyckiego, czy po wynegocjowaniu nieco lepszych warunków nie musimy się już obawiać tej wizji. - W trybie ostrym będziemy leczyli cały czas - uspokaja doktor. - Ale może zabraknąć pieniędzy na leczenie planowane. Oznacza to, że szpital będzie reagował w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia, ale nie może podejmować działań profilaktycznych.
W poczekalni spędzisz… kilka lat
Na naszą prośbę dyrektor w szczegółach opowiedział, na czym najbardziej odbije się brak ponad 2,5 mln zł w budżecie szpitala. - Mamy 320 tys. zł mniej na świadczenia ambulatoryjne i 280 tys. mniej na rehabilitacje. „Ucięto” nam 330 tys. zł na badania rezonansem magnetycznym i tomografem. Wszystkie specjalności zostały okrojone. Najdłużej, bo nawet kilka lat trzeba czekać na endoprotezoplastykę biodra. Długie kolejki czekają na nas także do specjalisty laryngologa i urologa.
W podpisanym kontrakcie nie mieści się też urazówka. Specyfika naszego regionu polega na tym, że ludzie uprawiają dużo sportów, w tym ekstremalnych. Co roku do Bielska-Białej przyjeżdża wielu turystów, którzy łamią się na nartach. To „przekleństwo” szpitala, gdyż dostaje on jednakowy ryczałt bez względu na to, czy przyjmie 100 czy 2000 pacjentów.
Prezydent Jacek Krywult zapowiedział na sesji, że w styczniu kontrakt będzie renegocjowany. Poprosiliśmy dyrektora Batyckiego, żeby zdradził nam, czego oczekuje po tych pertraktacjach. - Przede wszystkim zwrotu za tzw. nadwykonania, na które w minionym roku wydaliśmy ponad 400 tys. zł. Na razie, zgodnie z ugodą zwrócą nad 50 proc. poniesionych kosztów. Nie wiadomo jednak jeszcze, co z wydatkami, które ponadplanowo ponieśliśmy od kwietnia do grudnia 2009 roku.
Magdalena Dydo |