 Nie brak w Bielsku-Białej miejsc, gdzie można dobrze i niedrogo zjeść. Dotychczas brakowało jednak przewodnika po lokalach gastronomicznych. Nasi dziennikarze składają niezapowiedziane wizyty w wybranych restauracjach. Dziś - Vibellione.
Restauracja Vibellione mieści się w dwóch połączonych ze sobą kamienicach przy placu Św. Mikołaja 2 i ul. Cieszyńskiej 11. Budynek z wejściem od Cieszyńskiej został wpisany do rejestru zabytków, a kamienica od strony placu znajduje się w obszarze o charakterze zabytkowym. Przejmując obiekt, obecny właściciel zdeklarował się, że w ciągu półtora roku zmodernizuje kamienice.
Nazwa lokalu oznacza w języku włoskim rozkosz bądź przyjemność jedzenia. Słówko chętnie używane szczególnie na południu Italii. Na terenie Polski jest to nazwa zastrzeżona, do której prawa ma tylko właściciel bielskiej restauracji.
Tanie wino od Kondrata
Do dyspozycji gości są dwie zabytkowe sale restauracyjne, w tym biznesowa wyposażona w urządzenia multimedialne, które pozwalają na organizowanie np. spotkań szkoleniowych. Do celów kawiarnianych i lunchowych przeznaczone jest patio z przeszklonym dachem i roślinnością śródziemnomorską oraz zabytkowa sala z oryginalnie zachowanym sklepieniem z austriackiej cegły. Co ciekawe, w niemal całym lokalu obowiązuje zakaz palenia. Istnieje miejsce nieco odseparowane od reszty restauracji, gdzie klienci targani głodem nikotynowym mogą „puścić dymka”. Z głośników sączy się śródziemnomorska muzyka.
U drzwi restauracji od strony ulicy Cieszyńskiej gości wita uśmiechnięte oblicze Marka Kondrata. Nie jest to przypadek, bowiem w Vibellione znajduje się sklep z winami firmowanymi przez znanego aktora. Właściciel lokalu ma wyłączność na sprzedaż tych win na terenie Bielska-Białej i okolic. W sklepie obowiązują ceny ustalone przez wykonawcę głównej roli w Dniu Świra Marka Koterskiego.
Wśród 115 różnych rodzajów win, każdy znajdzie coś dla siebie. Za najtańszą butelkę trzeba zapłacić 20 zł. - Marek Kondrat jeździ do właścicieli kilkuhektarowych winnic i osobiście weryfikuje przydatność wina do jego sklepu - wyjaśnia Krzysztof Brejdak, właściciel Vibellione. - Dzięki temu nie ma wielu pośredników i ceny są przystępne. Chcąc napić się wina w lokalu, należy dodatkowo wnieść opłatę za tzw. korkowe, które wynosi 10 zł. W sprzedaży jest hiszpańskie wino karafkowe (6 zł lampka): białe lub czerwone.
Vibellione oferuje szeroki wachlarz kaw firmy Vergnano (od 5 zł za filiżankę). W stolicy Podbeskidzia jest ponoć tylko jeszcze jedna restauracja, gdzie można uraczyć się „małą czarną” tej prestiżowej firmy (choć nie w tak licznym wyborze). W ofercie jest prawdziwa czekolada - do wyboru: biała lub czarna i w bardzo przystępnej cenie (6 zł). Napój jest przyrządzany w specjalnym urządzeniu, które gwarantuje, że czekolada się nie „zapowietrzy”.
Pascal podziwiał kaczkę
Czas zerknąć, co skrywa menu. Ok. 70 proc. dań z karty stanowią potrawy z półwyspu Apenińskiego. Reszta pochodzi z innych krajów śródziemnomorskich. Szczególnie zaintrygował mnie klasyczny siekany tatar z polędwicy wołowej w asyście cebuli, ogórków i pieczarek podany z jajkiem oraz sardynką (25 zł). Wydawałoby się, że tatar, jak tatar, nic niezwykłego. A jednak. - Mamy kontrakt z dostawcą, który zapewnia nam świeże mięso z młodego byka - wyjaśnia pan Brejdak. - Takie mięso ma jasną barwę. A jest siekane, bo nie mamy leniwych kucharzy.
Niezłym powodzeniem cieszy się także pikantna pierś z kaczki (29 zł). Jej smakiem rozkoszował się np. znany z telewizji mistrz patelni, Pascal Brodnicki. Mięso podane jest z bukietem sałat, filetów z pomarańczy i odrobiną octu balsamicznego.
Wśród sześciu dań z udziałem ryb, największą uwagę klientów restauracji skupia sandacz w aromatycznym leśnym sosie podgrzybkowym (35 zł), który podany jest z kluseczkami gnocchi i brokułami. Jak przystało na włoską kuchnię, do wyboru jest siedem past (od 12 zł). Pizza przyrządzana jest wyłącznie na wyraźne życzenie gościa. Podobnie, jak specjały kuchni polskiej. Wśród deserów kusi brzoskwinia a ‘la Vibellione (18 zł), która jest podsmażana i podawana z gorącymi malinami. Warty grzechu jest mus z kiwi i mascarpone (18 zł).
Rekin w towarzystwie marchewki
Rozsiadłem się wygodnie przy wiklinowym stoliku i na przystawkę poprosiłem o sycylijską sałatkę z pomarańczy (12 zł). W tej intrygującej kompozycji poruszałem się bardzo ostrożnie. Soczysta pomarańcza rodziła obficie sok, a jej pomarańczowa barwa była tak pomarańczowa, że nie powstydziliby się jej sami Holendrzy. Intensywny kolor sugerował dojrzałość owocu, ale nie zdradzał kwaskowatego smaku. Na talerzu znalazłem orzechy włoskie w słodkiej polewie, a w nich ukryte papryczki chili. Różnorodność smaków sałatki wzmagał obficie pokrojony seler naciowy, koper i czosnek, które w połączeniu z kwaśnością fileta z pomarańczy i ostrością papryczki wzbogacały bukiet o delikatną cierpkość. Szał zmysłów ugasiłem paluszkiem grissini, który uspokoił przygodę z sycylijskim przysmakiem.
Po tak pobudzającym preludium przeszedłem do dań, które miały zaspokoić mój głód. Zamówiłem więc gorąco polecaną przez szefa kuchni zupę z półwyspu Iberyjskiego o dźwięcznej nazwie Cazuella (25 zł). W menu znalazłem informację, że jest to kociołek ryb i owoców morza w aromacie ziół. Krótka chwila oczekiwania. Skrupulatny kelner zerka, czy jestem już gotów na rozpoczęcie uczty.
Zatem do dzieła. Dzięki żeliwnemu kociołkowi z podgrzewaczem z jedzeniem zupy nie należy się spieszyć. Pierwsze wrażenie - ostra! Wnet robi mi się gorąco, jak na Costa del Sol. Ale z każdą chwilą uczucie to zanika. Wyczuwam aromat bogatego wachlarza ziół. W talerzu pływa bazylia, rozmaryn, oregano i tymianek. Zioła zmiksowane są na pastę. W aromatycznym akwenie odnajduję kalmary, mule, ośmiornice, mięso z płetwy rekina, krewetki i małże. Wraz z marchewką, szpinakiem i fasolką szparagową są podsmażane na oliwie z oliwek, a następnie wzbogacane odrobiną wina. Całość podlewana jest pulpą pomidorową. Na koniec dodawane są papryczki chili do spółki z tabasco. Tak przyrządzone dzieło sztuki kulinarnej nie ma wad. Wyrazisty smak i mięso w sam raz na ząb. Zupa pyszna i syta, godna polecenia.
Degustacja z Markiem
Wyraźnie rozochocony tym, co zastałem w przepysznym kociołku, postanowiłem spróbować szaszłyka z kurczaka z tapenadą (24 zł). Kruche mięsko drobiowe podane jest w niezbyt licznym gronie frytek. Popularny przysmak z ziemniaka ma formę nieregularną, co zdradza, że frytki robione są na sposób domowy. Kompanią dla nich jest bukiet sałatek, w której prym wiodą sałata oraz czerwona kapusta. Pięknie skonstruowana kompozycja, przyozdobiona kawałkami pomarańczy, nie ma nic do zaoferowania pod względem wyrazistości smaku.
Zgoła inaczej prezentuje się filet z kurczaka podany w formie szaszłyka. Jego wnętrze wypełnia francuska pasta tapenada. Jest sporządzona z czarnych oliwek, anchois i czosnku. Wszystko jest wymieszane z oliwą z oliwek. Kruchy drób znakomicie rozumie się z delikatnym i gęstym sosem czosnkowym. Jest przyrządzany w zupełnie inny sposób niż w zwykłych pizzeriach. Sekretem sosu szefa kuchni Vibellione jest mocno w nim zaakcentowany ser feta, obowiązkowy jogurt i zioła dla smaku.
Całość, podaną na ogromnym porcelanowym talerzu, wspomagałem lampką białego, półsłodkiego wina rodem z Hiszpanii. Winko delikatne i w odpowiedniej temperaturze, nie gryzie się w żaden sposób z zawartością talerza. Danie obfite, choć nie tak wspaniałe, jak poprzedzające je zupa.
W Vibellione przebywałem niemal trzy godziny. W tym czasie lokal odwiedziła spora grupa ludzi, co zaiste pozytywnie mnie zaskoczyło. Być może w najbliższej perspektywie w restauracji odbędą się imprezy, dzięki którym klientów będzie więcej. Właściciel nosi się z zamiarem zorganizowania degustacji win z udziałem Marka Kondrata. W planach są także otwarte pokazy kulinarne połączone z degustacją.
Restauracja Vibellione – ul. Cieszyńska 11/ pl. Św. Mikołaja 2. Czynne: niedziela - czwartek w godz. 10:00-21:00 i piątek - sobota: od 10:00 do ostatniego klienta.
xxx
Paweł Hetnał |