Chyba wszyscy Polacy (i na oko pół świata) wiedzą, że w Żywcu znajduje się renomowany browar. Znacznie mniej osób natomiast słyszało o miejscowym muzeum, które w oparciu o nowoczesne metody mulitimedialne oraz zabytkowe eksponaty w ciekawy sposób prezentuje wielkie tradycje żywieckich piwowarów. Zachęcamy Czytelników do odwiedzenia tej atrakcyjnej placówki muzealnej. Aż żal, że podobnej nie mamy w Bielsku-Białej.
 
Muzeum Browaru Żywiec zostało otwarte we wrześniu 2006 roku przy okazji obchodów 150-lecia istnienia tej firmy. Mieści się w dawnych piwnicach leżakowych, które wykuto w litej skale. Jego powierzchnia wynosi ok. 1,6 tys. m kw. W styczniu br. miejsce to znalazło się na mapie Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego. Do dziś progi placówki przekroczyło grubo ponad 300 tys. osób.
 
Woda spod Skrzycznego
 
Muzeum prezentuje się okazale i z pewnością nie należy do tych obiektów wystawienniczych, w których trzeba zachowywać ciszę i z mistycznym skupieniem studiować kolejne eksponaty. Początek zwiedzania wyznacza sala „Trzech Żywiołów”, gdzie wita nas szum wody, która jest tajemnicą smaku piwa Żywiec. Woda pochodzi z rzeki Leśnianki. Jej źródła znajdują się u stóp Skrzycznego.
 
W oczy rzuca się makieta prezentująca dwie części browaru, przedzielone drogą biegnącą na Zwardoń. Miejscowi przewodnicy są bardzo elokwentni i nie boją się tzw. trudnych pytań. Od naszego cicerone dowiedzieliśmy się, że założycielem browaru był w roku 1856 arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg, wnuk austriackiego cesarza Leopolda II. Tradycje piwowarskie w tym regionie sięgają jednak średniowiecza.
 
Wielką atrakcją muzeum jest tzw. kapsuła czasu, która w kilka minut przenosi zwiedzających na XIX-wieczną uliczkę Żywca. Wchodzimy do starego szybu wentylacyjnego. Wibracje i pulsujące światła robią wrażenie głównie na dzieciach. Uwagę turysty skupia uliczka z wirtualnym psem strzegącym drzwi architekta browaru. Każdy intruz, który zakłóci spokój tego domu, zostaje głośno obszczekany przez czworonożnego stróża.
 
W tym samym pomieszczeniu znajduje się replika sklepu kolonialnego, warsztat stolarza, a także drukarnia, w której przed laty powstawały pierwsze etykiety. Z ulicy trafiamy do galicyjskiej karczmy. Zza wirtualnych okien widać, jak ówczesna kobieta zabiera spod gospody swojego męża. Na stołach stoją ciężkie, austriackie kufle z uchem, a na talerzach spoczywają kawałki kiełbasy. Za barem stoi wąsaty szynkarz, z którym można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Przewodnik opowiada, że deputat dla ówczesnych pracowników wynosił nawet 6 litrów piwa na głowę. Gdy pytamy o wielkość dzisiejszego deputatu, wymiguje się od odpowiedzi.
 
Wchodzimy do kolejnego pomieszczenia, gdzie naszym oczom ukazują się urządzenia, które przed ponad stu laty służyły do wyrobu napoju z pianką. Widzimy słynne koryto „Granda”, fragment lodowni, mechanizm do nabijania korków w butelki czy urządzenia izobaryczne.
 
Prezydent był zadowolony
 
Kolejne pomieszczenia prezentują nowszą historię. Dzięki kapsule czasu jesteśmy we wnętrzu repliki Restauracji Żywieckiej z okresu międzywojnia, która została wykonana w stylu art deco. Co ciekawe, w warszawskiej piwiarni Żywca mieściła się kręgielnia. Wszystkie eksponaty wyglądają tak, jakby przed chwilą zakończyła się w tym miejscu zabawa. Każdy może nawet rzucić zabytkową kulą.
 
Jak zapewnia przewodnik, już ówcześni właściciele browaru hołdowali maksymie, że „reklama jest dźwignią handlu”. Dlatego w kolejnej sali widzimy eksponat promujący browar na targach w Poznaniu, które odbyły się w latach dwudziestych ubiegłego wieku. W latach 30-tych w żywieckim browarze gościł prezydent Ignacy Mościcki, który osobiście degustował piwo. Podobno był zadowolony.
 
W czasy drugiej wojny światowej wprowadza kolejna projekcja multimedialna. Zwiedzający wchodzą do komina wentylacyjnego, u szczytu którego znajduje się ekran, a dookoła - ściany przedwojennych warszawskich kamienic. Na błękitnych ekranach imitujących niebo pojawiają się bombowce. Następnie widać bomby opuszczające luki samolotów, chwilę później zaś słychać grzmoty eksplozji na ziemi.
 
Jesteśmy w pomieszczeniu, w którym gościom muzeum wyświetlany jest film. Na ekranie starszy pan opowiada o losie browaru żywieckiego w czasie okupacji hitlerowskiej. Przewodnik podkreśla, że gdyby nie bohaterska postawa pracowników, to Niemcy uciekający przed natarciem Armii Czerwonej wysadziliby budynki browaru w powietrze. Na szczęście, robotnicy zdołali w porę rozminować ładunki. Dla okupanta był to ważny punkt strategiczny, bowiem wysyłali z Żywca na front znaczne ilości piwa, które występowało wtedy pod marką Beskidenbrauerei Saybusch.
 
Wreszcie wchodzimy do pokoju z okresu głębokiego PRL. Niekiedy sprzęty domowe z tamtych czasów spotkać można do dziś na wsi. Ostatnią salą jest labirynt wyposażony w liczne lustra i telewizory. Dowiadujemy się, skąd na etykiecie Żywca wzięła się para tańczących krakowiaków. Okazuje się, że w połowie lat pięćdziesiątych rozpoczęto eksport piwa z Beskidów do USA. W tym celu amerykański handlowiec Lutom zapytał Polaków mieszkających za oceanem, z czym kojarzy im się Ojczyzna? Podobno odpowiedzieli, że z Krakowem i odtąd na butelkach widać „tańczącą parę”.
 
W 1991 roku papiery wartościowe spółki weszły na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Trzy lata później nawiązano ścisłą współpracę z holenderskim potentatem piwnym, firmą Heineken.
 
Dlaczego nie w Bielsku-Białej?
 
Na koniec pobytu w Żywcu mieliśmy okazję zwiedzać współczesną warzelnię. Z balkonu hali widać ogromne stalowe kadzie, których średnica przekracza 12 m. Przewodnik z dumą opowiada o oczku w głowie Żywca - o porterze. Jest to piwo mocne, ciemne, górnej fermentacji, które warzone jest według receptury z roku 1881. Jej twórcą był Juliusz Wagner, który od 1875 r. sprawował funkcję naczelnego piwowara Habsburgów.
 
Do warzenia portera używany jest słód monachijski oraz słody specjalne. Tajemnica warzenia żywieckiego portera polega m.in. na dłuższym okresie fermentacji i leżakowania. Na placu pomiędzy budynkami browaru - nad głowami zwiedzających - biegną rury, które transportują piwo na drugą stronę ulicy z prędkością nawet 180 litrów na sekundę
 
Na koniec zwiedzania turyści mogą oddać się rozkoszy degustacji. Piwiarnia żywiecka oferuje spragnionym takie rarytasy, jak sporządzane tradycyjną technologią piwo Brackie i porter, niefiltrowany pszeniczny Paulaner Hefe Weissbier czy irlandzki Murphy’s Irish Stout. W sumie lokal dysponuje 18 gatunkami złocistego napoju.
 
Czy w Bielsku-Białej, w mieście o sporych tradycjach piwowarskich, nie można zrobić podobnej placówki muzealnej? Przecież bielski browar powstał ledwie 19 lat po tym utworzonym przez Habsburgów. Budynki wprawdzie nie przetrwały próby czasu, lecz związaną z nimi historię pomyślności naszego miasta powinniśmy uchronić od zapomnienia.
 
Paweł Hetnał