 „Uwaga, na ulice naszego miasta wjechały czołgi niemiecki i radzieckie...” W ten sposób mogłaby się zaczynać jutrzejsza audycja w lokalnej stacji radiowej. Zapewne nie wzbudziłaby tyle zamieszania, co „Wojna Światów” Orsona Wellesa, choć byłaby znacznie bliższa prawdy niż słuchowisko z 1938 roku. Oprócz czołgów, na głównych bielskich ulicach pojawią się inne pojazdy wojsk radzieckich, niemieckich, amerykańskich i brytyjskich. Dziś rusza jubileuszowa, X Operacja Południe.
- Mój dziadek walczył pod Monte Cassino - opowiada Rafał Bier, pomysłodawca i organizator „Operacji Południe”, która od 10 lat odbywa się w naszym mieście. Założone przez niego Prywatne Muzeum Broni Pancernej i Militariów im. Franciszka Bier w Bielsku-Białej ma obecnie w swoich zbiorach 36 pojazdów wojskowych. - To byli żołnierze wyklęci. Często mówiło się o się o nich, jak o zdrajcach. Po wojnie dziadek był represjonowany, przez co jego syn, czyli mój ojciec nie mógł uczyć się w szkole lotniczej. Zakładając muzeum, postanowiłem nazwać je imieniem dziadka. Żeby wrócić mu szacunek i honor, jaki należał mu się za walkę dla ojczyzny, a których nigdy nie zaznał.
Spełnia marzenia ku uciesze bielszczan
Fascynacja bronią i pojazdami wojskowymi zrodziła się u organizatora „Operacji Południe” podczas... oglądania filmu „Czterej pancerni i pies”. Kiedy już stał się szczęśliwym posiadaczem swojego pierwszego pojazdu militarnego marzył, aby przejechać nim uroczyście przez centrum miasta. Dzisiaj, podczas X Międzynarodowego Zlotu Pojazdów Militarnych to jego marzenie będzie spełniało niemal 300 pojazdów.
Bielski zlot tradycyjnie gromadzi tłumy uczestników oraz obserwatorów z Bielska-Białej, całego Śląska, różnych zakątków Polski oraz świata. - W tym roku będziemy mieć gości z Austrii, Niemiec, Anglii i wielu Czechów - mówi Bier. - Na pierwszym zlocie było tylko 65 pojazdów.
Czy jubileuszowa edycja imprezy będzie się różniła od poprzednich? Tak, specjalnie na tę okazję organizatorzy sprowadzili do Bielska-Białej dwa amerykańskie czołgi z czasów drugiej wojny światowej - Stuart i Sherman. Obie maszyny były używane przez Polaków na Bliskim Wschodzie. Sherman był też podstawowym czołgiem średnim w 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Jeszcze jedną atrakcją, na wspomnienie której w oczach Rafała Biera widać iskrę prawdziwej radości, jest replika niemieckiego czołgu Panther. Niemiecki sprzęt wojskowy jest rzadkością. Dlatego każdy okaz, to prawdziwy unikat. Ten ważący prawie 45 ton olbrzym spalał 200 litrów ropy na 100 km. Długi na niemal dziewięć metrów i wysoki na trzy metry kolos mógł razić cele na odległość 4 km! Gruby pancerz Pantery i daleki zasięg rażenia sprawiał, że jej przeciwnik nie miał zbyt dużych szans. Na każdą zniszczoną Panterę przypadało pięć spalonych shermanów lub dziewięć radzieckich T-34.
Armata Franka Dolasa
Ciekawostką będzie także możliwość obejrzenia działa, które część z nas pamięta z ostatniej sceny kultowego filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, gdy Franek Dolas stoi na moście.
„Operację Południe” tradycyjnie otwiera parada ulicami naszego miasta. Jest to zawsze świetna okazja, by zapoznać się z niemal wszystkimi okazami, jakie uczestniczą w zlocie. W paradzie nie biorą udziału tylko pojazdy niemobilne oraz czołgi nie posiadające specjalnych gumowych nakładek na gąsienice, które zapobiegają niszczeniu asfaltu.
Natomiast na Błoniach nie zabraknie pokazów Grup Rekonstrukcji Historycznej. Bier zdradził nam, że zadaniem wojsk polskich w przygotowanych scenkach batalistycznych będzie obrona. Aby przekonać się, czy uda im się przetrwać starcie z niemiecką Panterą, trzeba przyjechać w sobotnie popołudnie na Błonia. W niedzielę odbędzie się pokaz odparcia ataku z powietrza. W oba dni będziemy czuli się, jak na polu bitwy. Odpowiedzialna jest za to specjalnie wynajęta firma pirotechniczna.
Każdego roku wielu widzów przyjeżdża na Błonia specjalnie po to, by zobaczyć tzw. Tank Crash. Jest to pokaz techniki wojskowej, podczas którego czołg rozjeżdża inny pojazd, np. samochód osobowy. Z okazji dziesięciolecia w sobotę odbędzie się pokaz sztucznych ogni.
Zlot bez swastyk, ale z kumakami
- Rozmawialiśmy już z klubem Gaja i ustaliliśmy projekt ochrony żab - przekonuje Bier. - Siedliska kumaka górskiego zostaną zabezpieczone. Pomijam już, że kumak pojawił sie na Błoniach właśnie dzięki nam. To my wykopaliśmy te wszystkie rowy, napełniliśmy je wodą i stworzyliśmy kumakowi warunki rozwoju.
Patronat honorowy nad imprezą objęli Minister Obrony Narodowej oraz prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult. Baza zlotu znajduje się na terenie Błoni, gdzie odbywać się będą pokazy sprzętu lekkiego i ciężkiego, artylerii przeciwlotniczej, samochodów wojskowych, czołgów, wozów pancernych oraz Tank Crash.
W tym roku mija 65. rocznica zakończenia II wojny światowej. Z tej okazji podczas tegorocznego zlotu odbywać się będą imprezy mające upamiętnić zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami.
Magdalena Dydo
|